Śladami mojego Taty. Pojawia się Tomasz Łukaszewicz…

 Dziewczyny, pannice z rodu Rodziewiczów rosły jak na drożdżach. Okoliczni chłopcy chętnie odwiedzali ten dom. Tam było tyle radości , po prostu kwitła młodość.

Najstarsza córka Michaliny i Bolka, błyskotliwa, ruchliwa , urocze niewielkie stworzonko oczarowała poważnego chłopaka z sąsiedztwa, Tomasza. Zawsze przychodził na potańcówki. Patrzył rozmarzonym wzrokiem na wirującą w tańcu Stasię. Miała powodzenie, chłopaki chciały ją tulić, ale wymykała się ze śmiechem. Zerkała na siedzącego w narożniku pokoju Tomka. Miał takie przejrzyste zielononiebieskie łagodne rozmarzone oczy . Czuł się onieśmielony, bo wszak rodzina Rodziewiczów była uznaną szlachtą o wyższej randze. Należeli bowiem do dworzan, ich przodkowie byli zatrudniani w dworach królewskich. Wprawdzie jego ojciec też trzymał w rodzinnym kufrze papiery szlacheckie. Ale należeli do gałęzi słabszej, nie szczycili się wysokimi stanowiskami w kraju. Tak więc Tomasz miał kompleksy i wątpliwości, czy jego uczucie zostanie odpowiednio przyjęte. Nie sądził, że Staśka zagięła na niego parol. Podobał się jej ten chłopak i już. I żadne przeszkody nie istniały. Zresztą Michalina i Bolek nie mieli zadęcia rodowego, cieszyli się szczęściem swoich dzieci.