Na medycznej ścieżce. Przesiedleńcy.

W tym jednym z największych bloków, który należał do mojego rejonu  dokonałam też ciekawego odkrycia, oczywiście na swój użytek jeno.

Otóż było tam mnóstwo maleńkich kawalerek, usytuowanych w kilku pionach domu.

W nich to widywałam stare kobiety.

Były zwykle przeraźliwie samotne, jednak często w czasie mojej wizyty pojawiła się któraś litościwa sąsiadka. Albo była pomocna tej samotnej, albo tylko chciała się przede mną popisać litościwym opiekuńczym sercem. Myślę jednak, że to była prawdziwa,  szczera i dobra sąsiedzka pomoc.

Wielokrotnie  w takim mieszkaniu gdzie znajdował się tylko jeden pokój w jego miejscu centralnym  znajdowało się jedno wielkie, czasami przepiękne łoże, zajmujące nieomal całą powierzchnię pomieszczenia. Na ścianach czasami wisiały rzędy obrazów, niektórych ciekawych. Tak wyglądało np. mieszkanie jednej z trzech sióstr Halamek, słynnych przedwojennych tancerek. I ona w nim, jakby zagubiona w aktualnym życiu, miniaturowa wytworna i zniszczona jak ja teraz.

    Tak to te stare kobiety, stare meble, ślady dawnego, czasami świetnego życia wyrównał czas.

Dowiedziałam się, że większość z nich to ludzie przeniesieni z domków jednorodzinnych zlokalizowanych na obrzeżach Warszawy. Zniknęły z mapy Warszawy  maleńkie domki zlokalizowane na uroczych ogródkowych Młocin , które wyburzono w ramach budowy Huty Warszawa albo chatynki Annopola , cieszącej się złą sławą dzielnicy poza Wisłą gdyż tam  budowano  nowe kamienne osiedla.

Ludzie przesiedleni na Wrzeciono źle się tutaj czuli, opłakiwali swoje dawne domostwa i przenosili zwyczaje do ciupkich mieszkanek w wielkich bloczydłach.

Na medycznej ścieżce. Bimbrownia rejonowa.

W systemie pracy poradnianej, gdy już przeszłam na cały  etat, 4 pierwsze godziny były przeznaczone na pracę w gabinecie a kolejne 3 na wizyty domowe.

Miałam w swoim rejonie m.in. jeden niezapomniany blok.

Adresu nie podam, mimo, że dobrze pamiętam, bo wszak tam nadal mieszkają  ludzie , może potomkowie moich pacjentów.

Blok miał  określoną sławę w osiedlu, gdyż na parterze rezydowała słynna rodzina gospodarza domu. On był wielki i zwalisty, utykał na jedną nogę a jego żona to  kobieta o pięknym imieniu Otylia .

Byli to państwo P. ( nazwisko pamiętam doskonale).

Mieli liczną gromadę dzieci w różnym wieku.

Wydawało się, że są spokojnymi ludźmi.

Ale  któregoś dnia  pękła bomba.

Otóż panowie milicjanci zorganizowali obławę w tym bloku.

Widać już dawno zbierali informacje, albo któryś z lokatorów  systematycznie donosił  co zmusiło tych mundurowych do skutecznego działania.

Oczywiście informacje się potwierdziły i państwo P . zostali nakryci w trakcie intensywnej pracy w swojej bimbrowni.

Praktycznie dopiero potem się o tym dowiedziałam, bo w swojej młodzieńczej naiwności wierzyłam ludziom, wierzyłam, że są z natury dobrzy. I nie wyciągałam wniosków z różnych obserwacji. To dopiero przyszło później.

A przecież można było się niepokoić, albo przynajmniej zainteresować, gdy w  bramie tego bloku, zwykle spotykałam grupkę panów. Skład towarzystwa był raczej stały, ale nie bałam się ich, zwłaszcza, że  w tej przestrzeni , zwykle czarnej i nieoświetlonej kłaniali mi się szarmancko.

 W mroczne jesienne popołudnia, gdy wpadałam na klatkę schodową, ich twarze świeciły pięknym fioletowym blaskiem ale ich schrypnięte głosy wyrażały radość, że widzą swoją panią doktor. Jakoś nie odczuwałam lęku, mimo, że byłam młodziutka i całkiem bezbronna, pewnie w tamtych czasach istniała tzw godność także w tych środowiskach. Obowiązywał szacunek do swoich.

   Wracając do obławy milicyjnej, potem dowiedziałam się, że w jej wyniku państwo ci otrzymali karę więzienia. Pan ten za uprawiany pokątny proceder, a pani Otylia za pogryzienie milicjanta w czasie tej akcji.

Siedzieli w pudle na zmianę, gdyż dzieci ich wymagały opieki.

 

Tak więc w moim bloku bimbrownia przestała działać, ale pewnie przeniosła się gdzie indziej, gdyż wielu osobników w tym osiedlu już w godzinach porannych wędrowała ulicami jak to niektórzy mówią „tropiąc węża”.

Na medycznej ścieżce. Blok operacyjny.

Kiedyś zajrzeliśmy na blok operacyjny neurochirurgii. W odróżnieniu od dość hałaśliwej sali operacyjnej chirurgii ogólnej , tutaj panowała  przeraźliwa cisza. Na stole leżał pacjent z obnażoną czaszką  a  u wezgłowia nieomal nieruchomo siedział neurochirurg . Wyglądał jak przybysz z dalekiej nieznanej planety, w zielonej czapce i dziwnymi okularami na nosie. Zamiast zwykłych szkieł, okulary posiadały jakby lunety. Lekarz był sam, nie widać było asysty , i  skupiony dłubał w mózgu. Niewiele widzieliśmy, bo pole operacyjne było bardzo małe.  I dlatego wkrótce nam się znudziło obserwowanie tej  operacji.

Wróciłyśmy na naszą  chirurgię ogólną , gdzie zawsze dużo się działo. Operacje, wszystkie ciekawe, odbywały się równolegle na dwóch salach i zawsze mieliśmy trudny wybór, na której sali pozostać. A tam wykonywano  zda się proste zabiegi usunięcia zropiałego wyrostka robaczkowego, resekcje jelit ,  wycinanie  pęcherzyka żółciowego.

Widząc skuteczność , prawie natychmiastową, takiego działania lekarskiego, nieomal wszyscy zapałaliśmy namiętnością do chirurgii. Każdy sobie wyobrażał, że kiedyś też zostanie bardzo sprawnym  zabiegowcem . Miałam wątpliwości, czy dam radę, czy np. nie zadrży mi ręka w nieodpowiednim momencie . Tak więc po pewnym, dość długim czasie wyleczyłam się z myśli wybrania takiej specjalności.

Nie da się ukryć, że łatwiej było zrezygnować z tej chirurgicznej namiętności, po obejrzeniu   amputacji nogi.  To chyba jeden z najbardziej przerażających zabiegów. Nacinanie tkanek miękkich nie robiło na nas specjalnego wrażenia, ale gdy pokazała się kość i chirurg rozpoczął długie piłowanie  poczuliśmy się nieswojo. A   potem jeszcze  okropny obraz obciętej nogi , którą chirurg podawał pielęgniarce.  Nikt z nas nie zemdlał, ale wyszliśmy pod dużym wrażeniem.

Na ranę już wówczas zakładano opatrunek gipsowy , który umożliwiał wczesne uruchomienie pacjenta i podobno zmniejszał częstość bólów fantomowych. To zadziwiający  rodzaj bólu- pacjent długo po amputacji ma wrażenie , że boli go cała noga, nawet ten odcięty fragment.  ….Do tej pory mam przed oczami ten blok operacyjny, układ drzwi wejściowych, stołu, wielkiej lampy nad nim i tę nieszczęsną samotną obciętą nogę.