Śladami mojego Taty . Staśka staje się nałogowcem.

 Wg oficjalnej rodzinnej  wersji przyczyną nikotynowego  nałogu mojej przyszłej Babci- Staśki był zwykły ból zęba. Wówczas to usłużna koleżanka przyniosła znakomite lekarstwo, jak twierdziła.

Staśka spróbowała. Najpierw czuła wstręt, ale powoli dochodziła do wniosku, że to lekarstwo jej odpowiada.

Czuła przyjemność zatapiania się w swoim dymnym świecie. Lek ten stale przynosiła koleżanka, by nie zabrakło tej przyjemności.

Obie zamykały się w małym pokoiku, albo wymykały do sadu i tam osiągały wyżyny własnej wartości.

Nikt w rodzinie o tym nie wiedział, nawet się nie domyślali….

Na medycznej ścieżce. Deskowaty brzuch..

 

 

Owrzodzenie żołądka. Zdjęcie z Wikipedii.

 

W czasie zajęć na propedeutyce medycyny pan Profesor omawiał szczegóły badania brzucha, typowe objawy różnych schorzeń także takie, które  ujawniały się przy specjalnym badaniu.  

Któregoś dnia profesor zaprosił nas do sali, gdzie na łóżku leżał bardzo cierpiący pacjent. Nie poruszał się, miał podkurczone nogi. Mówił, że ma silne bóle brzucha, które promieniują do barków i nasilają się przy każdym ruchu. Profesor od razu powiedział nam , że te objawy sugerują zapalenie otrzewnej.

W odróżnieniu od napadu kolki nerkowej, gdy  chory jest niespokojny, zmienia pozycję ciała, nasz pacjent unikał ruchów i by zmniejszyć natężenie bólu, sam intuicyjnie wybierał nieruchomą pozycję, która zmniejszała napięcie mm brzucha.

Pan profesor zapytał chorego, czy zgodzi się, byśmy dotknęli delikatnie jego brzucha. Podziwiałam, że mimo cierpienia, nie protestował. Wiedział, że lada moment znajdzie się na bloku operacyjnym, gdyż lekarz który go przyjmował do szpitala podejrzewał uszkodzenie ściany żołądka( perforację ) wymagające pilnego  zabiegu operacyjnego.  

Najdelikatniej jak potrafiłam, położyłam dłoń na brzuchu chorego. Poczułam niezwykłą twardość powłok brzusznych. To był klasyczny brzuch tzw deskowaty , określany też jako obrona mięśniowa a będący wynikiem odruchowo napiętych mm brzucha. . Informacje na ten temat znajdowaliśmy już wcześniej w podręcznikach interny. Ale to było zupełnie coś innego, wiedza teoretyczna nabrała innego wymiaru. Tutaj był żywy człowiek i jego cierpienie.

Wiedzieliśmy też, że w tym stanie często  dochodzi do porażennej niedrożności jelit co manifestuje się  zatrzymaniem gazów i stolca. Zapytałam o to, a pacjent potwierdził. Przyłożyłam mój zielony fonendoskop do jego powłok i nie usłyszałam prawidłowych szmerów perystaltycznych. W jamie brzusznej chorego panowała zupełna cisza.

Podziękowaliśmy choremu, że umożliwił nam badanie w tak dramatycznej dla niego sytuacji. Chyba nie bardzo kontaktował, był sam ze swoim cierpieniem.

Po chwili do sali weszły pielęgniarki i  powoli wytaczały łóżko z cierpiącym w kierunku bloku.

Szliśmy za nim, jak w nabożnej procesji, cicho , prawie na palcach, życzyliśmy mu powodzenia.

Nie myśleliśmy wtedy, że należało także życzyć powodzenia lekarzom. Nie bardzo zdawaliśmy sobie sprawę, jak bardzo jest zaangażowany chirurg, ile poświęca własnych sił, i właściwie w czasie zabiegu staje się jednym organizmem ze swoim chorym.

Profesor wyraził zgodę na to, byśmy poszli na salę operacyjną . Zabieg przebiegał sprawnie, faktycznie , jak podejrzewano,  była to perforacja żołądka.

Następnego dnia od razu pognaliśmy się  na salę pooperacyjną . Z daleka ujrzeliśmy naszego pacjenta. Mimo cewników wystających mu z nosa, zauważyliśmy , że się do nas uśmiecha. To był niesamowity człowiek, dzielny, przyjazny ludziom, dzięki niemu poznawaliśmy prawdziwą medycynę.

Dziękowaliśmy mu wtedy i do tej pory mu dziękuję.

Nie wiem jak potoczyło się jego życie, może już cieszy się innym światem, ale pozostał na stałe w mojej wdzięcznej pamięci…..

 

 

Na medycznej ścieżce. Lokalizacja bólu.

 

Pan Profesor Rogulski wielokrotnie przypominał, że przystępując do badania brzucha, na wstępie należy zapytać pacjenta o to, czy odczuwa ból. Jeśli tak, to w którym miejscu i jaki jest jego charakter.

Wspominał o nietypowych objawach różnych schorzeń.

Ale wiedza teoretyczna nie zdała by się na nic, gdyby nie zajęcia kliniczne.

Jak zwykle nieocenieni byli nasi pacjenci. Bardzo chętnie z nami rozmawiali i opowiadali o swoich i cudzych przeżyciach. Poświęcaliśmy dużo czasu na takie rozmowy. To była prawdziwa szkoła życia. Taka, której się nie zapomina. Należało tylko wsłuchać się w to, co ten człowiek ma nam  do przekazania. W dzisiejszym wiecznie zapędzonym świecie, jakże mało uwagi poświęca się innym. Rozmyślam o tym po latach i podsumowuję swoje doświadczenia zawodowe. I wiem, że najlepsze były lekcje udzielane mi przez chorych, pielęgniarki i własne czasami żmudne docieranie do sedna sprawy.

Tak więc i tym razem, jeden pacjent opowiadał, jakie miał objawy zawału serca. Bolała go szczęka, żołądek, bark. Chodził po lekarzach różnych specjalności. Był konsultowany przez stomatologa, gastrologa i ortopedę. Nikt nie znalazł schorzenia z zakresu swojej specjalności. Wreszcie zasłabł na ulicy, został zawieziony do szpitala. I tutaj się okazało, że przebył zawał mięśnia sercowego. Miał chłop naprawdę dużo szczęścia, że uszedł z życiem. Teraz leżał sobie spokojnie na swoim szpitalnym łóżku, całkowicie unieruchomiony, mógł jedynie gadać. Takie to były czasy, gdy pacjent z zawałem musiał pozostawać w łóżku przez okres 3- 6 tygodni. Pomyślałam wtedy, że chyba faktycznie jest nam pisane, co ma się wydarzyć. Przecież czasami wystarczy nagłe zamknięcie światła tętnic wieńcowych i spotyka nas nagła śmierć. A bywa, że pacjent normalnie funkcjonuje mimo ciężkiej choroby. Uczyłam się, jak nieprzewidywalna jest natura ludzka. Może nawet z tego okresu utrwaliłam w sobie sposób myślenia, który można by nazwać katastroficznym. Starałam się  sobie wyobrażać  wszystkie możliwe aspekty sprawy, przewidywać przebieg chorób i w jakiś sposób przeciwdziałać zabezpieczając się przed skutkami. Ale zdaję sobie sprawę, że czasem wyobraźni nie staje i życie zaskakuje. Z drugiej strony cieszę się, że coś mnie jeszcze zaskakuje. I wiem, że dlatego warto żyć, by stale poznawać…..

Inny pacjent leczył się z powodu bólów pleców. Miał wprawdzie duże zmiany w rtg kręgosłupa, ale choroba się nasilała, nie pomagały zastrzyki. Wylądował w szpitalu , gdzie rozpoznano zapalenie trzustki.

Słuchając opowieści pacjentów, starałam się zapamiętać te wszystkie historie.

Jak wyraźnie została zobrazowana teoretyczna wiedza o tzw odruchach trzewno- skórnych. Przenoszenie bólu w inne regiony ciała odbywa się za pomocą układu nerwowego noszącego nazwę – autonomiczny. Przecież tego uczyliśmy się na zajęciach z fizjologii, ale teraz usłyszałam przykłady z życia wzięte.

Po raz pierwszy zauważył to zjawisko, wyjaśnił i opisał angielski neurolog, żyjący w latach 1861-1940, Henry Head.

Był on pionierem prac nad somatyczną (cielesną ) reprezentacją nerwów i nerwami czuciowymi.

Większość badań prowadził z psychiatrą Williamem Halsem Riversem.

Na jego cześć obszary na skórze odbierające ból z narządów wewnętrznych nazwano polami Heada.

W podręcznikach anatomii możemy znaleźć rysunki powierzchni ciała człowieka z zaznaczonymi polami…

 


 

Henry Head. Zdjęcie z Wikipedii.