Na medycznej ścieżce. Znakomita bakteriologia w tym szpitalu.

Po podjęciu decyzji, że pacjent zostaje w szpitalu, należało wykonać badania diagnostyczne. Do nich zwykle, jak już wspominałam, należało nakłucie lędźwiowe i pobranie płynu mózgowo- rdzeniowego do badania ogólnego i bakteriologicznego.

Wielokrotnie widać było gołym okiem, że pobrany płyn był mętny, tzn. prawdopodobnie ropny.

Płyn ten, wydobyty z ciała chorego, jeszcze ciepły, był natychmiast badany w laboratorium mieszczącym się obok Izby Przyjęć. Pracowały tam same kobiety, dobrze wykształcone, najczęściej posiadały dyplom biologii lub farmacji.

Dyżurująca tam pani badała skład płynu, którego wynik mógł potwierdzać ropne zapalenie opon mózgowo- rdzeniowych .  Nieomal równocześnie wykonywała posiew tego płynu na odpowiednie biologiczne podłoże ułatwiające dalsze namnażanie bakterii, ale przedtem tzw. preparat bezpośredni. Na podstawie tej ostatniej oceny, można było z dużym prawdopodobieństwem odpowiedzieć na pytanie, do której grupy należy ten drobnoustrój. Ta informacja pozwalała nam na niezwłoczne podanie odpowiedniego dla tego szczepu antybiotyku. Oczywiście mogło się zdarzyć, że otrzymany po kilku dniach  wynik posiewu z określeniem lekowrażliwości wyhodowanego szczepu  mógł nie korespondować z naszymi sugestiami terapeutycznymi, ale było to w tamtych czasach mało prawdopodobne. Napisałam, w tamtych czasach, bo w latach 70 ubiegłego wieku problem lekooporności nie był tak nasilony jak teraz.

     Już wstępnie wiek dziecka i inne objawy, np. wybroczyny na skórze mogły sugerować z jakim typem bakterii mamy do czynienia, gdyż była obserwowana pewna prawidłowość. Noworodki, nieco starsze niemowlęta, małe dzieci  i starsze były atakowane przez bakterie z określonych grup.  

Nie muszę pisać, że oczekiwanie na wyniki to był bardzo duży stres dla personelu Izby przyjęć a szczególnie dla lekarza odpowiadającego za stan pacjenta. A był zwykle bardzo ciężki.

Ta choroba należała do jednego z najpoważniejszych schorzeń centralnego układu nerwowego.