W tym jednym z największych bloków, który należał do mojego rejonu dokonałam też ciekawego odkrycia, oczywiście na swój użytek jeno.
Otóż było tam mnóstwo maleńkich kawalerek, usytuowanych w kilku pionach domu.
W nich to widywałam stare kobiety.
Były zwykle przeraźliwie samotne, jednak często w czasie mojej wizyty pojawiła się któraś litościwa sąsiadka. Albo była pomocna tej samotnej, albo tylko chciała się przede mną popisać litościwym opiekuńczym sercem. Myślę jednak, że to była prawdziwa, szczera i dobra sąsiedzka pomoc.
Wielokrotnie w takim mieszkaniu gdzie znajdował się tylko jeden pokój w jego miejscu centralnym znajdowało się jedno wielkie, czasami przepiękne łoże, zajmujące nieomal całą powierzchnię pomieszczenia. Na ścianach czasami wisiały rzędy obrazów, niektórych ciekawych. Tak wyglądało np. mieszkanie jednej z trzech sióstr Halamek, słynnych przedwojennych tancerek. I ona w nim, jakby zagubiona w aktualnym życiu, miniaturowa wytworna i zniszczona jak ja teraz.
Tak to te stare kobiety, stare meble, ślady dawnego, czasami świetnego życia wyrównał czas.
Dowiedziałam się, że większość z nich to ludzie przeniesieni z domków jednorodzinnych zlokalizowanych na obrzeżach Warszawy. Zniknęły z mapy Warszawy maleńkie domki zlokalizowane na uroczych ogródkowych Młocin , które wyburzono w ramach budowy Huty Warszawa albo chatynki Annopola , cieszącej się złą sławą dzielnicy poza Wisłą gdyż tam budowano nowe kamienne osiedla.
Ludzie przesiedleni na Wrzeciono źle się tutaj czuli, opłakiwali swoje dawne domostwa i przenosili zwyczaje do ciupkich mieszkanek w wielkich bloczydłach.
