Potem wyszliśmy przed domek, gdzie mieszkała moja Stefa.
Ująłem Ją pod rękę i podążyliśmy do moich rodziców.
Nasz dom tonął w kolorach ogródka i zapachach kwitnącego sadu.
Wiosenne drzewa wyglądały jak panny młode.
Zatrzymaliśmy się na progu domu , wdychając oszałamiający zapach kwitnących śliw.
Ale już ktoś nas zobaczył i po chwili wołano do nas , że obiad na stole.
Tam już wszyscy czekali . Rodzinka była liczna i kołem zasiadała wokół ogromnego stołu.
Weszliśmy w te gościnne progi.
Smakowite zapachy obiadowe aż kręciły w nosach.
Powitano nas serdecznie.
Mama przytuliła Stefę ciepło, a Ojciec objął ją szerokim ramieniem i widziałem że ma łzy w oczach.
Widać było, że bardzo lubi tę zagubioną w dalekim świecie dziewczynę, chce ją chronić i pokazać, że już należy do jego rodziny.
W czasie obiadu atmosfera była miła, rozmowy o wszystkim i o niczym.
Wieczorem poszliśmy do kościoła a potem na długi spacer brzegiem lasu sąsiadującego z granicą.

