W czasie 3 miesięcy stażu na chirurgii, nauczyłam się zmieniać opatrunki, szyć rany, obejrzałam mnóstwo innych ciekawych operacji.
Obowiązkiem stażystów były dyżury, w czasie, gdy oddział pełnił tzw ostry dyżur. Zjeżdżali się wtedy na Bielany chorzy z całej Warszawy i tempo pracy było przeogromne. Pamiętam taki jeden świąteczny dyżur , gdy na Izbie Przyjęć wszyscy pacjenci byli pijani, za wyjątkiem pewnej trzeźwej babci, którą potrącił jednak pijany motocyklista. Można sobie wyobrazić jak wyglądała wtedy Izba Przyjęć. Widok był obrzydliwy, niejednokrotnie trzeba było brodzić w różnych wydalinach, bo biedne salowe nie nadążały ze szmatami. A samym wdychaniem oparów alkoholu można było wpaść w stan oszołomienia.
Stażyści i lekarze chirurdzy w liczbie 5 usiłowali się chwilami zdrzemnąć na wielkiej wspólnej sali, gdzie ustawiono kilka metalowych łóżek . Oczywiście kończyło się to tylko parominutowym wyciagnięciem obolałych nóg, bo zaraz wpadała pielęgniarka i wzywała nas do pracy.
Do obowiązków stażystów należało też przyrządzanie kolacji dla zespołu. W tym celu zrzucano się po kilka groszy i jedna osoba- najczęściej młoda lekarka gnała do sklepu po kiełbasę, musztardę oraz ogromne ilości bobu. Nasi lekarze uwielbiali bób i zawsze mieli dobry humor, gdy na stole parowała wielka misa tego specjału.
