
Owrzodzenie żołądka. Zdjęcie z Wikipedii.
W czasie zajęć na propedeutyce medycyny pan Profesor omawiał szczegóły badania brzucha, typowe objawy różnych schorzeń także takie, które ujawniały się przy specjalnym badaniu.
Któregoś dnia profesor zaprosił nas do sali, gdzie na łóżku leżał bardzo cierpiący pacjent. Nie poruszał się, miał podkurczone nogi. Mówił, że ma silne bóle brzucha, które promieniują do barków i nasilają się przy każdym ruchu. Profesor od razu powiedział nam , że te objawy sugerują zapalenie otrzewnej.
W odróżnieniu od napadu kolki nerkowej, gdy chory jest niespokojny, zmienia pozycję ciała, nasz pacjent unikał ruchów i by zmniejszyć natężenie bólu, sam intuicyjnie wybierał nieruchomą pozycję, która zmniejszała napięcie mm brzucha.
Pan profesor zapytał chorego, czy zgodzi się, byśmy dotknęli delikatnie jego brzucha. Podziwiałam, że mimo cierpienia, nie protestował. Wiedział, że lada moment znajdzie się na bloku operacyjnym, gdyż lekarz który go przyjmował do szpitala podejrzewał uszkodzenie ściany żołądka( perforację ) wymagające pilnego zabiegu operacyjnego.
Najdelikatniej jak potrafiłam, położyłam dłoń na brzuchu chorego. Poczułam niezwykłą twardość powłok brzusznych. To był klasyczny brzuch tzw deskowaty , określany też jako obrona mięśniowa a będący wynikiem odruchowo napiętych mm brzucha. . Informacje na ten temat znajdowaliśmy już wcześniej w podręcznikach interny. Ale to było zupełnie coś innego, wiedza teoretyczna nabrała innego wymiaru. Tutaj był żywy człowiek i jego cierpienie.
Wiedzieliśmy też, że w tym stanie często dochodzi do porażennej niedrożności jelit co manifestuje się zatrzymaniem gazów i stolca. Zapytałam o to, a pacjent potwierdził. Przyłożyłam mój zielony fonendoskop do jego powłok i nie usłyszałam prawidłowych szmerów perystaltycznych. W jamie brzusznej chorego panowała zupełna cisza.
Podziękowaliśmy choremu, że umożliwił nam badanie w tak dramatycznej dla niego sytuacji. Chyba nie bardzo kontaktował, był sam ze swoim cierpieniem.
Po chwili do sali weszły pielęgniarki i powoli wytaczały łóżko z cierpiącym w kierunku bloku.
Szliśmy za nim, jak w nabożnej procesji, cicho , prawie na palcach, życzyliśmy mu powodzenia.
Nie myśleliśmy wtedy, że należało także życzyć powodzenia lekarzom. Nie bardzo zdawaliśmy sobie sprawę, jak bardzo jest zaangażowany chirurg, ile poświęca własnych sił, i właściwie w czasie zabiegu staje się jednym organizmem ze swoim chorym.
Profesor wyraził zgodę na to, byśmy poszli na salę operacyjną . Zabieg przebiegał sprawnie, faktycznie , jak podejrzewano, była to perforacja żołądka.
Następnego dnia od razu pognaliśmy się na salę pooperacyjną . Z daleka ujrzeliśmy naszego pacjenta. Mimo cewników wystających mu z nosa, zauważyliśmy , że się do nas uśmiecha. To był niesamowity człowiek, dzielny, przyjazny ludziom, dzięki niemu poznawaliśmy prawdziwą medycynę.
Dziękowaliśmy mu wtedy i do tej pory mu dziękuję.
Nie wiem jak potoczyło się jego życie, może już cieszy się innym światem, ale pozostał na stałe w mojej wdzięcznej pamięci…..