List od Jacka. “ Uncle Chop Chop “

ChopperOpowiada.jpg

Z netu….Chopper….czołowy australijski gangster artysta i filantrop….

 

Jacek Łukaszewicz , mój bratanek kontynuuje swoją opowieść o ich spotkaniach i planach filmowych….

 

 

“ Uncle Chop Chop

 

Z ulgą skończyłem kolacje z Lisą.

Wczołgałem się do łazienki.

Wrzuciłem

obsrane gacie do pralki i wziąłem długą wannę pod prysznicem.

Zasnąłem. Śniło mi się, że grałem w ruletkę z Chopperem i zesrałem się ze

strachu.

– nie lubię tego chuja….

Chopper zaciągnął się cygarem, patrząc na okładkę filmu pod swoim tytułem.

Siedzieliśmy na dachu hotelu Intercontinental jakieś cztery dni po ruletce.

Zaśmiałem się…

– przecież to ty, Mark….

– jaki ja?….jaki ja?….nie widzisz kurwa, że ten chuj ma inny tatuaż niż

ja?….

– to przenośnia….metafora….

– ty mi nie pierdol…..reżyser i aktor mieszkali u mnie w domu, aktor w

rolę się wczuwał, czy coś takiego…później dali mi pół bańki za

konsultacje….

– no, to jesteśmy bogaci….

– tak, kurwa, ale tą kasę rząd chciał ukraść….

– no i co zrobiłeś?….

Chopper pociągnął whiskey i zaciągnął się papierosem.

-….oddałem….

– jak to oddałeś?….

– oddałem na szpital dziecięcy w Melbourne….

– pół banki?….

– no…i kilka miesięcy później była wielka gala dla sponsorów

szpitala….

– no, to byłeś vipem….główny sponsor, Judym, Patch Adams, filantrop: Mark

Brandon “Chopper” Read….

– ….nie dostałem zaproszenia…..dyrektor szpitala przeprosił, ale

wspomniał, że mężczyzna bez uszu z moją przeszłością nie bardzo komponuje

się….

– no i co?….

– ,,,,gówno….dzieci mnie polubiły…..teraz biegają za mną po ulicach i

przez ten pierdolony film wołają za mną: wujek Chop Chop, uncle chop

chop….

Zaśmiałem sie.

– …to nie jest śmieszne….ale rząd centa nie zarobił….”

 

List od Jacka. ” Ruletka”

Chopper.jpg

Zdjęcie z netu. Chopper, największy australijski gangster…

 

Mój bratanek, Jacek Łukaszewicz opowiada o spotkaniu z Chopperem- oto cd.

 

“ Ruletka .

 

Kończyłem śniadanie z Lisą.

– dobra, masz wszystko, ale jak się nie spodobasz Chopperowi, to

wypadasz….

– zobaczymy…

Nie wiedziałem jak go ugryźć na początek. Na pierwszy wywiad wybrałem starą

cegielnię. W takich miejscach chłopcy grali w rosyjska ruletkę.

Chopper nie lubił cyrku, wiec poszedłem sam z kamerą, światłem i dźwiękiem. Wcześniej

kupiłem w sklepie pistolet, zabawkę, taki bębenkowiec. Ustawiłem „złom”,

pojawił się Chopper. Usiadł przy stole, wyciągnął piwo, whiskey i skręta

wielkości cygara.

– piwo?…

– może jak skończymy, w pracy nie piję….

– whiskey?….

– nie, no mocnych trunków w ogóle nie pijam….

– no to piwo….

Rzucił we mnie puszką. Dobre, zimne. Chopper wypił whiskey, zapalił skręta

i dmuchnął we mnie.

– no, to słucham….co cię interesuje?….co chcesz wiedzieć?….

Spojrzałem na jego mordę i pomyślałem, że te moje pytania nieprzespanej

nocy są gówno warte, bo nic mi nie powie. Popiłem papierosa piwem,

wyciągnąłem zabawkę i położyłem bębenkowca na stole.  Zerknął – jakiś

dziwny błysk. Chopper z zabawką w ręku, to dla niego kolejne pięć lat.

– co to jest?…

– to jest pistolet na kapiszony…..

– widzę…

– chcę zagrać z tobą….

Ten błysk, to było odbicie mojego światła w srebrnym uśmiechu Choppera. Po

butelce whiskey, kilku piwach, trzech cygarach i sześciu kapiszonach

wiedziałem wszystko o rosyjskiej ruletce.

– ….ale skąd wiedziałeś, kiedy odejść od stołu?….

Chopper oślepił mnie swoim uśmiechem.

– wyłącz to gówno, synku….

Wyłączyłem kamerę, światła, ale zostawiłem dźwięk. Chopper łyknął kolejną

whiskey i był już trochę wstawiony, ale dopiero wtedy był sobą. Wyjął

pistolet i położył na stole. Z drugiej kieszeni wyjął jedną kulę i postawił

obok bębenkowca.

– no, to teraz możemy zagrać….

Spojrzałem na jego oczy bazyliszka.

– nie…no słuchaj….ja nie potrafię….

– zaraz cię nauczę, synku…nie bój się, to nie boli….

Po czym włożył kulę do bębenka, zakręcił i zamknął. Położył rewolwer na

stole.

– kto kręci?….

– słuchaj, Mark, już wszystko wiem….zostawmy to….

– gówno wiesz…boisz się synku….gówniarzu pierdolony…chcesz kręcić

coś, czego nie rozumiesz…..mam nadpiłowany rewolwer….zawsze wiem, kiedy

kula jest w lufie…teraz też wiem….

Zakręcił. Lufa gdzieś obok. Zakręcił raz jeszcze. Padło na niego. Przyłożył

rewolwer do skroni. Po chwili uśmiechu położył broń na stole.

– …ale są wyjątki….

Wziął rewolwer i przystawił mi do czoła. Chwyciłem poręcze krzesła do bólu.

 

– ….jest kurwa pierdolona kula w lufie, czy nie jest?….mów,

szczeniaku….jest, czy nie jest?….

To niemożliwe, pomyślałem.

– …jest, czy nie?…

– …nie….nie ma kuli w lufie…..

Chopper przyłożył sobie bron do skroni i pociągnął za spust.

– ….no, to teraz możemy pogadać….słucham?….

– …na dziś wystarczy….muszę porozmawiać z Lisą….

Zadzwoniłem do Lisy.. Telefon zajęty. Dzwoni Lisa.

– cześć Jacek, no, będę za pięć minut…..idziemy na kolacje…..

Minutę później pojechaliśmy do jakiejś knajpy.

– no i jak?….słyszałam, że zdjęcia dobre….

– jakie kurwa zdjęcia?….słuchaj, ja nie będę tego robił….dzisiaj prawie

się posrałem….

– tu jest plan, kontrakt, bilety, kasa na wydatki itd.….

– Lisa, weź kogoś innego….

– co ty, popierdoliło cię?….dzwonił Chopper i powiedział, że jeśli ty nie

będziesz tego robił, to nie będzie dokumentu….powiedział, że nie srasz ze

strachu….

….