Na medycznej ścieżce. Ukochany bób chirurgów.

W czasie 3 miesięcy stażu na chirurgii, nauczyłam się zmieniać opatrunki, szyć rany, obejrzałam mnóstwo innych ciekawych operacji.

Obowiązkiem stażystów były dyżury,  w czasie, gdy oddział pełnił tzw ostry dyżur. Zjeżdżali się wtedy na Bielany chorzy z całej Warszawy i tempo pracy było przeogromne. Pamiętam taki jeden świąteczny dyżur , gdy na Izbie Przyjęć wszyscy pacjenci byli pijani, za wyjątkiem pewnej trzeźwej babci, którą potrącił jednak  pijany motocyklista. Można sobie wyobrazić jak wyglądała wtedy Izba Przyjęć. Widok był obrzydliwy, niejednokrotnie trzeba było brodzić w różnych wydalinach, bo biedne salowe nie nadążały ze szmatami. A samym wdychaniem oparów alkoholu można było wpaść w stan oszołomienia.

Stażyści i lekarze chirurdzy w liczbie 5 usiłowali się chwilami zdrzemnąć na wielkiej wspólnej sali, gdzie ustawiono kilka metalowych łóżek . Oczywiście kończyło się to tylko parominutowym wyciagnięciem  obolałych nóg, bo zaraz wpadała pielęgniarka i wzywała nas do pracy.

 Do obowiązków stażystów  należało też przyrządzanie kolacji dla zespołu. W tym celu zrzucano się po kilka groszy i jedna osoba- najczęściej młoda lekarka  gnała do sklepu po kiełbasę, musztardę oraz ogromne ilości bobu. Nasi lekarze uwielbiali bób i zawsze mieli dobry humor, gdy na stole parowała wielka misa tego specjału.

 

Na medycznej ścieżce. Staż na chirurgii.

Po internie zaliczałam staż na chirurgii.

Oddział ten mieścił się na samej górze budynku Szpitala Bielańskiego .

Szefem był doc. Wiechno, starszy, jak wówczas mi się wydawało pan, mężczyzna pięknej postury, elegancki i szarmancki wobec nas i pacjentów. Jednym słowem miał klasę. Przyjemnie było obserwować jego pracę. Zawsze dużo czasu poświęcał rozmowie z pacjentem i wyjaśnianiu swoich decyzji leczenia chirurgicznego oraz omawianiu sposobu leczenia. A na bloku operacyjnym imponował opanowaniem , pewnym i szybkim działaniem. Widziałam wiele operacji tarczycy, która musiała być usuwana z powodu guzów albo tylko  znacznego przerostu tarczycy. Zabiegi te  wielkiej precyzji, gdyż nieopodal tego gruczołu przebiegały duże naczynia tętnicze oraz nerwy krtaniowe. Każdy nieostrożny  ruch dłoni operatora groził ich uszkodzeniem i w konsekwencji poważnym, czasem śmiertelnym krwotokiem lub trwałym porażeniem strun głosowych.

Dlatego my, obserwujący takie zabiegi, wstrzymywaliśmy oddech w momentach krytycznych.

Wówczas sobie myślałam, jak odpowiedzialna jest praca chirurga.

On  nie ma prawa by mieć gorszy dzień wynikający z przemęczenia czy jakiejś niedyspozycji zdrowotnej.

I właściwie wówczas przestałam myśleć o wybraniu tej specjalności, która mnie tak bardzo fascynowała jeszcze  od czasów studenckich. ( o czym już wcześniej pisałam).

 

Na medycznej ścieżce. Blok operacyjny.

Kiedyś zajrzeliśmy na blok operacyjny neurochirurgii. W odróżnieniu od dość hałaśliwej sali operacyjnej chirurgii ogólnej , tutaj panowała  przeraźliwa cisza. Na stole leżał pacjent z obnażoną czaszką  a  u wezgłowia nieomal nieruchomo siedział neurochirurg . Wyglądał jak przybysz z dalekiej nieznanej planety, w zielonej czapce i dziwnymi okularami na nosie. Zamiast zwykłych szkieł, okulary posiadały jakby lunety. Lekarz był sam, nie widać było asysty , i  skupiony dłubał w mózgu. Niewiele widzieliśmy, bo pole operacyjne było bardzo małe.  I dlatego wkrótce nam się znudziło obserwowanie tej  operacji.

Wróciłyśmy na naszą  chirurgię ogólną , gdzie zawsze dużo się działo. Operacje, wszystkie ciekawe, odbywały się równolegle na dwóch salach i zawsze mieliśmy trudny wybór, na której sali pozostać. A tam wykonywano  zda się proste zabiegi usunięcia zropiałego wyrostka robaczkowego, resekcje jelit ,  wycinanie  pęcherzyka żółciowego.

Widząc skuteczność , prawie natychmiastową, takiego działania lekarskiego, nieomal wszyscy zapałaliśmy namiętnością do chirurgii. Każdy sobie wyobrażał, że kiedyś też zostanie bardzo sprawnym  zabiegowcem . Miałam wątpliwości, czy dam radę, czy np. nie zadrży mi ręka w nieodpowiednim momencie . Tak więc po pewnym, dość długim czasie wyleczyłam się z myśli wybrania takiej specjalności.

Nie da się ukryć, że łatwiej było zrezygnować z tej chirurgicznej namiętności, po obejrzeniu   amputacji nogi.  To chyba jeden z najbardziej przerażających zabiegów. Nacinanie tkanek miękkich nie robiło na nas specjalnego wrażenia, ale gdy pokazała się kość i chirurg rozpoczął długie piłowanie  poczuliśmy się nieswojo. A   potem jeszcze  okropny obraz obciętej nogi , którą chirurg podawał pielęgniarce.  Nikt z nas nie zemdlał, ale wyszliśmy pod dużym wrażeniem.

Na ranę już wówczas zakładano opatrunek gipsowy , który umożliwiał wczesne uruchomienie pacjenta i podobno zmniejszał częstość bólów fantomowych. To zadziwiający  rodzaj bólu- pacjent długo po amputacji ma wrażenie , że boli go cała noga, nawet ten odcięty fragment.  ….Do tej pory mam przed oczami ten blok operacyjny, układ drzwi wejściowych, stołu, wielkiej lampy nad nim i tę nieszczęsną samotną obciętą nogę.