Losy moich Rodziców. Aparat do pomiarów.

Aparat do niwelacji.

 

Ale najważniejszy dla Taty był  poniemiecki przyrząd do niwelacji, taki sam jakim się posługiwał w obozie dokonując pomiarów.  Był Jego miłością, moim nieustannym zachwytem i niestety obojętnym przedmiotem dla mojego Brata- Zenona.

Dobrze pamiętam do urządzenie. Mieściło się w niewielkiej skrzyneczce. Napisałam, skrzyneczce, ale to było coś przepięknego, niesamowitego. Miało wymiary może 50x 40x 30 cm. Całość była pokryta chyba jakąś masą plastyczną ,wyglądającą jak kość słoniową-  chyba nie była to prawdziwa kość słoniowa, a może? . Miało pokrywę zamykaną na niewielki lśniący zameczek. I całość była schowana w materiałowy futerał.

Tylko Tato mógł otwierać to kuferkowe pudło. Przysiadałam obok niego z zachwytem i wstrzymywałam oddech. Bowiem było równie piękne w środku. Wyłożone czerwonym aksamitem stanowiło obudowę dla dziwnego lufiastego przyrządu. Dobrze pamiętam to urządzenie, zawsze mnie zachwycało. Tato z namaszczeniem je wyjmował , objaśniał . Miało jakby krótką lunetę ze szkiełkami tajemnymi. Ponoć  miało zdolność obserwacji terenu i dokonywania pomiarów, na podstawie których Tato wykonywał swoje obliczenia pomiarowe. Przyrząd był lśniący , piękny i tajemniczy. Zresztą nadal pozostał dla mnie tajemniczy, gdyż wybrałam zupełnie inny zawód. Tato stale mnie namawiał na studia politechniczne, ale ja miałam już zakodowaną medycynę.

Tato widząc moją determinację w wyborze zawodu, nie walczył ze mną tak jak z moim bratem, szybko zrezygnował ze swoich planów. No cóż, zawiedliśmy Go z Zenonem  na całej linii.

Bo przyrząd właściwie był przywieziony z myślą, że przyda się Jego pierworodnemu Synowi. Tato sobie wyobraził, że on zostanie inżynierem. Oczywiście jak bywa z marzeniami rodziców, dzieci mają swoje ścieżki, czasami niezrozumiałe dla rodziców. Zenon popatrzył na ten cenny dar obojętnie, a może nawet nie zwrócił na to uwagi. Myślę, że serce Ojca się krajało i krwawiło. Aparat ten Tato kupił od Amerykanów za przydzielone więźniom kieszonkowe, oszczędzał więc i myślał o Zenonie.

Powitanie Ojca z synem, jak pisze Zenon było chłodne. Obydwaj zupełnie inaczej sobie siebie wyobrażali. Przez tyle lat rozłąki, powstały fałszywe obrazy istniejące jedynie w ich wyobraźni. Tak więc zawód na całej linii.

Do tego obojętność Zenona na ów przyrząd to był już początek wiecznej wojny Ojca z Synem.

Ale teraz jeszcze nie wiedzieli jak będzie dalej.

Tato jakoś przełknął  zachowanie syna i zajął się  rozdawaniem innych  darów, rozmowami z członkami rodziny Stefy, którzy zgromadzili się w chacie rodziców Stefy.

Wartość Stefy w oczach rodziny znacznie wzrosła.