Z pamiętników Jerzego T. Marcinkowskiego ( 17 ). Collegium Anatomicum.

Dziś nie będzie patetycznie, ani tkliwie. Tylko zwyczajnie , najprościej ….

Jurek poproszony  kiedyś o wykonanie zdjęć naszego Collegium Anatomicum – szczególnie wnętrz – właśnie przysłał ich całą serię. Świetne kadry, ręka „ mistrza „ dokumentu….  Musiałam zmienić plany i piszę na gorąco –  trzymając w dłoni ( tzn. w laptopie)  te „ciepłe” jeszcze zdjęcia …. Bo to wszystko działo się dziś….

Najpierw było zaproszenie na uroczystość pożegnania kilku osób przechodzących na emeryturę w Zakładzie Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu , gdzie Jurek pracuje jako biegły sądowy – początkowo  nie miał  ochoty tam przybyć, bo dużo innych obowiązków, ale tak ładnie prosili …

A więc stara biblioteka  Zakładu Medycyny Sądowej, ze zbiorami pamiętającymi Tatę Jurka, Prof. Tadeusza Marcinkowskiego , który jako jeden z nielicznych pracowników przesiadywał w niej  w każdej wolnej chwili od rana do wczesnej nocy. Interesowało Go tak wiele tematów – tak dużo czytał – stale czytał – gromadził te zbiory – pięknie wydane a teraz tak rzadko brane do ręki, bo inne czasy, inni ludzie , większy pęd życia i czasu brak nie tylko na czytanie ale i na refleksje …  

Tak więc Jurek  pewnie spożył coś co było na stole, pewnie z kimś pogadał a może zatopił się we wspominaniu swego  Ojca, nie wiem.

Ale potem – potem jednak dotarła do Niego –  moja prośba o zdjęcia – więc samotnie wędrował korytarzami – i fotografował, fotografował, fotografował  – nie wiem, czy z przejęciem i z własnymi wspomnieniami  czy tylko z myślą o nas, którzy daleko od Poznania ….

a może Jurek ,  wędrując pustymi korytarzami, przemierzając nasze tak dobrze zapamiętane piękne schody  Collegium Anatomicum , myślał o tylu pokoleniach medyków, które były przed nami i które po nas przyszły – wszystkie zostawiły ślady swoich stóp na posadzkach tego gmachu, na tych schodach tak jak my siadały z książkami czekając na zajęcia, które drżały z lęku przed asystentami z natury rzeczy chyba ostrymi czasem złośliwymi , które tak jak my bały tego momentu – który do tej pory miało tajemną, mroczną jednoznaczną nazwę – zwłoki ludzkie i sekcja. Które jak my przechodziły tu swój „ chrzest bojowy” – jak kiedyś marynarze – pierwszy widok stołu sekcyjnego z tym, który był kiedyś żyjącym człowiekiem.

I które jak my tu hartowały swój charakter, tak długo przełamując słabości aż w końcu już nie mdlały od zapachu formaliny , krwi i ludzkiej złośliwości … .

Tak, na pewno Jurek wykonując te zdjęcia dla nas, którzy daleko, myślał o przemianie pokoleń, o tych którzy  tak samo jak my w tym 1965 roku stali  na dziedzińcu Anatomicum ,  jak spłoszone stadko gdy był ich pierwszy studencki dzień……

Wszystkie zdjęcia wykonał dziś  Jerzy T. Marcinkowski – dla nas , dla wszystkich medyków którzy corocznie, od 1930 roku – pełni młodzieńczej energii, wiary w przyszłość, chęci niesienia pomocy ludziom i zupełnie nieświadomi życia –  tu, na tym dziedzińcu Collegium Anatomicum stawiali swoje pierwsze  kroki   na otwartym już wcześniej, bo w 1920 roku Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Poznańskiego , a od 1950 roku  – wyodrębnionej ze struktur Uniwersytetu –  naszej  Alma Mater – jak to brzmi dumnie –  Akademii Medycznej w Poznaniu  (  potem przemianowanej na Uniwersytet Medyczny ) ….

Budynek został zaprojektowany przez Edwarda Madurowicza i Rogera Sławskiego jako Pałac Sztuki i był prestiżowym obiektem  Powszechnej Wystawy Krajowej ( 1929) , a rok później, po jej  zakończeniu  przekazano go  Wydziałowi Lekarskiemu Uniwersytetu Poznańskiego. Znajdował się w nim  Zakład Anatomii i Medycyny Sądowej. Podczas  II wojny światowej w krematorium Zakładu Medycyny Sądowej , spłonęło  8000 ofiar zbrodni  nazistowskich, między innymi więźniów Fortu VII.

 

Dziękujemy Ci, Jurku za ten dzień pięknych zdjęć, za ” upolowanie”  obiektywem czasu, gdy wielka tam pustka – jakby specjalnie dla nas, dawnych studentów byśmy podążając za Tobą , mogli wypełnić te przestrzenie  swoimi wspomnieniami  i za wzruszenie, które nam dałeś  ….