Na medycznej ścieżce. Czasy warszawskie się rozpoczynają…

 Na innym wykładzie przysiadła się do mnie kolejna dziewczyna. Była średniego wzrostu,  bardzo pulchna , ale o delikatnej ładnej buzi i bystrych ciemnych oczkach. Zapytała, skąd się wzięłam itd. Opowiedziałam o sobie. Była to Helena Lenkiewicz. W tym czasie była już z Wojtkiem Muszyńskim, z którym zawarła związek małżeński na 6 roku naszych studiów.   Od razu przypadłyśmy sobie do gustu i rozpoczęły się spotkania poza uczelnią. Bywaliśmy u siebie w domach,  w kawiarniach, teatrach. Wspólnie spędzaliśmy noce sylwestrowe. Nie zapomnę drugiego mojego sylwestra w Warszawie . Był to bal  w Urzędzie Rady Ministrów, przy Krakowskim Przedmieściu, gdzie wtedy pracował Paweł, brat Mirka i w związku z tym miał możliwość załatwienia  biletów. Oczywiście był tam też i Paweł ze swoją żoną Grażyną. Już kiedyś opisywałam Grażynę, ale teraz ponownie o niej.  Była to dziewczyna oryginalnej urody o pięknie wykrojonych ciemnych oczach , przypominających oczy madonny ze  starych ikon. Zresztą nadal, mimo upływu lat i ostatnio trudnego życia zachowała tę zadziwiającą urodę, świetną dziewczęcą sylwetkę. Ubiera się w ciuchy młodzieżowe, z wysmakowywanymi dodatkami. Z przyjaciółkami biega na zajęcia Uniwersytetu Trzeciego Wieku, do kin i teatrów. Kilkakrotnie mnie zapraszała, bym uczestniczyła w jej życiu towarzyskim, ale jakoś nie mogłam się zebrać. Pewnie wrodzone lenistwo się  wtedy odzywało;-(

Wracam do tego balu.  W Urzędzie Rady Ministrów  było wytwornie, ale też bardzo zabawowo. Grał  świetny zespół i hasaliśmy tak, jak to tylko młodzi potrafią. W czasie jakiejś przerwy w tańcach, opadliśmy na krzesła konsumując znakomite wiktuały i popijając winko.

 I wtedy Wojtek patrząc rozmarzonym wzrokiem na bardzo pulchną Helenę, którą niedawno poślubił,  rzekł: Tyle tego i wszystko moje. Było to piękne i zapamiętałam na całe życie.

Jednak ich dalsze losy nie potwierdziły znaczenia tych znamiennych słów, bo po wielu małżeńskich latach doszło do ich rozwodu