Losy moich Rodziców. Opowieść Taty (4).

Tak więc pozostawiłem te niepokojące  myśli o tym, jak ma wyglądać nasze małżeństwo. Pewnie ona też miała takie problemy i wątpliwości, ale rzadko rozmawialiśmy o tym poważnie. Unikała takich rozmów, zamykała się w sobie.

Bałem się, że ją stracę.

Zresztą wokół niej kręciło się zawsze kilku młodzieńców, jeden był profesorem, byli nauczyciele i majętni sąsiedzi o duszach niebieskich ptaków. Mogła ulec ich czarowi.

     Wobec tego podjąłem desperacką decyzję i któregoś dnia poprosiłem ją o rękę. I wtedy rozjarzyły się jej oczy. A gdy ujrzałem jej piękny tajemniczy uśmiech , rozczuliło się moje serce. Widocznie tak długo czekała na taką chwilę. Może nawet już straciła nadzieję. Wyraziła zgodę.

Moi rodzice byli też bardzo zadowoleni.

 

Losy moich Rodziców. Opowieść Taty (3)

Gnałem z mojego Wilna do rodzinnego Rakowa jak na skrzydłach i widziałem tę surową piękną twarz ukochanej.

Jej uśmiech tajemny, trochę smutny i bezradny.

Próbowałem się uwolnić, spotykałem różne dziewczyny, chciałem zapomnieć o tej Jedynej  która cierpliwie czekała w Rakowie.

Po kilku latach już wiedziałem, że Ona jest mi przeznaczona.

Na dobre i na złe.

Postanowiłem się ożenić. Zresztą  już miałem 24 lata i chciałem założyć rodzinę.

 I jak to zrobić, gdy dobrą, odpowiadającą mi zawodowo pracę miałem w Wilnie, a ona, moja wybrana pracowała i mieszkała w Rakowie. Nie było łatwe znalezienie dla niej pracy w Wilnie. Wielokrotnie dowiadywałem się w kuratorium, ale nie było wolnych etatów nauczycielskich…

Losy moich Rodziców. Opowieść Taty (2)

Opowieść mojego Taty.

Nie byłem pewien, czy Stefa zdecyduje się na małżeństwo ze mną.

Czułem się taki zwyczajny a może nawet górowała nade mną inteligencją , wiedzą i ciekawością świata.

Bywało, że mnie zaskakiwała sposobem zachowywania się , reagowania, nie lubiłem jej skrytości i twardej postawy obrażania się gdy doszło do jakiś nawet niewielkich konfliktów. Wówczas potrafiła milczeć przez wiele dni i musiałem podejmować  wielokrotne próby przepraszania i cierpliwie czekać na moment, gdy przestanie się gniewać.

Takie zachowanie była dla mnie obce i zupełnie nieznane.

Tutejsze dziewczyny były wylewne, hałaśliwe, wybuchowe ale nie trzymały długo urazy i kontakt z nimi był łatwy.

W moim związku ze Stefą nigdy nie byłem pewny, czy się nie obrazi i zamilknie. Nie umiałem tego przewidzieć.

Jednym słowem była inna, surowa i dzika.

Przyciągała mnie i odpychała.

Losy moich Rodziców. Wspomnienia Taty.

Opowieści Taty

 

Pracowałem w Wilnie a moja rodzina pozostawała w Rakowie.

Synek rósł, nie mogłem obserwować jak się rozwija i nie łapałem z nim kontaktu.

Żona poświęcała się pracy zawodowej- była nauczycielką i szkoła była jej całym światem. Ale na co dzień była smutna.

Może rozmyślała nad swoim losem.

Od wczesnego dzieciństwa była samotna, gdyż mając 10 lat, opuściła rodzinną beskidzką wieś  – Godziszkę, by w Białej kontynuować naukę. Tam mieszkała u obcych ludzi , spotykała się z rodziną jedynie w nieliczne wolne dni.

Gdy ukończyła seminarium nauczycielskie losy ją rzuciły na Wileńszczyznę, krainą odległą i geograficznie i kulturowo. Musiała się zaadaptować, zresztą tutejsi ludzie byli życzliwi i serdeczni , więc pewnie nie było to takie trudne. Jednak tak wiele ich różniło od mieszkańców gór.

Moi rodzice ją polubili, doceniali jej mądrość , wiedzę i poważny sposób traktowania obowiązków.

Była urodziwa, wśród tutejszych dziewczyn wyróżniała się innym typem urody, miała na twarzy i w oczach zapisany górski wiatr, świeże wonne powietrze. Była niezwykła.

Zakochałem się po uszy i oczarowanie trwało.

Losy moich Rodziców. Małżeństwo Rodziców.

I podjęli to ryzyko. Ryzyko założenia rodziny, bez konkretnych perspektyw na wspólne bycie.

I w 1932 roku odbył się ślub moich Rodziców.

A po dwóch latach urodził im się syn. Było to 14 maja 1934 roku. Nadano mu imię Zenon.

Mama z synem mieszkała w Rakowie, a Tato w Wilnie.

I tutaj włączę wspominki mojego Taty, których kiedyś wysłuchałam i oczywiście spisując włączyłam swoje elementy interpretacji tego, co słyszałam i potem widziałam obserwując dalsze życie Rodziców .

Te opowieści są fajne i dość ciekawe.

Może dla innych ludzi, nie związanych z nasza rodziną  są banalne i mało interesujące.

A ja to przeżywam inaczej, bardziej emocjonalnie .

Bo wszak jestem osobą zaangażowaną , bo jestem córką – Stefy i Wacka.

Losy moich Rodziców. Decyzja małżeństwa powoli dojrzewa.

Chyba trudna była ich miłość, zawsze osobno.

A może tym bardziej wydawała się  atrakcyjna? Nie wiem.

Wiadomo, że wkrótce zaczęli planować wspólne życie. Tylko jak ono miało wyglądać ?  Przecież byli bardzo związani ze swoim zawodem .

A ich miejsca pracy były tak bardzo odległe- dzieliły ich dziesiątki kilometrów.

W Rakowie nie było linii kolejowej, więc Tato tutaj nie miał czego  szukać.

Pewnie Mama składała jakieś podania do inspektoratu szkolnego o przeniesienie do Wilna lub jego okolic , gdzie pracował Ojciec. Ale w ogóle nie otrzymywała odpowiedzi  albo były to odpowiedzi odmowne.

Może myśleli, że jeśli zostaną  małżeństwem, wówczas i z pracą będzie łatwiej.  

I powoli dojrzewała w nich myśl, by jednak podjąć ryzyko i zawrzeć związek małżeński. Przecież tak bardzo chcieli być razem.

 

Losy moich Rodziców. Mimo upływu czasu i odległości uczucie nie zamiera.

 

Zdjęcie ze starego rodzinnego albumu, opisane ręką Ojca. Tato jest po lewej, w drugim rzędzie zwrócony profilem.

 

 

Od pamiętnego wieczoru wigilijnego Stefa zaczęła częściej bywać w rakowskim domu rodziców Wacława.

Czas płynął. Gdy nadeszła piękna wonna wiosna, ogródek przydomowy Łukaszewiczów zapłonął wielobarwnymi kwiatami. To było królestwo matki Wacława. Stefa wielokrotnie opowiadała, nawet w późnej starości, o tym cudzie ogródkowym. 

Ojciec Wacława, Tomasz, rzadko bywał w domu. Ale jeśli był, to witał Stefę  łagodnym i dobrotliwym  uśmiechem. Lubił jak na jej smagłej góralskiej twarzy wykwitał delikatny rumieniec. Była taka świeża i dziewczęca. Zachowała tę urodę do końca swojego życia. To było niezwykłe nawet dla mnie, Jej córki.

Mijały lata.

Mama przybyła do Rakowa w 1925 roku.

Tato ukończył Szkole Techniczną w Wilnie w 1930 roku.

Potem jeszcze przez dwa lata służył w wojsku, w Suwałkach.

Nie miał problemów z pracą.

Otrzymał w Wilnie taką, o jakiej marzył.

Pracował w Oddziale Drogowym PKP.

Mimo rozłąki ich uczucie trwało. Jak widać ani czas ani odległość nie stanowiły przeszkody.

Ale w końcu trzeba było podjąć jakąś decyzję…..

Losy moich Rodziców. Wieczerza wigilijna.

Gdy nadszedł wieczór wigilijny, moja przyszła Mama z trudem usiłowała wyhamować wewnętrzne drżenie.

Oczywiście o właśnie rodzącym się zmroku przyszedł po nią Wacław.

I wówczas już opanowana, spokojna, podążyła z nim do  rodzinnego domu Łukaszewiczów. Powitali ją serdecznie , od razu przełamując pierwsze lody. Za chwilę siedziała przy rodzinnym stole, a obok niej rozsiadła się cała rodzinka. A była liczna pogodna i przyjazna. Czuła się tam swobodnie, nikt specjalnie nią się nie zajmował, więc wkrótce i ona rozpoczęła się uśmiechać.

Spod rzęs obserwował ją Wacław i nadal się nią zachwycał.

Obok niej przydzielono miejsce ojcu Wacława, Tomaszowi. Był dyskretny, delikatny i spokojnie zadawał jakieś niekrępujące pytania.

Właściwie na temat jej rodziny nie padło żadne pytanie. Może oczekiwali, że sama opowie. Ona jednak na ten temat milczała i tylko chętnie opowiadała o szkole, o swoich zajęciach z młodzieżą i miłych kontaktach z nauczycielami.

Oczywiście najważniejsza była ceremonia wigilijna.

A więc wspólna modlitwa nad stołem z tradycyjnymi potrawami. Potem łamanie się opłatkiem , składanie sobie życzeń. Potem było wspólne śpiewanie kolęd. Piękne głosy niosły się daleko, a słowa znajomych jej kolęd sprowadziły na Stefę  kolejne fale wzruszeń, tęsknotę za domem i po chwili widziała już tylko swoje góry sięgające ogromnego gwiaździstego nieba.

I   wtedy ukradkiem ocierała łzy.

A biesiadujący nie okazywali, że to widzą….

 

Losy moich Rodziców. Moja Mama i Jej maska.

Stefa nawet wtedy, gdy była onieśmielona,  czy zdenerwowana albo smutna, umiała pokrywać to bardzo spokojnym zachowaniem. Czasami można to było interpretować mylnie, że nic Jej nie dolega, że jest wszystko ok. A nawet wydawać się mogło, że jest osobą oschłą i pewną siebie.

Ale Wacław wiedział i potem ja też rozpoznawałam, gdy była już bardzo stara, że to tylko maska.

Pod nią kryła się bardzo samotna , spragniona miłości czułości i ciepła , osoba.

Zawsze była dość  zasadnicza,  strofowała nas, sprowadzała do pionu i właściwie zarządzała całą naszą rodziną, nawet leżąc bezwładnie na  tapczanie w swoim mieszkaniu, kierowała zdalnie każdym z nas.

Ale kiedyś zdarzyło się tak.

To było bardzo silne doznanie i tylko żal, że przyszło u kresu życia Mamy.

Otóż któregoś dnia wyjechałam na działkę, gdzie spędziłam dwa dni. W tym czasie Mama miała bardzo dobrą opiekę, bo zamieszkała z nami  kobieta wielkiej poczciwości, Ukrainka, która nieustannie czuwała nad Mamą. Byłam więc  spokojna o Rodziców. Gdy wróciłam, od razu poszłam do Ich mieszkania , weszłam do  pokoju Mamy. I wówczas spytałam, czy się cieszy, że wróciłam. Moje pytanie było spontaniczne i nigdy przedtem nie padało. Widocznie też byłam mało czuła. Mama milczała, a potem odpowiedziała z trudem, wówczas już miała problemy z oddychaniem- a jeśli jesteś spragniona i ktoś ci poda wodę- czy się cieszysz?…..