Z opisaną poprzednio historią wiąże się jeszcze jedno . Gdy wracam wspomnieniami do tamtych wczesnych lat 70 ubiegłego wieku nie mogę o tym przestać myśleć.
Otóż opisana pacjentka otrzymywała zastrzyki.
W tamtych czasach nie było sprzętu jednorazowego. Zwyczajowo gotowano strzykawki i igły w metalowych pojemnikach. Wówczas uzyskiwano temperaturę ok. 100 stopni.
Jednak wirusy zapalenia wątroby, wówczas zresztą jeszcze nie poznane, giną w temperaturze znacznie wyższej.
A tzw. autoklawów , gdzie osiągano pożądaną temperaturę, ok. 200 stopni C, w przychodniach nie było. Zobaczyłam taki dopiero trochę później, w szpitalu im Dzieci Warszawy, gdzie m.in. hospitalizowano dzieci z żółtaczką.
Tak więc istniało ogromne prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że ona, zarażona tym wirusem, dalej go przekazywała .
Jak przez mgłę przewija mi się myślenie, że ona miała swoje igły. Te poradniane były tak tępe, że z reguły namawiałam pacjentów, by kupowali dla siebie. Były dostępne w każdej aptece. Może to tylko takie myślenie życzeniowe, by zabić wyrzuty sumienia.
Może gdybym zawczasu pomyślała….chyba też nic by nie dało, bo wiedza w tamtych czasach na była w porównaniu z aktualną, nikła.
Jest jeszcze jedna możliwość. Być może , że ta pani chorowała na tzw. żółtaczkę pokarmową, gdzie droga zakażenia jest inna.
W tamtych czasach , we wczesnych latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku diagnostyka wirusologiczna zapaleń wątroby dopiero raczkowała….
Były to lata 1971-1975.
Wirus zapalenia wątroby B został wyizolowany w połowie lat 60 XX wieku. Ale dopiero na początku lat 80 XX wieku wprowadzono odpowiednie testy diagnostyczne i szczepienia.
Wirusa zapalenia wątroby C wyizolowano dopiero w 1989 roku. Przedtem podejrzewano, że może być jeszcze jakiś wirus poza A i B- nawet stosowaliśmy określenie wirusowe zapalenie wątroby nie A i nie B.
Aktualnie jest już wyizolowanych pięć typów wirusów zapalenia wątroby.
A ile jeszcze podobnych pozostaje nieodkrytych.
Zresztą w naszych czasach w ogóle znaczenie wirusów narasta. I wg opinii fachowców to one staną się naszą plagą.
Zresztą obecny przebieg zakażenia wirusem RSVRespiratory syncytia virus) u moich wnuków i chyba u mnie i Mirka przeczy temu, co przeczytałam w wikipedii i podręcznikach medycyny. Wg tych źródeł u starszych dzieci i dorosłych powoduje dość łagodną chorobę górnych dróg oddechowych , Ciężko chorują młode niemowlęta i ludzie , którzy mają zmniejszoną odporność ( otrzymują leki immunosupresyjne, mają defekty genetyczne, czy są zakażeni HIV).
W naszym wypadku , jak i u przedszkolnych kolegów Wiktora przebieg choroby był długotrwały i uporczywy. Potem zachorował 5 miesięczny brat Wiktora, nasz najmłodszy wnuczek—Patryk, który w rezultacie wylądował w szpitalu.
Dla rozpoznania przydatny jest wczesny test wykonywany ze śliny chorego, który może potwierdzić obecność tego wirusa . Młodszy wnuk, Patryk, brat Wiktora, miał wykonany taki test przed przyjęciem do szpitala. Po uzyskaniu wyniku potwierdzającego, znalazł się w sali, gdzie leżały dzieci z tą samą chorobą.
Objawy choroby były podobne, podwyższona ciepłota ciała, kaszel, katar, ogromna ilość wydzieliny i obturacyjne zmiany osłuchowe w oskrzelach .
Po wykluczeniu nadkażenia bakteryjnego poprzez oznaczenie białka ostrej fazy = CRP, które było prawidłowe stosowano jedynie leki objawowe- nawadnianie, inhalacje z lekami rozkurczającymi oskrzela. Nie podawano antybiotyków co kiedyś było rutyną.
Świat się zmienia….
