Mikołaj, Mikołaj…

MikołajUlicaPod.JPGUlica u podnóża Byczej Góry , gdzie Sanatorium Mikołaj. Właśnie wschodzi słońce…a ja wracam z Parku Zdrojowego

 

 

I wylądowałam w Sanatorium Mikołaj w Busku Zdroju.

Powinnam jakoś specjalnie to uczcić, bo to mój pierwszy taki wyjazd dzięki łaskawości NFZ. Oczywiście aktualne jest przysłowie lepiej późno niż wcale, ale należało  o tym pomyśleć wcześniej. Widzę tu wielu młodych ludzi, całkiem na chodzie, którzy wielokrotnie już korzystali z takiej formy pobytu i terapii. W końcu przez całe swoje życie człek wpłacił niezłą sumkę na leczenie, a właściwie z niczego nie korzystał.  

Pomimo dopłaty do pokoju dwuosobowego , opłaty klimatycznej  w wysokości 3 zł /dz oraz jednorazowej 21 złotowej obligatoryjnej opłaty za wygody ( TV, lodówka, czajnik) , co w sumie stanowiło  450 zł za trzy tygodnie , taki pobyt po prostu się opłaca.  Jedzenie jest niezłe, choć skromne, warunki bardzo dobre – łazienka, wymienione powyżej dodatki i stale ciepłe kaloryfery, co różni znacznie to miejsce od słabo ogrzewanego a właściwie prawie nie ogrzewanego pensjonatu Gosia, w którym przebywa mąż. Zabiegi są na miejscu- kąpiele siarkowe, jakieś wodne masaże, tudzież bezpośrednie masaże kręgosłupa dłońmi całkiem miłego człowieka oraz bardzo dla mnie przydatne, bo już wypróbowane zabiegi krioterapii na moje mocno sfatygowane ręce.

Tak więc, żyć nie umierać, jak mawiał nasz bliski znajomy.

Tym bardziej, że słońce zagląda w okna a współmieszkanka gdzieś wybyła. Pełen spokój, cisza a  niedługo kolacja ….

Ale o Sanatorium Mikołaj o jego historii, urodzie i magii miałam napisać, a  wcisnęły się te poprzednie słowa, więc niech sobie pozostaną w tym miejscu.

     Obiekt  został malowniczo ulokowany na szczycie Byczej Góry, której nazwa nie wiadomo skąd się wzięła. Ponieważ snuję romantyczne historie w swoim umyśle, to powstał tam obraz tej właśnie góry jawiącej się  jak wielki byk, który się wyleguje tworząc znaczne wybrzuszenie na łagodnym zboczu  spływającym z Garbu Pińczowskiego gdzie ulokowało się miasteczko.

W takim to uroczym miejscu w 1837 roku , za czasów Królestwa Polskiego , ulokowano szpital dla ubogich składający się z części dla Żydów i drugiej dla chrześcijan. Podobno była to inicjatywa cara Mikołaja I , i  jego częściowy wkład finansowy w budowę, a także udział  składek  ludności i szlachetność dr Jana Oczapowskiego, autora nazwy tlen, znanego wileńskiego a następnie warszawskiego lekarza , który m.in. napisał broszurkę pt.

” Wiadomości o użyciu wód buskich w leczeniu różnych chorób” a dochód przeznaczył na budowę tego szpitala.

Od czasu, kiedy go wzniesiono a obecnie przeznaczono na Sanatorium , w miasteczku wystąpiły dwie wielkie epidemie cholery. Co się tu wtedy działo trudno sobie wyobrazić. Pewnie szpital pękał w szwach a wszędzie były trupy, trupy, trupy…..

Tak, Sanatorium Mikołaj, gdzie trafił mi się pobyt jest miejscem  magicznym . Czuję to w dzień i w nocy, gdy gwiazdy patrzą, te same gwiazdy co kiedyś….obojętne i zimne….a wtedy przychodzą duchy…

 

 

Mikołaj00.JPG

 

Mikołaj01.JPG

 

 

Mikołaj.JPG

 

 

MikołajRyzalit.JPG

Z Przewodnika o Busku Zdroju, skopiowałam te słowa o  tym budynku i całym kompleksie dawnego Szpitala Mikołaj:  ” Stanowi on ciekawy przykład architektury pierwszej połowy XIX wieku, gdyż posiada płytki piętrowy ryzalit na osi i czterospadowy dach, a w częściach bocznych dwuspadowy”. Ryzalit, jak poczytałyśmy w necie to występ elewacji, który powiększa przestrzeń wewnątrz a jednocześnie ozdabia…

 

MikołajTył.JPG

” Wesołe kumoszki z Windsoru”

 

KogutKura0.JPG

Uciekają z planu zdjęciowego , spiesząc w sobie tylko znanym kierunku

 

 

 

 

Tak jak zaplanowaliśmy, przybyliśmy do Buska pod pensjonat Gosia.

Jest on położony jest bardzo ładnie i wygodnie. Naprzeciwko znajduje się wejście do okazałego Parku Zdrojowego , tylko małą uliczkę przekroczyć trzeba.  Na skraju parkowej alejki znajduje się kiosk z gazetami, na czytanie których nawiasem mówiąc czasu braknie, potem Kapliczka Św. Anny a następnie  otwiera się szeroki widok na urodziwe Sanatorium Marconiego.

Ale wracam do tematu.

Otóż pensjonat Gosia okazał się troszkę nagryzionym zębem czasu obiektem, ale ogólnie fajnym.

Po przyjeździe od razu obejrzałam całe obejście. Był tam dość zaniedbany ogród, ale może to typowe dla tej kwietniowej pory roku, jakieś porozrzucane narzędzia i całość sprawiała wrażenie raczej przygnębiające.

Ale nagle zobaczyłam coś niezwykłego w takim miejscu, coś co mnie od razu zniewoliło i radośnie porwało.

Pod ścianą budynku spokojnie i leniwie leżały sobie kury z równie leniwym kogutem. Bractwo kurkowe było kolorowe, pierzaste, nie zamknięte za jakimś ogrodzeniem. Wylegiwały się razem z rudym kotem, z którym były w wyraźnej komitywie.

Spodziewałam się piania koguta o 4 rano, ale to nie nastąpiło. Widać że towarzystwo zostało dobrze wychowane, by nie przeszkadzać kuracjuszom.

Gdy następnego dnia odbywałam poranny spacer ujrzałam to  stadko na chodzie , już ożywione i bardzo aktywne.  Radośnie gnało wzdłuż ogrodzenia , zręcznie lawirując pomiędzy zaparkowanymi samochodami.

Gromadka była tak pogodna, że nie sposób było się do nich nie uśmiechać.

Rozprężyłam się zupełnie i od razu wszedł mi do głowy tytuł komedii  Wiliama Shakespeare’a „ Wesołe kumoszki w Windsoru”. Tak mi ten tytuł zagrał w głowie i sercu , że nadal tak nazywam owe kurki, które spotykam w różnych miejscach uzdrowiska.  Po prawdzie jeszcze nigdy nie widziałam, by kury wędrowały sobie tam gdzie im dusza zagra, po ulicach i podwórkach zwłaszcza miejscowości kurortem zwanej . Gdzie  pełno  kuracjuszy, często poważnych a nawet pompatycznie poważnych, czasem nadętych, czasem kokieteryjnych ale zawsze odświętnych….

   I  pomimo tego, że treść wspomnianej komedii  ( poczytałam w necie by ją przypomnieć) nie koresponduje z moimi kurami, ale tytuł tak. W tej komedii  rubaszny szlachcic sir John Falstaff postanawia uwieść równocześnie dwie zamężne mieszczki . Jednak przyszły nieszczęśnik nie wie, że one są przyjaciółkami i nie mają przed sobą tajemnic. Obie panie układają  plan działania, by ukarać podrywacza. Realizują go z dobrym efektem.  Zemsta ich nie jest krwawa ale dość zabawna .M.in. ów podrywacz –  Falstaff kończy w Tamizie , gdzie zostaje wyrzucony razem z brudną bielizną …

Zmieniam więc tytuł . I zamiast „ Wesołe kumoszki z Windsoru” nazywam moje stadko

” Wesołe kokoszki z Buska”. Też fajnie…

 

 

KogutKura.JPG

Gorzowski sen o Busku Zdroju.

Jestem już w  Busku Zdroju i mnogość zajęć przerasta moje możliwości pisania . Mam nadzieję na ustabilizowanie tej sytuacji, chociaż obecność współlokatorki pokoju sanatoryjnego-  przemiłej gawędziary może stanowić niejaką przeszkodę. Na razie tekst, który zamieściłam w portalu MM- Gorzów pod nickiem Łuka w 2011 roku, po pobycie w tym czarownym miejscu…..

 Gorzowski sen o Busku Zdroju.

Miałam piękny sen. Byłam w Busku. Gdy się obudziłam , jak zwykle  wbił mi się w oczy ogromny napis na ścianie odległego  wieżowca – Nida Gips. Śnieżna Dolina Nidy niedaleko Buska . Przetarłam oczy  . Jestem w Gorzowie.  

 

Niedawno  byłam w Busku . Teraz  mam wspomnienia, zdjęcia,  foldery i wiadomości z Internetu.

 

Położenie.

Powiat buski  leży na Wyżynie Małopolskiej , na tzw.  Garbie Pińczowskim, sąsiadując z  innymi regionami tej Wyżyny – Niecką Solecką i Doliną Nidy.

Miasteczko znajduje się 50 km na południe od Kielc i w 80 km na północny wschód od Krakowa.

 

Budowa geologiczna.

Wiele milionów lat temu w  okresie mezozoiku i trzeciorzędzie powstawały na tych terenach fałdowania alpejskie. W miocenie znajdowało się tutaj płytkie, ciepłe morze. W wyniku szybkiego parowania , dopływu wód słodkich i niewielkich opadów dochodziło do strącania osadów. Wtedy powstawały gipsy .Na obrzeżach powiatu buskiego znajdują się też skały kredy..

Solanka morska morza  mioceńskiego została nasycona siarką z pokładów gipsowych . Siarka przy udziale węgla i wodoru oraz bakterii beztlenowych zmieniła wartościowość z VI i IV na II. Powstały siarczki i wielosiarczki. Z tych ostatnich przy pomocy odpowiedniego pH wody wydziela się siarkowodór, który z łatwością przenika do organizmu przez skórę i błony śluzowe. Leczy choroby układu krążenia, skóry, narządu ruchu i układu nerwowego.

Źródła takie znajdują się w wielu miejscowościach Europy ( m. in. Baden) i w Polsce.( m. in. Lądek Zdrój, Wieniec Zdrój, ale najbardziej nasycone są w Busku ).

 

Historia

Już w XI wieku zaobserwowano ,że z błotnistego terenu wypływają źródła o zapachu siarkowodoru. Teren ten nazywano bugskiem. Wówczas tam powstały pierwsze chaty pasterzy. 

W   XII wieku stanął pierwszy kościół p.w. św . Leonarda.

Wg zapisków Jana Długosza , właścicielem terenów był rycerz Deresław , który w 1180 roku sprowadził tam  zakon norbertanów.

Osada otrzymała prawa miejskie od krakowskiego księcia Leszka Czarnego. Ponieważ miasto leżało na szlakach handlowych na Ruś i do Krakowa, rozwijało się szybko.

Bywał tam król Władysław Jagiełło , a jego Jadwiga ponoć moczyła nogi w wodzie z tych źródeł .

Miasto zostało zniszczone w 1474 r. przez szlachtę udającą się na Węgry , potem złupione w 1542 roku , a w czasie najazdu szwedzkiego w 1655 zupełnie upadło .

Dopiero w  1776 roku  zainteresowano się niezwykłą wodą ze źródeł w Busku i powstały prace naukowe udowadniające ich lecznicze własności.

 Ważne dla Buska nazwiska to:  ksiądz Franciszek Belin Ossowski , hrabia Leopold Biust i dr Winterfeld, który w roku 1808 prowadził  badania nad składem wody .

W  1819 roku następuje kasata Klasztoru Norbertanek- Busko jako dobro zakonne przechodzi w ręce rządu Królestwa Polskiego, a ten w  wydzierżawia je generałowi Feliksowi Rzewuskiemu.  Generał zadbał o rozwój  miasta . Spoczywa przy kościółku św . Leonarda w Busku .

W 1828 roku następuje oficjalne otwarcie Uzdrowiska.  

W 1922 roku dr Szymon Starkiewicz założył sanatorium dla dzieci „ Górka”, które stało się sławne na cały kraj .

Spośród  kilku starych i ładnych obiektów , najpiękniejsze jest Sanatorium Marconiego (tzw. Łazienki Marconiego.). Marconi był włoskim architektem,   urodzonym w Rzymie w 1792 roku. Gdy miał 30 lat  został zaproszony do Królestwa Polskiego ,  przez generała Paca. Pozostając w naszym kraju przez wiele lat projektował liczne obiekty w Warszawie  m. in Hotel Europejski , więzienie na Pawiaku, Kościół Boromeusza na Powązkach a także ratusze w Radomiu i Łowiczu , pałac  w Dowsbudzie  i właśnie podziwiane Łazienki w Busku. Łazienki , wybudowane w 1836 roku są obecnie obiektem sanatoryjnym, pięknie utrzymanym z salą koncertową i dwoma kawiarniami.

 W Busku odbywają się liczne krajowe i międzynarodowe imprezy kulturalne tutaj. in.  Międzynarodowe Festiwale Muzyki im. Krystyny Jamroz, której rodzina była związana z miastem a także  Ogólnopolski Festiwal Piosenki  im. Wojtka Belona ( zmarłego w 33 roku życia twórcy Wolnej Grupy Bukowina ). Był mieszkańcem Buska i tutaj jest pochowany .

 

Moje wrażenia

–   Stwórca ofiarował Busku i okolicom piękne łagodne krajobrazy  , faliste wzgórza i rozległe widoki z ich grzbietów

–    Busko jest małą polską bardzo starą ale pełną urody perełką .

 Obie części miasteczka- zwykła i zdrojowa , są  wyodrębnione  ale  pozostają w wielkiej architektonicznej harmonii .

Miasteczko zostało posadzone  jakby okrakiem na Garbie Pińczowskim. 

Na grzbiecie garbu , niby siodło ulokował się  Rynek .

Od Rynku spływa  długa , szeroka i prosta 3 kilometrowa aleja , ocieniona  wielkimi drzewami, która przechodzi przez ozdobną bramę  parku zdrojowego i kończy się przed najpiękniejszym obiektem Buska, wspomnianym już  sanatorium – Łazienkami Marconiego .

– Busko położone jest na wys. 250 m. n. p. m i ma swój mikroklimat , co powoduje , że oddycha się tu lekko , normalizuje się ciśnienie tętnicze ,  poprawia się nastrój.

W niektórych miejscach czuje się delikatny zapach siarkowodoru , ale tutaj  jest on przyjemny , bo jakby leczniczy , odbierany jako  aromat .

Opuszczając to miejsce  człek lekki uzdrowiony i wypoczęty unosi pod powiekami piękne jakby wyciszone wtopione w krajobraz obiekty i od razu chce tu wracać.

–  I człek miewa jeszcze  sny , takie jak ja dziś, sny  o przyjaznym i dobrym Busku z nagłym obudzeniem w Gorzowie.

 

– I teraz uwaga na marginesie artykułu .  

Dźwigając” urodę „ reklamy umieszczonej na wieżowcu os. Staszica pt „ Nida Gipsy „, my Gorzowianie ,  powinniśmy wnioskować o sponsorowanie bezpłatnych pobytów w Busku 🙂

 

 

Komu w drogę temu czas….

Trasa0.JPG

Trasa do Buska, zdjęcie sprzed 3 lat…

 

 

 

Przed 3 laty byłam w prastarym, od urodzenia polskim uzdrowisku- Busku Zdroju.  Urzekło  mnie długą historią, urodą i jakimś trudnym do nazwania ciepłem. Chciałam tam wrócić .

I nadszedł rok 2014 i mój  sen o powrocie do Buska ziścił jaśnie wielmożny NFZ, przysyłając po dwuletnim oczekiwaniu skierowanie do tego właśnie uzdrowiska. Będę w sanatorium po raz pierwszy co jak na moje długie życie jest pewnym wydarzeniem.

Ucieszyłam się, że zostałam wyróżniona pobytem w najstarszym, magicznym obiekcie- w Sanatorium Mikołaj.  Oczywiście już poczytałam w necie i teraz czekam na to , jak mnie przywita.

Nie wiem jakie warunki otrzymam, bo okazało się, że nie ma gwarancji na pokój tylko dla siebie, gdzie mogłabym spokojnie kontynuować pisanie do tego blogu o piątej rano, jak to mam w zwyczaju.  

Wprawdzie do skierowania dołączono cennik pokojów sugerując możliwość wyboru : do pokoju jednoosobowego z łazienką dzienna opłata wynosi 30 zł, dwuosobowego- 20 zł i wieloosobowego bez łazienki w pokoju – 10 zł . Do tego dochodzi opłata klimatyczna dzienna ponad 4 zł i nie wiem co jeszcze.

Ja, naiwna, miałam nadzieję, że będę mogła wybrać dwójkę i dokwaterować sobie męża. Ale gdy tam zadzwoniłam, okazało się, że w ogóle nie ma miejsc dla osób bez skierowania z NFZ, a także nie ma żadnej gwarancji, że otrzymam tzw. jedynkę. Tak więc jadę w przysłowiowe ciemno, a mąż z bratową mają wynajęte pokoje w sąsiadującym z sanatorium pensjonacie Gosia. Tu cena noclegu  w jedynce wynosi  40 zł- podaję, gdyby ktoś chciał tam się wybrać.

Tak więc po pierwszym rozczarowaniu tematem zakwaterowania, który okazał się piękną fikcją NFZ ,bo  zabrakło informacji , że nie każde sanatorium gwarantuje możliwość wyboru. Ale człek się powinien cieszyć, że w ogóle sanatorium mu przyznano.

Tak więc postanawiam się cieszyć a nawet radować…. Prastare sanatorium Mikołaj  ufnie i szeroko  obejmę ramionami, jak mojego wnuka, też Mikołaja…A jak będzie? Zobaczymy.

Tak więc jutro rano w drogę ruszamy w stronę Kielc, a potem odbijamy na Busko…

     Fajnie, że  jeszcze raz powędruję  szeroką aleją na szczyt Garbu gdzie rozsiadł się  uroczy ryneczek . Innego dnia  wdrapię się na inne wzgórze gdzie sanatorium Górka . Tam poszukam wspomnień z  opowieści mojej dawnej ordynator Oddziału Neuroinfekcji nieistniejącego już Szpitala im. Dzieci Warszawy przy ul. Siennej w Warszawie- dr Moniki Czachorowskiej, która tu przez lata konsultowała tu dzieci po przebyciu polio i  naszego przyjaciela, profesora ortopedii Witolda Ramotowskiego , który przyjeżdżał z Kliniki Ortopedii w Warszawie i operował dzieci z pozostałościami po przebyciu tej choroby.

I może wybiorę się na wycieczkę  do Pińczowa, gdzie” już dnieje”….albo  pobiegnę na spotkanie z Koziołkiem Matołkiem do Pacanowa, gdzie kozy kują…

Co jeszcze zobaczę, zwiedzę, czego doznam, jak będzie , opowiem detalicznie, zapraszając wszystkich do Buska….

A wszystko mam nadzieję udokumentować ładnymi zdjęciami….

Tak więc w drogę, komu czas….

 

 

położ Buska(1).JPG

 Zdjęcie ze zdjęcia w przewodniku