Moje odwieczne zauroczenie biblioteką trwa…

BibliotekaStara.JPG

Dawna gorzowska biblioteka…

 

 

Gorzowska, jeszcze z dziecięcych lat. Pomimo upływu przeszło półwiecza, zapamiętana. Ukochana. Jedyna taka. Biblioteka.

Nadal mieszka przy ul. Łokietka ta sama piękna poniemiecka willa biblioteczna . Jest już nieczynna, ale pełna uroku  i cicha. Taka jak kiedyś.  Cieszę się, że jest. Mam szczęście.

Bo tam odnajduję moje dziecięce marzenia zaklęte w pamięć. Regały pełne książek, zapachy kurzu , starego druku. Skupiona cisza pełna książkowych bohaterów, ich dziejów i słów zapadających prosto w serce …

I  tam jeszcze przesiaduję, skupiona nad okładaniem dzieł w zgrzebny pakowy szary papier z wyczuwalnymi drobinami drewna, z którego powstał.

     Długo się starałam, by panie bibliotekarki wyraziły zgodę na pomoc. Codziennie tam zaglądałam, wymieniałam książki przeczytane na kolejne. Potem zostałam dopuszczona do zajrzenia w głąb sali z książkami, pomiędzy regały i wreszcie  stało się to, na co czekałam.    Widocznie panie dostrzegły w moich zielonych tę fascynację połączoną z niemą prośbą i kiedyś posadziły mnie przy dużym stole, dały nożyczki i wreszcie dostąpiłam zaszczytu.  Starannie więc przycinałam i dopasowywałam  papier, by rogi nie były zagięte a książka ukryta w całości w szarym opakowaniu….

    Teraz nieodmiennie szukam tych klimatów w miejscowej michałowickiej bibliotece i znajduję echa tamtych dni.

Bo jest tam mój czas zatrzymany, zaklęty w papier i umieszczony w regałach.

Myszkuję pomiędzy półkami  i z zachwytem wyciągam jakieś tomy.

To nic, że ich okładki są śliskie, nowocześnie zafoliowane , bo kartki też pachną  kurzem, chociaż już śladu farby drukarskiej nie noszą a ja mam  okulary na nosie.

Tu wciąż jestem tą  samą małą dziewczynką z moich gorzowskich pradawnych czasów….

 

 

BibliotekaStara.JPG

 

A dzisiaj od wczesnego świtu śpiewa mi w głowie Połomski : ” Moja miła, moja cicha, moja śliczna”….to o niej…

 

Na medycznej ścieżce. Spotkanie w bibliotece szpitalnej…

Muszę napisać o jednej z koleżanek – Anuli Ipnarskiej .Była taką osobowością, że gdy pomyślę Sienna- od razu poza kilkoma innymi lekarzami, myślę o Anuli.

Gdy przybyłam do zespołu lekarzy Szpitala przy ul. Siennej/ Śliskiej , zebrali się lekarze tego szpitala w pięknej Bibliotece Szpitalnej. Mieściła się na trzecim piętrze, oddzielając dwa skrzydła oddziału żółtaczkowego . Pachniała świeżą pastą do podłóg i  trochę tylko kurzem książkowym. Wysokie ciężkie staroświeckie regały sięgające sufitu były szczelnie wypełnione medycznymi dziełami. Widać było ich pięknie zdobione złocone barwne grzbiety. Ulokowane na najwyższych półkach chyba były rzadko wydobywane, w tych czasach bardziej zdobiły, niż nauczały. Może nie mam racji, przecież w medycynie ważne są wszystkie okresy poznawania człowieka i jego chorób, ale tam raczej nikt nie zaglądał.  Na niższych półkach były podręczniki używane częściej oraz tomy literatury fachowej. Żałuję, że nie miałam czasu by zajrzeć na te górne półki.

Wracając do mojego pierwszego dnia pracy, po zebraniu , wychodziłam  z namaszczeniem i niejakim wzruszeniem z tej biblioteki.

Jeszcze na poziomie tego piętra, tuż za drzwiami podeszła do mnie duża błękitnooka dziewczyna. Miała w sobie taki urok,  że nawet w pierwszej chwili nie dostrzegało się ubytków w jej uzębieniu. Oznajmiła, że nazywa się Małgorzata Ipnarska, ale zwą ją zwyczajowo Anulą i pracuje tutaj już pół roku. Polubiłam ją od razu.

Razem schodziłyśmy po tych magicznych schodach- oj, chyba włamię się do tego szpitala, który już nie funkcjonuje, by zrobić zdjęć wnętrza. Gdyby była ze mną Gonia, gorzowska bardzo bardzo dobra znajoma, na pewno by to się udało. Jest mistrzem w pokonywaniu takich trudności , widziałam ją w akcji pokonywania zamkniętej na kłódkę bramy w kamienicy przy ul. Próżnej.

Po tym zebraniu rozeszliśmy się do swoich oddziałów. Anulka już była na neuroinfekcjach a ja zostałam na żółtaczkach. Wróciłam więc w połowie drogi na ostatnie piętro i tam poznałam Anię Jung- obecną profesor, kierownik Kliniki Pediatrii Centralnego Wojskowego Szpitala w Warszawie. O Niej już wspominałam wcześniej.

Ale w przerwie kawowej od razu pognałyśmy na sam dół, do dyżurki. I tam ponownie rozpoczęłam rozmowę z Anulą. Była ciekawa mojego życia, więc opowiedziałam pokrótce, ona zrewanżowała się tym samym. A miała co opowiadać, oj miała…..