Jeden taki dzień – moje 66 urodziny. ( 3 )

Jeden Taki Dzień ( 3 )

 

W tym dniu wszystko było nietypowe, a dla mnie niezwykłe .

 Bo po pierwsze  w moim życiu się zdarzył tylko jeden taki dzień . W końcu tylko raz się  wkracza w 67 rok  przebywania na ziemskim padole. Tego nigdy nie było i się nie powtórzyJ A po drugie, to było dalej tak:

 

 

Dzieciaki odbyły poranny wielki spacer po okolicznych wzniesieniach, przekraczając niewielkie okoliczne strużki wodne, spływające nieustannie z gór, rzeźbiące bardzo wąskie i głębokie swoje koryto i wróciły bardzo zmęczone. Były poza tym przeziębione . Zaproponowałam odpoczynek na górce domeczku, na miękkich szerokich materacach ułożonych na deskach, gdzie zresztą spali w nocy. Cała czwórka grzecznie się ułożyła do drzemki. Przedtem były życzenia urodzinowe, ale oznajmiłam, że urodziłam się o 12 w południe, więc  na życzenia czas jeszcze nie nadszedł. Wprawdzie przed 66 laty była  niedziela, a teraz sobota, ale ta południowa godzina zawsze pozostała constans.

Rodzice Majki i Mikołajka się martwili, że dzieci chore i nawet wspominali o wcześniejszym wyjeździe do domu.

I  gdy tak sobie siedzieliśmy z Mirkiem na dole, cichutko, by nie przeszkadzać tym, co na górze odpoczywają , nagle stał się istny cud.

Równiutko o 12 , zupełnie niespodziewanie wszyscy zeszli z góry. Radośni, żwawi, i nagle ozdrowiali. Marcin dzierżył białe francuskie wino, podobno  z  tzw. górnej półki. Stanęli kołem i zgodnym chórem odśpiewali sto lat. Dzieciaki dobrze znały słowa i melodię tej pięknej pieśni. Ładnie i chętnie śpiewają. Potem były życzenia i symboliczny kielich wina….

 

Jeden Taki Dzień- moje 66 urodziny. ( 2 ).

Jeden Taki Dzień ( 2 )

 

Do czasu przyjazdu naszych dzieci pogoda była nieszczególna, mgły rankiem wstawały wielkie i znad Kotliny Żywieckiej wpełzały na zbocza gór, coraz wyżej i wyżej. Śledziłam to zjawisko z niepokojem, bo prognozowało dni z chmurnym niebem a nawet deszczowe opady.

    Tego pamiętnego dnia, 28 września, jak zwykle wstałam wcześnie i zwyczajowo wylazłam przed domek, by się przywitać z górami i obejrzeć czy wstaje słońce. Tutaj wschody słońca bywają przecudne, krwiste a łuna na niebie poprzedzająca pojawienie się ognistej kuli potężnieje aż do bólu oczu. Widoki takie możemy obserwować dopiero po wyjściu na zewnątrz, na niewielki taras naszej małej chałupki. Bowiem jej okienka są zlokalizowane tak, że umożliwiają jedynie widok północny i południowy.

Chwilę   później już kroczyłam ulicą=drogą Południową dalej wpatrując się w ogromny, szeroki, iście alpejski krajobraz.

I czułam się jak królowa tego pejzażu. Tutejsze widoki nie przytłaczają nie przynoszą  uczucia że jesteś małą drobinką zupełnie zdominowaną przez przyrodę. Tak się czuję w Tatrach przygnieciona ogromem i potęgą gór. Tutaj Bóg był łaskaw dla nas, robaczków pełzających po tej ziemi i ofiarował wielką przestrzeń, gdzieś daleko ozdobioną szczytami gór i pasmami łagodnymi, pokrytymi leśną pierzyną….

I właśnie  wtedy ujrzałam  wielkie mgły w całej okazałości – Boże jak ja uwielbiam te widoki i ten wielki teatr przyrody rozgrywający się przede mną.   

Widok to iście niezwykły, czuje się  królewską łaskawość gór gdy te czasem nieco uchylają swoje mgliste szaty,  pokazują fragmenty swojej urody a potem przekornie znowu wdziewają szare okrycie. Czasami widok to iście filuterny, gdy szatki strzępiaste a czasem poważnie zasępiony…

I teraz też góry początkowo szczelnie spowite mgłami powoli jak w filmie o bardzo zwolnionym tempie zdejmowały peleryny  utkane z mgieł  i wyłaniały się w całym swoim majestacie. Tego dnia  mgły spływały bezszelestnie w dół , ku kotlinie i wkrótce Skrzyczne, wododajne Skalite, znacznie niższy  Niesłychany Groń i Palenica a potem już Babia Góra, Pilsko, Romanka widoczne na dalekim wschodniopołudniowym horyzoncie stanęły nagie w płonącej czerwienią i rudością jesiennej  bukowej bieliźnie. Tkwiła nieruchomo w wielkim zachwycie… 

Widziałam też, już od dziecka wiedziałam, bo Rodzice mi to pokazali,  że owo spływanie mgły z gór  poprzedza nadejście pięknej pogody . I tak się stało….

 

 

1.JPG

 

 

 

1a.JPG

 

 

 

3.JPG

 

 

 

5.JPG

 

 

 

 

1.JPG

 

 

 

Jeden taki dzień- moje 66 urodziny. ( 1 )

 

Jeden Taki Dzień ( 1 )

 

Jeden taki dzień się zdarzył w moim życiu.

Nadszedł trochę dla mnie niespodziewanie. Gdy sobie uświadomiłam, że przeżyłam na tym padole 66 lat, trochę się zdziwiłam tą wielką cyfrą. Ale przyjęłam ten urodzinowy dzień z godnością , pokorą a nawet zachwytem, ze los dał mi te wszystkie lata. Bo były to lata spełnione rodzinnie i zawodowo. I chyba nic piękniejszego ponad takie uczucie….usiłuję sobie wmówić tę prawdę.:)

Poprzedniego dnia nagle telefon od Syna, że jadą, że są już na wysokości Bełchatowa. Radość wstąpiła w nasze serca i rozpoczęło się oczekiwanie i oczywiście moja działalność kuchenna. Zupy na grzybkach suszonych znad Bugu nagotowałam gar wielki , wiedząc , że zjedzą jak zwykle ze smakiem. Przybyli ok. 22, bo droga była żmudna, korkowa i remontami utrudniona.

Ale wysiedli z samochodu i do razu radość do nas przyszła. Młoda i świeża. Majka niespełna 5 letnia i Mikołajek prawie  3 letni tak pięknie potrafią się cieszyć krajobrazem że serca nam, dziadkom,  rosły. Wszyscy czasie pobytu często powtarzali, że widzą góry i one są piękne…Jakże to miło odkrywać, że dzieci uczą się od rodziców dostrzegania urody świata…Wprawdzie ich Matka nie ma tutaj swoich korzeni, ale ukochała to miejsce, naszą Godziszką i dookolne Beskidy.

I czuję jak splata nas sieć podziemna tajemna i łączy nas wszystkich … a w tych dzieciach , naszych Wnukach jedna ósma krwi góralskiej płynie. Odziedziczyły te góralskie geny  po  prababci Stefie z domu Jakubiec, pełnej krwi góralce i babci Zosi półkrwi góralce 🙂 ….

 

Kadzidło, jeden z darów niesionych do Betlejem…

piątek, 06 stycznia 2012 7:04

I już nadchodzą  Trzej Królowie.  Niedawno urodzonemu Jezusowi niosą : złoto, kadzidło i mirrę. To w tamtych czasach dary ofiarowywane królom.

Znalazłam  nieco informacji na temat kadzidła.

A na koniec zapachniało świątecznie…

 

Kadzidło jest żywicą tropikalnego drzewa o nazwie kadzidłowiec czyli boswellia. Kadzidłowiec lubi bardzo gorący suchy klimat ( gdy deszcz nie pada przez 6-9 miesięcy, a temperatura powietrza długo  utrzymuje się w granicach 45 stopni C.).

Takie warunki spełniają  tereny w tzw Rogu Afryki ( Erytrea, Somalia i Etiopia  ), w rejonie Sahelu ( Czad, Sudan i północnej część Kamerunu) , na Półwyspie Arabskim i Półwyspie Indonezyjskim .

 

W 1500 r. p. n. e. na rozkaz królowej Hatszepsut,  przywieziono do Egiptu 31 drzewek  kadzidłowych z terenów obecnej Somali, ale nie chciały rosnąć.

Do tej pory nie udało się udomowienie tej rośliny.

Bowiem kadzidłowiec rośnie w miejscu, które sam wybierze

 

Od ponad 4000 lat, ludzie pozyskują żywicę z tego drzewa. Najstarsze dowody na istnienie tego zwyczaju pochodzą z grobowców egipskich faraonów.  Do tej pory używa się takiej samej  metody zbierania żywicy. Korę nacina się nożem , bardzo płytko. Z rany wypływa bardzo gęsty mleczny płyn. Pod wpływem powietrza zastyga w grudkach , które  są zbierane  po dwóch tygodniach . Następnie wykonywane są świeże nacięcia itd. W Etiopii pobieranie żywicy trwa od października do czerwca następnego roku. Z jednego drzewa uzyskuje się w ciągu jednej pory suchej 300- 700 g żywicy.  Żywicowanie osłabia drzewo , jednak największym zagrożeniem są pożary i szkody wyrządzane przez krowy i kozy, które chętnie zjadają młode rośliny . Miejscowi często karczują drzewa kadzidłowca , gdyż na tych terenach chętniej  uprawia się  bardziej dochodowy sezam i bawełnę.

 

W czasach Chrystusa kadzidło uchodziło za królewski dar . Zapach spalanej żywicy był bardzo  przyjemny i tak intensywny, że maskował wszystkie inne zapachy oraz skutecznie odstraszał owady   . A odpowiednio zmielona  i spalana żywica dawała  dym , który, jak mawiano „ idzie prosto do Boga”.

 

Kadzidło nadal pozostaje nieodzownym elementem ważnych ceremonii kościelnych. Wykorzystywano je w czasach Imperium Rzymskiego, w Kościele katolickim i prawosławnym.

 

W Egipcie używano kadzidła do balsamowania zwłok

Od dawna znane były walory lecznicze kadzidła. Arabowie stosują rozpuszczoną w wodzie żywicę jako lek uniwersalny w różnych schorzeniach :  przewodu pokarmowego, narządu rodnego ; jako środek moczopędny, przeciwgorączkowy i przeciwkrwotoczny. A Chinach uchodzi m.in. za środek pobudzający funkcję  wszystkich części organizmu , stosowany też przeciw bólom mięśni i stawów oraz  w leczeniu trądzika.

 

 

Zapotrzebowanie  na świecie nie jest określone, wiadomo np., że Holandia importuje 50 ton rocznie . A sama Etiopia eksportuje ok. 5000 ton kadzidła w ciągu roku.

 

Innym królewskim darem była mirra. Jest to także żywica , ale z balsamowca mirra . Obecnie rośnie już niewiele tych drzew . Można je  spotkać   w południowej Etiopii.

 

Przeczytałam artykuł  i nagle zapachniało  dymami kościelnym zapamiętanymi z dzieciństwa a może „kadzidełkami”  zapalanymi w  szczególnych okolicznościach . I stało się jakoś uroczyście . I tylko czekać. Bo Trzej Królowie już niedaleko. I kolejne święto…..

 

 

 

Na podstawie wywiadu Ewy Nieckuły z prof. Fransem Bongersem z Wageningen University, Holandia,  który prowadzi pod ponad 15 lat badania kadzidłowca, zamieszczonego w Gazecie Wyborczej, 3.01.2012