Dziś nie będzie patetycznie, ani tkliwie. Tylko zwyczajnie , najprościej ….
Jurek poproszony kiedyś o wykonanie zdjęć naszego Collegium Anatomicum – szczególnie wnętrz – właśnie przysłał ich całą serię. Świetne kadry, ręka „ mistrza „ dokumentu…. Musiałam zmienić plany i piszę na gorąco – trzymając w dłoni ( tzn. w laptopie) te „ciepłe” jeszcze zdjęcia …. Bo to wszystko działo się dziś….
Najpierw było zaproszenie na uroczystość pożegnania kilku osób przechodzących na emeryturę w Zakładzie Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu , gdzie Jurek pracuje jako biegły sądowy – początkowo nie miał ochoty tam przybyć, bo dużo innych obowiązków, ale tak ładnie prosili …
A więc stara biblioteka Zakładu Medycyny Sądowej, ze zbiorami pamiętającymi Tatę Jurka, Prof. Tadeusza Marcinkowskiego , który jako jeden z nielicznych pracowników przesiadywał w niej w każdej wolnej chwili od rana do wczesnej nocy. Interesowało Go tak wiele tematów – tak dużo czytał – stale czytał – gromadził te zbiory – pięknie wydane a teraz tak rzadko brane do ręki, bo inne czasy, inni ludzie , większy pęd życia i czasu brak nie tylko na czytanie ale i na refleksje …
Tak więc Jurek pewnie spożył coś co było na stole, pewnie z kimś pogadał a może zatopił się we wspominaniu swego Ojca, nie wiem.
Ale potem – potem jednak dotarła do Niego – moja prośba o zdjęcia – więc samotnie wędrował korytarzami – i fotografował, fotografował, fotografował – nie wiem, czy z przejęciem i z własnymi wspomnieniami czy tylko z myślą o nas, którzy daleko od Poznania ….
a może Jurek , wędrując pustymi korytarzami, przemierzając nasze tak dobrze zapamiętane piękne schody Collegium Anatomicum , myślał o tylu pokoleniach medyków, które były przed nami i które po nas przyszły – wszystkie zostawiły ślady swoich stóp na posadzkach tego gmachu, na tych schodach tak jak my siadały z książkami czekając na zajęcia, które drżały z lęku przed asystentami z natury rzeczy chyba ostrymi czasem złośliwymi , które tak jak my bały tego momentu – który do tej pory miało tajemną, mroczną jednoznaczną nazwę – zwłoki ludzkie i sekcja. Które jak my przechodziły tu swój „ chrzest bojowy” – jak kiedyś marynarze – pierwszy widok stołu sekcyjnego z tym, który był kiedyś żyjącym człowiekiem.
I które jak my tu hartowały swój charakter, tak długo przełamując słabości aż w końcu już nie mdlały od zapachu formaliny , krwi i ludzkiej złośliwości … .
Tak, na pewno Jurek wykonując te zdjęcia dla nas, którzy daleko, myślał o przemianie pokoleń, o tych którzy tak samo jak my w tym 1965 roku stali na dziedzińcu Anatomicum , jak spłoszone stadko gdy był ich pierwszy studencki dzień……
Wszystkie zdjęcia wykonał dziś Jerzy T. Marcinkowski – dla nas , dla wszystkich medyków którzy corocznie, od 1930 roku – pełni młodzieńczej energii, wiary w przyszłość, chęci niesienia pomocy ludziom i zupełnie nieświadomi życia – tu, na tym dziedzińcu Collegium Anatomicum stawiali swoje pierwsze kroki na otwartym już wcześniej, bo w 1920 roku Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Poznańskiego , a od 1950 roku – wyodrębnionej ze struktur Uniwersytetu – naszej Alma Mater – jak to brzmi dumnie – Akademii Medycznej w Poznaniu ( potem przemianowanej na Uniwersytet Medyczny ) ….
Budynek został zaprojektowany przez Edwarda Madurowicza i Rogera Sławskiego jako Pałac Sztuki i był prestiżowym obiektem Powszechnej Wystawy Krajowej ( 1929) , a rok później, po jej zakończeniu przekazano go Wydziałowi Lekarskiemu Uniwersytetu Poznańskiego. Znajdował się w nim Zakład Anatomii i Medycyny Sądowej. Podczas II wojny światowej w krematorium Zakładu Medycyny Sądowej , spłonęło 8000 ofiar zbrodni nazistowskich, między innymi więźniów Fortu VII.
Dziękujemy Ci, Jurku za ten dzień pięknych zdjęć, za ” upolowanie” obiektywem czasu, gdy wielka tam pustka – jakby specjalnie dla nas, dawnych studentów byśmy podążając za Tobą , mogli wypełnić te przestrzenie swoimi wspomnieniami i za wzruszenie, które nam dałeś ….





















