Liścik z kluczem :)

L

Wczoraj  dostałam maila od Ewy, koleżanki z poznańskiego czasu  studiów, piękne zdjęcia etc. Zapytała co robię.

Odpisałam, że przed laptopem długie godziny, bo piszę z kolegą profesorem  JTM podręcznik i że daje mi to dużo radości.
Za chwilkę przyfrunął od Niej kolejny mailik w którym pisze,

„ to pewnie jesteś dumna i szczęśliwa”.

Otworzył tym pytaniem – kluczem –  wytrychem klapkę w mojej głowie.

I wyfrunęły upchane w wielkim tłoku innych, stłamszone i chyba nieszczęśliwe.

Wyfrunęły i zaszumiało pogniecionymi skrzydłami i zapachniało wolnością, wiatrem we włosach i morzem . Po chwili  zmęczone przysiadły na klawiaturze i napisała się odpowiedź. Przydługa. Ale taka musiała być.
Ewuś
Dumna to nie mam być z czego
Szczęśliwa ?
To wszystko ucieczka przed złem tego świata, monotonią życie
Lękiem przed nieznanym końcem
Wystarczy ?
Wystarczy
Pewnie bym więcej czytała
Więcej pisała swojego ble ble
Więcej filmów może
No już nie wiem..

Wsiąść do pociągu byle jakiego !- jakie to proste a niewykonalne 🙁

Takie małe marzenia
Zobaczyć jak ucieka horyzont
Stać w oknie
Morze zobaczyć tak dawno nie oglądane 

Ale i tak jest pięknie, żyjemy, mamy wspomnienia – choć prawdę mówiąc jeszcze starych zdjęć z wypraw nie obejrzałam

Nie skopiowałam tego z blogu by na papier przerzucić, zostawić,  by potem ktoś najzwyczajniej oddał na makulaturę

Och życie
Uruchomiłaś moje gadulstwo
Wybacz
A co  Was?

Stale nadaję o sobie

Aha czytam, bardzo wolno, za wolno Jacka Cygana  Odnawiam dusze. Mówi że swoje teksty układał pod muzykę  którą mu przysyłali. Mistrzostwo !!!

Zresztą pewnie wiesz

No już

 pozdrawiam Cię  ponownie
I nie zanudzam
Zosia

Było i jest ….

zdjęcie własne nieba nad Michałowicami …

Jest na Fb  strona zatytułowana Kiedyś było jakoś fajniej . Ludzie pokazują zdjęcia starych,  już dziś nieznanych przedmiotów, zabawy dzieci jakich współczesne nie doświadczają – wszystko w tonacji szaroburej jakim wtedy był nasz powojenny świat. Inni się wzruszają oglądając.

Rozmyślam nad swoim wtedy życiem, to była młodość z której  człek nie zdawał sobie sprawy. Trudy życia pokonywał z wyskoku tak jak wrzucał piłkę do kosza grając wtedy dość namiętnie. Było kolorowo i zwyczajnie. Było, minęło. Teraz –  oglądane z perspektywy lat wydaje się nieprawdziwe.

Bo jest tu i teraz. 

Dzień wypełniony skurczonymi do emerytalnych wymiarów zajęciami, poranne wyprawy po zakupy z plecaczkiem, bo sklep daleko, jeszcze  nieużytki czarują teraz uśpionymi trawami, samolotami podróżują ludzie w dalekie kraje- może po miłość, może  po rozpacz a może nie wiem po co.

I jest pięknie bo życie trwa, krew pulsuje a myśli wyfruwają w przestrzeń  wolne jak ptaki szybujące po niebie…

Magiczny Rok Dwóch Dwudziestek

W Nowym 2020  Roku

Magicznym bo

 Roku Dwóch Dwudziestek

Życzę Wam Kochani

I sobie

Życia bez „ schodów”

Ale jeśli  je napotkamy

 To  ich pokonania

Życzę

Bo u ich szczytu

zawsze czeka

Gniazdko Rodzinne

A w nim Czułość Najbliższych

Albo ich Duchy Zgromadzone

Przy domowym Ognisku

Dobre I Opiekuńcze  

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU !!!

Nowy Rok bieży ….Tęczowe życzenia ….

Przed 5 laty  tak tu pisałam. Myślę, że warto powtórzyć, bo słowa te ponadczasowe. Zapraszam ….

Opublikowane w Grudzień 31, 2013 przez Zofia Konopielko

Nowy Rok bieży….

A ja Wam, Kochani nie fajerwerki, szampany i szatki balowe lecz  tęczę  przysyłam ….. .

Jeszcze jesienią ją upolowałam nad wydmą leśną nieopodal naszej działki nad Bugiem. Zawsze jest  piękna  zjawiskowa i niosąca optymizm….

TĘCZA – to nie jest takie sobie zwykłe zjawisko optyczne i meteorologiczne  już dawno opisane. …

TĘCZA – to efekt szczególnej gry niebiańskiego światła słonecznego z kropelkami wody zawieszonymi w atmosferze.

To gra wielkiego Słońca z każdą pojedynczą kropelką wody.

Nieustanna zabawa trwa , fale świetlne odbijają się od tej jednej kropelki, od jej wszystkich sióstr , każdej z osobna. Każda  je załamuje, rozprasza na barwy – które złożone są po prostu białe , właściwie niewidoczne, jedynie jasne – a teraz krople wody  już kolorami nasycone zawieszają się na niebie tęczę tworząc.

Cudne, dynamiczne to gry , stale się toczą a TĘCZA  zupełnie spokojna, wielobarwna i  uśmiechnięta rozpościera swoje suknie na nieboskłonie….

To przez tę zjawiskowość, nieuchwytność, urodę wreszcie  – TĘCZA w wyobrażeniach ludzi zamieszkujących różne miejsca na ziemi ,  utrwaliła się w ich mitologii.

Grecy widzieli w niej drogę, którą przemierza posłanka bogów – Iris schodzącą z nieba na ziemię,

Chińczycy –  szczelinę w niebie, którą bogini Nuwa  zamyka szlachetnymi kamieniami i kolorami ,

dla Hindusów była łukiem boga błyskawic i grzmotów – Indry,

Skandynawowie widzieli w niej most łączący świat bogów i ludzi.

W Starym Testamencie była symbolem przymierza Boga z człowiekiem, obietnicą złożoną przez Boga Jahwe Noemu, że Ziemi już nie nawiedzi wielka powódź.

Aborygeni uważali, że z „ tęczowego węża” narodził się świat a człowiek mógł zostać wciągnięty do nieba i stawał się płanetnikiem….o płanetniku już pisała nie będę, bo  ciekawie o nim Wikipedia opowiada…

I właśnie dlatego przesyłam Wam na ten nadchodzący Nowy 2019 Rok  MAGICZNĄ TĘCZĘ .

I wyobrażam sobie, że jesteśmy zbiorem niezliczonej liczby kropelek –  jednakowych, czasem przemarzniętych, samotnych i bezbarwnych…..

I NIECH W TYM RODZĄCYM SIĘ WŁAŚNIE NOWYM ROKU PRZYJDZIE DOBRE SŁOŃCE I WYBIERZE NAS –  KAŻDEGO Z OSOBNA – TAK JAK KAŻDĄ KROPELKĘ WODY ZAWIESZONĄ SAMOTNIE GDZIEŚ W GÓRZE  – ROZŚWIETLI, OZDOBI BARWAMI I OGRZEJE  …

aż  staniemy się jedną wielką kolorową radosną TĘCZĄ NA WSPÓLNYM NIEBIE …

 

WIELKANOC – noc CUDU ….

Już świta, deszcz za oknem- właśnie dokonuje się CUD- za godzinę REZUREKCJA- ZMARTWYCHWSTANIE ……

Po wczorajszej wspólnej Uroczystości -fantastycznej –  przesuniętej w fazie z racji planów wszystkich naszych rodzin, by dalej jechać – gdzie zgromadziło się 19 osób- wszystkie w ciągu naszych 50 ( niebawem) lat małżeństwa się od nas  wywodzą lub ” przylegają ” – myślę o innych ….sięgam do wpisu sprzed 2 lat- bo ta RODZINA jest stale w moich myślach- choć wiem, że te myśli  im nie pomogą- że muszą sami dźwigać swój KRZYŻ ….tak już jest stworzony ten  świat..

 

 

Życzenia Wielkanocne

Miało być jak zwykle. Zwykłe lapidarne życzenia. Takie jak np. :

Z okazji nadchodzących wielkimi krokami wiosennych Świąt Wielkanocnych życzę Wam, Kochani, Zdrowia, Szczęścia i Radości.

Ale będzie trochę inaczej.

Będzie o Michasiu i Czarku. Moich dawnych pacjentach, już dawno pełnoletnich, którzy z okazji każdych Świąt nadal przysyłają mi kartki. Pisze  ich Mama, bo im  Los zaraz po urodzeniu odebrał wzrok.  Za to hojnie obdarował  chorobami licznych narządów ale  dla równowagi dała uśmiech, łagodność, pogodę ducha. Dał też Im Rodziców, którzy zasługują na miano Świętych za życia.

Nigdy  nie zapomnę tej Rodziny. Widzę Ich twarze, zachowanie, twarze” pokerowe” rodziców „ ubrane w pogodę ducha” i wesołe baraszkowanie misiowatych chłopaków. Przybywali ze swojej maleńkiej wsi oddalonej o przeszło 100 km , starym Maluchem, zawsze punktualni, skromnie, ale ładnie ubrani . Dzieci zadbane. Pewnie bardzo oczekiwane, duma, że synowie, najpierw Czarek – po dwóch latach Michaś. Taki sam , niestety ten sam zespół. Gdyby chociaż dziewczynka, byłaby zdrowa, ale byłaby nosicielką tego tragicznego genu. Ale co dalej? Jakie miałaby dzieci…… ci młodzi wtedy rodzice może nie wiedzieli, że tak może być, że dwaj ich synowie  będą tak samo chorzy-  poradnictwo genetyczne było wtedy skromne. Potem porada taka już nic nie dała- rozpoznanie suche na kartce-  zespół taki i taki. Jaskra wrodzona, operacja, głębokie  niedowidzenie, wada nerek, teraz już dializy, niewielkie opóźnienie w rozwoju,  deformacje kostne bo otyłość i nerki niewydolne i jeszcze ta padaczka….wszystko poukładane, jednakowe, przewidywalne, tylko co dalej? Walka, próba jakiegoś leczenia tylko objawowego, w które zresztą nie wierzyli, wizyty systematyczne u różnych specjalistów. Dobrze, że CZD byli w jednym gmachu, potem już pełnoletność synów i jeżdżenie z nimi po okolicznych miastach z każdym problemem i czasem listy do mnie, że działają, że walczą i jest jak jest, i bez żalu i słowa skargi. Niezwykli. I jeszcze pole nie obsiane i bydlęta głodne…..

Tylko te spracowane dłonie

Gdy wszyscy wchodzili do gabinetu w CZD, to jakoś jaśniało. Pomimo tragizmu sytuacji czuło się ich siłę, jakieś pogodzenie z losem ale i w tym siłę.

Wówczas przychodziło myślenie, z symbolicznym „ biciem się w piersi” że mam brak pokory, że narzekania, że nasze problemy wobec tamtych maleńkie i że to jest grzech , wielki nasz  grzech – wyolbrzymiać, przewidywać najgorsze i się żalić.

Nigdy tego od nich nie słyszałam.

Pewnie płakali w ukryciu, że roli nie będzie miał kto uprawiać, że gospodarzami nigdy nie będą ich synowie i że tak ich los doświadczył. Pewnie płakali Ci Rodzice. W skrytości, bo sąsiedzi patrzyli.

Ale do mnie przynosili swoją łagodność uśmiech zatroskany i jak wspomniałam wielką siłę.

A cóż ja im mogłam dać, tylko uśmiech dawałam.

Uśmiech , którym zakrywałam ból ściśniętego serca, i pytanie  gdzieś w środku zamknięte, nigdy nie wypowiedziane przy wielu też innych rodzicach przewlekle chorych dzieci.  Dlaczego?  Gdzie jest ten ponoć sprawiedliwy Bóg?

.

I to by było na tyle. Za dużo napisałam, za obszernie, zbyt emocjonalnie i przez to chaotycznie. Ale jestem z Nimi, szczególnie w takim dniu kiedy to Chrystus Zmartwychwstał…..

 

Pomyślmy więc o Nich, Kochani , w tę cudną radosną Wielkanoc, przy okazji dzielenia się jajkiem i składania życzeń . I potem gdy owies zielony i pisanki i baranek na świątecznym stole i szynki i baby wielkanocne. …

Pomyślny   o Tamtych Ciężko Doświadczonych. O Czarku i Michasiu i o wielu innych którym cierpienie dano i o ich Rodzicach- Świętych za życia.

Może jednak dobry Bóg popatrzy i zobaczy, posłucha i usłyszy  a w swej Łaskawości da Im siłę i pozwoli  przetrwać …..

Trzymam w ręce pocztówkę od Chłopaków , a tam napisano, że nadzieja jest….

” Radosnych Świat Wielkanocnych wypełnionych nadzieją budzącej się do życia wiosny „….

Chaotycznie opowiedziana historia o…..

 

P5021582.JPG

Zdj, własne. Niebo nad Skalitem ….

 

 

Chaotycznie opowiedziana historia o…

 

Nazywał się pan ….

Długo się wahałam, czy podać jego nazwisko

Ale wreszcie postanowiłam

najpierw że tak

a potem że nie

pozostało więc to Nie

On już dawno nie żyje

Gdy czytam w publikatorach

Że nie żyje

Obojętność

 

Dobrze pamiętam

Tę niewielką postać

Blondynek łysiejący chyba

Zdolny bardzo i zasłużony dla miasta ponoć

Aż chcieli ulicę nazwać jego imieniem

 

A ja pamiętam jego dłoń

Zły dotyk

Taki na całe życie

I można powiedzieć

Że potężniejący w miarę upływu lat

 

Bo wtedy miałam może 12 lat

I niczego nie wiedziałam o świecie

Naiwna zachwycona magią nagle odsłoniętych strun i młoteczków

Naszego pianina

Na którym wygrywałam co się dało

I najpierw tego nie lubiłam

Tak dalece

Że przesuwałam wskazówki zegarka

Który stał na pianinie

przyjechał z Mamą z wileńszczyzny

Wskazówki codziennie

Stopniowo po kilka minut

Do przodu

Aż z tego zrobiła się godzina

I Mama się zorientowała

Pewnie podpatrzyła

I była bura

I zegarek od tej pory

Nietknięty

 

I tylko ta ręka

Gdy stałam zauroczona obok

Wpatrzona w kamerton

Którym podawał dźwięk

By potem podkręcać odpowiednio

Strunę

Moja struna dotknięta

 dłonią

Która nagle po mojej lewej nodze

Spod kolana

Po tylnej części uda

Sunęła w górę

Aż pod majtki

 

Wtedy odskoczyłam

I uciekłam z tego miejsca czarownego

Nic nie wiedziałam o świecie

Bo miałam niespełna 12 lat

To były późne lata 50 ubiegłego wieku

I mój Gorzów

I to pozostało

A może dlatego że teraz się mówi

Albo i nie

Bo gdy się jeszcze nie mówiło

Nie wiadomo dlaczego nie chciałam

Dotyku obcych dłoni tam

Teraz wiem dlaczego

Dziecko molestowane tak ma

 

Potem zapomniałam

Pozornie

Chłopakowi który chciał więcej

Nie umiałam powiedzieć

Bo może nawet nie wiedziałam

dlaczego

Bo wtedy się o tym nie mówiło

Kręciłam zmyślałam

Płakałam nawet

Aż poszedł szukać swojego szczęścia

gdzie indziej

i

pewnie znalazł

a myślałam

że razem będziemy przenosić góry

w jednym zawodzie

przecież

 

Przełamałam się wreszcie

I zapomniałam na długie lata

I nawet zaczęłam grać na pianinie

Emocjonalnie

Burzliwie

Może żeby zagłuszyć

Tamto

A może

Tylko własną burzę

Dojrzewania uciszyć

 

Ale on ten blondynek

Ze złą dłonią

Czy brudnym sercem

Czy wreszcie beztroską

Jakąś niezrozumiałą

był zawsze przy mnie

no nie zawsze

bo czasami nie

 

wrócił przed laty

ten zły dotyk wrócił

bez emocji

nie nieprawda

bo z wstrętem

i oburzeniem

jak można

tak

dotykać dziecko

 

tego nikt nie wie

i nikt nie odpowie

jak można…

 

P6050064.JPG

 

mam 6 lat, zdj Taty z albumu rodzinnego

Zdjęcie-0667.jpg

10 lat mam , zdj Taty

 

budzik Babci Stefy1.JPG

 Budzik przywieziony przez Mamę z wileńszczyzny. Teraz u naszej córki, zdj własne.

Niemy świadek tamtego czasu….

 

 

 

 

 

Zamiast życzeń…..

P5021620.JPG

 

 

Kochani!

I jak tu nie wierzyć, że kiedyś przyjdzie Światło.

 

Wtedy Chrystusek Frasobliwy spod naszego beskidzkiego domku wstanie,  poprowadzi drogą krętą i wyboistą , pokaże Piękny Odmieniony Świat i Dobrych Ludzi a na końcu Pełną  Jasność  Spełnionego Życia  !!!

 

I z takimi myślami oraz Optymizmem pozdrawiamy Was

 

Wielkanocnie

 

P5011537.JPG

 

P5011520.JPG

 

P5011421.JPG

 

P5021607.JPG

 

P5021583.JPG

 

P5021547.JPG

Daremny żal…

Właśnie listopad nadchodzi. Czas refleksji i zadumy.

Miotają mną sprzeczne uczucia.

Bo chciałabym napisać , że Dzień Wszystkich Świętych jest dniem nadzwyczajnym ale pogodnym a z drugiej strony wiersz Jana Twardowskiego przychodzi pt. „Żal” i wtedy  człeka ogarnia smuta .

„ Żal że się za mało kochało

  Że się myślało o sobie

  Że się już nie zdążyło

  Że było za późno….”

Ale daremny żal, bo przeszłości nie da się odwrócić.

Było to, co było.

Jedynie można wyciągać wnioski i żywym dawać wsparcie i pogodę ducha. Chociażby dlatego, by potem nie żałować…

To takie ogólne refleksje na początek. Może brzmią zbyt moralizatorsko, może nie, ale tak czuję i Wam kochani mówię….

Teraz pozostaje tylko myśleć, że Ci, którzy odeszli są już szczęśliwi, uwolnieni od codziennych ziemskich trosk. I że się kiedyś spotkamy…

 

007.jpg

 

Mojemu Tacie, imieninowo…

 Tato na torach.jpg

Na torach, zakochany w kolei na wieki wieków, inżynier dróg i mostów….Mój Tato….

 

 

Dzisiaj imieniny Wacława.

Także mojego Taty.

Wszystko już o Nim tu napisałam.

Że wytworny i delikatny,  raczej małomówny, wrażliwy na przyrodę i piękno świata, wileńsko rzewny , bardzo opiekuńczy i szalenie pracowity …i  zakochany w swojej kolei na wieki wieków…

.

Dziękuję Ci, Tato, że byłeś

Właśnie taki

Dałeś mi ciepło

Cichą obecność

Pokazałeś niebo i chmury

Piękne kadry pejzażu w obiektywie aparatu fotograficznego

 

W pewne niedzielne południe byłam darem od Mamy w Twoje imieniny

Może nie zawiodłam

Nie wiem….

 

Czuję Twoją obecność …wszyscy czujemy…

Jesteś Tato  z nami.

 

W tym pięknym dniu

Wczesnojesiennym

W urodzie świata

Jesteś….

 

tato, ok 19, babcia, mały witek,jego matka.jpg

 

Tato w centrum, jego Mama- Stanisława z d. Rodziewiczówna obok…

Rodzice, ślubna chyba, 1932.jpg

Rok 1932, ślubne..

Tato 1932 i po obozie.jpg

 

Zdjęcie-0560.jpg

Na balkonie naszego mieszkania przy dawnej Nowotki w Gorzowie…

 

Zdjęcie-0682.jpg

Przy pracy, jak zwykle, do końca swoich dni….1957

 

Zdjęcie-0562.jpg

 

 

Imieninowe kochanie…

 

StefaDzieckoSiostra.JPG

Stefka, moja Mama. Jedyne zdjęcie z Jej dzieciństwa jakie posiadamy….Już jest starsza, niż opisywana poniżej….

 

 

 

Dzisiaj są Imieniny mojej Mamy.

Stefanii, Stefki, jak mówiono tu, w Godziszce.

Od rana jestem z Nią, rozmyślam, czuję obecność, pomimo tego, że przebywa od 2000 roku w tym Drugim  Lepszym Świecie…

     I wracam do dawno zapisanych tu Opowieści mojej Matki. Ale po 6 chyba latach można przypomnieć jak było wtedy, gdy ledwie XX wiek się zaczął…..

      I znowu tu jestem, w Beskidzie Śląskim, jak przed ponad 60 laty. I stale młoda jak kiedyś, może tylko z bledszym zachwytem , staję  na zboczu Skrzycznego. Jednak widok jest tak piękny, „że umarłego by ruszył” a cóż dopiero mój Zachwyt. Czuję jak we mnie rośnie ten Zachwyt , dojrzewa, kraśnieje i już jest, taki jak kiedyś….

     Widok na wielką Kotlinę Żywiecką jest rozległy. Zda się , że to Pan Bóg  zabawia się układaniem makiety i pokazywaniem jej tym, którzy chcą patrzeć…Nawet miejscowi mówią, że tu jest pięknie, a cóż dopiero my, wakacyjni przybysze …

Krajobraz zamyka daleki  Beskid  Mały i Żywiecki z Babią Górą w tle  i dwugarbną   Romanką z przytulonym , wychylającym się  zza niej figlarnie,  Pilskiem…

Kotlina ma nierówne dno, pofałdowane a na grzbiecikach  wzniesień Najwyższy poukładał domki by z dalekiej perspektywy naszej chałupki wyglądały jak paciorki nanizane na sznureczkach dróg i strumyków .

       Nieomal u moich stóp jest miejsce gdzie urodziła się moja Matka. To duża wieś, Godziszką zwana. Smukła wieża kościoła zaznacza ten rejon, gdzie kiedyś  stary drewniany sczerniały przysadzisty dom moich góralskich dziadków przysiadł zmęczony przy drodze biegnącej dalej w dół, aż do Łodygowic. Jeszcze pamiętam tą rodzinną chatę,  wejście i mroczne wnętrza z pięknymi świętymi obrazami zawieszonymi skośnie pod sufitem ….Już oczywiście nie ma tej chałupy, tylko przetrwała w opowieściach Mamy i mojej pamięci.

I przychodzą Jej opowieści o młodości  górskiej i obrazy….

    W 1907 roku w rodzinie Jakubców przychodzi na świat kolejna dziewczynka.  Ma duże  intensywnie błękitne  oczy , w których do Jej ostatniego dnia niespodziewanie rozjarza się  radość i  ciekawość wszystkiego co dookoła .

Gdy już rozgląda się po świecie, ma trzy a może cztery lata,  myśli, że jest niekochana. Rodzice są zapracowani, oschli, bez słów o miłości, bez przytuleń i miłych gestów. Twardzi górale wieśniacy.

 A w domu  „dziecków” stale przybywa, ona jest najstarsza u drugiej żony Dziadka Michała- Marianny. Z pierwszej żony  pozostało jeno wspomnienie, grób i pięć córek. Same dziewczyny w domu, stałe oczekiwanie na syna.

Tak, mała Stefka ma powody, by uważać, że nie jest kochana…

Lubi tedy  przesiadywać  samotnie na wysokim progu tego  przysadzistego, drewnianego i sczerniałego dotykiem lat domu i obserwować świat . Bywa, że ktoś przechodzi, że krowy przejdą na łąkę albo wóz drabiniasty zaskrzypi…

     Ale czasami pylistą drogą  przejeżdża powóz z parą dorodnych koni , a w nim  wytwornie ubrana  kobieta. Dziewczynka siedzi nieruchomo wstrzymując oddech z zachwytu. Ta chwila jak mgnienie oka mija, bo powóz już znika w tumanie kurzu i wszystko wydaje się snem.

I wreszcie przychodzi jeden taki dzień, niezwykły.

Bo powóz nie pędzi dalej drogą do Łodygowic, mijając obojętnie zabudowania i górali krzątających się obok domów czy na polu , ale zatrzymuje się przed starą chałupą gdzie na wysokim progu siedzi mała niebieskooka zachwycona dziewczynka . Z powozu wysiada ta wytworna, pachnąca kobieta , kobieta jak z bajki. Chociaż nie jestem pewna, czy Stefka znała jakieś bajki, czy zapracowana matka miała czas na gawędy i rozmowę z dziećmi. Tego nie wiemy i już się nie dowiemy. Więc wszystko jest jak w bajce, którą może kiedyś opowiedziała babcia a może jednak  mama….

Tak więc ta wytworna pani podchodzi do dziecka i  pyta o ojca.

Ojciec jest, dziecko potakuje nieśmiało. Pani wchodzi do izby . Musi schylić głowę, bo próg jest wysoki a odrzwia maleńkie, by ciepło nie uciekało zimą.

Dziewczynka nasłuchuje z ciekawością o czym to rozmawiają dorośli w chałupie…i słyszy, przemiły głos eleganckiej  pani :  na to dziecko już dawno zwróciłam uwagę. Nie mamy swoich, zabierzemy ją do dworu, będzie miała wszystko, jak w raju, adoptujemy i wychowamy jak zechce ojciec..

Dziewczynka wstrzymuje oddech.

Ma  może 3, może 4 lata,  ale rozumie, że teraz ważą się jej losy.

Tak, na pewno ojciec ją odda, bo nikt tu jej nie kocha, jest dziewczyną, a nie wymarzonym synem, w dodatku już kolejne pędraki pełzają po izbie.

Jak boli to małe serce, buzia w podkówkę i łzy zalewają oczy …i rodzi się  pamięć o tym dniu , która trwa do końca życia, do zniedołężnienia ponad 90 letniego …

I gdy rozpacz dziecka sięga dna, nagle słyszy słowa ojca:

– ja nie mam „dziecek”  na rozdawanie.

          Od tej pory już  wie , że jednak jest kochana….

 

Dzisiaj Twoje Mamo Imieniny, obserwuj nas z chmurnej przestrzeni, kochamy Ciebie i zawsze będziemy pamiętali, dopóki żyjemy…..

Bądź wreszcie szczęśliwa w tym Drugim Lepszym Świecie, bo ten Ciebie nie oszczędzał…Bądź Mamo…..