Na marginesie oglądanego filmu ” Papusza”.

 

Minione Święta i obserwacje nieba odsunęły trochę temat obejrzanego niedawno filmu pt.„ Pausza”. Ale dla zamknięcia  moich rozmyślań o Cyganach , filmie i gorzowskich czasach muszę wrzucić jeszcze kilka słów.

      W poprzednim omówieniu tego filmu, nie chciałam wpisywać tych treści, by nie zanudzać w tym dniu a także nie rozmyć podstawowego tematu, który miał być w końcu minirecenzją filmu. Może nieudolną, ale własną.

    Na wstępie jedno moje wspomnienie, uruchomione przy okazji.

Gdy przed kilku laty znaleźliśmy się w Nałęczowie, zobaczyłam afisz informujący, że w miejscowym kinie będzie wyświetlany film „ Nikifor” reżyserii tego samego małżeństwa, które „ Papuszę” zrealizowało- pp. Krauzów. Pomimo, że moja wiedza filmowa jest niewielka, nie śledzę i nie oglądam na bieżąco aktualnie realizowanych filmów, ten chciałam obejrzeć. Poszliśmy więc do kina.

I tutaj pełne zaskoczenie. Kino stareńkie, z estradą i czerwoną kurtyną, pachnące kurzem i tym nieuchwytnym trudnym do zdefiniowania zapachem kina po prostu, kina z mojego dzieciństwa.

I seans się rozpoczął i wchłonął swoją bezdyskusyjną urodą, piękną narracją. Opowiadanie o tym malarzu prymitywiście płynęło pięknie, harmonijnie, bez zawirowań, niespokojnych powrotów.

Płynęło jak czas, jak chmury na niebie, jak ludzkie życie .

Pewnie to  zasługa niezapomnianej roli Krystyny Feldman a może jednak lepszej realizacji .

     I teraz, gdy znalazłam się w Ciechocinku, film „Papusza” też  sam przyszedł do mnie. Ciechocinek  znajduje się w pobliżu Inowrocławia, gdzie zmarła i jest pochowana Papusza.

Już na wstępie kino nie miało tej magnetycznej mocy jak to stareńkie w Nałęczowie.

   Nie taję, że w czasie oglądania „ Papuszy” przeszkadzał mi filtr , który nosiłam w sobie. Tym filtrem, który wyostrzał spojrzenie krytyczne było wspomnienie z dzieciństwa – konfrontacja tamtych Cyganów i filmu. Nikifora nigdy nie widziałam w realu, a  Cyganów widziałam i ich radość i smutę i Papuszę pamiętam…..

   Film został zrobiony na podstawie książki Angeliki Kuźniak. Stale się zbieram, by zakupić tę pozycję i poczytać i posmakować. Jak na razie jest to w sferze moich planów.  Bardzo ciekawie pisze na temat autorki i Papuszy przy okazji Krystyna Kamińska. Warto zajrzeć do tego, co tym linkiem się otwiera.

  

http://www.echogorzowa.pl/news/31/czytaj-ze-mna/2013-08-22/papusza-jak-dziki-zajac-5128.html

 

   I na koniec  jeszcze jedno.

W tym filmie nie znalazłam mojego miasta rodzinnego- Gorzowa. A przecież to tutaj Papusza spędziła 30 prawie ostatnich lat swojego życia …..

Twórcy filmu podają w wywiadach zmieszczonych w necie, że Gorzów jest położony nieomal przy samej granicy niemiecko-polskiej, więc dzieli go zbyt duża odległość od Warszawy. Umieszczenie tutaj choć części akcji byłoby zbyt kosztowne.  

Dlatego był realizowany tam, gdzie Papusza nigdy nie była, nikt jej tam nie znał i wcale nie blisko od stolicy, bo w Olsztyńskiem i Nowosądeckiem ( gdzie nota bene „ kręcono” Nikifora).  

     Nie wiem, czy jest to jedyna prawdziwa przyczyna nieobecności  Gorzowa w filmie.

I snuję  swoje spekulacje na ten temat.

Tutaj mieszkają pobratymcy Papuszy, jej rodzina i jeszcze żyje wielu ludzi, którzy ją pamiętają. To tutaj wróżyła mieszkańcom, spotykała się z niechęcią i wrogością swojego ludu za to, że wyszła ze swojego środowiska, była nagradzana przez władze a nawet jak twierdzą, zdradziła tajemnice cygańskie.

I może twórcom filmu to właśnie przeszkadzało.

Atmosfera Gorzowa jest zbyt nasycona emocjami do których należy poza dumą, że tutaj tworzyło się Terno i Papusza swoje poezje mówiła , niechęć a czasami nawet wrogość. Coś takiego gęstego i lepkiego  wisi w tutejszym powietrzu , wiem o tym od gorzowskich znajomych z którymi utrzymuję kontakt.

Może wreszcie w Gorzowie nie zaakceptowano by urody odtwórczyni głównej roli, pani Jowity Budnik, bo tak naprawdę nie przypomina Cyganki a tym bardziej Papuszy.

    Tak więc Krauzowie wybrali miejsca gdzie  wyczuwali chłodny dystans do tego tematu i łatwiej było pobudzić entuzjazm wśród uczestniczących w realizacji Cyganów.  

Jednak staram się znaleźć jakąś przyczynę zewnętrzną, być może bardziej obiektywną.

I wymyślam, że  w Gorzowie twórcy filmu, może nie znaleźliby takich starych wnętrz, jakie pokazano w filmie. Gorzów jest wprawdzie miastem poniemieckim ale stosunkowo młodym, więc i kamienice raczej duże, chłodne. Może gorzowianie ze mną się nie zgodzą i wskażą miejsca odpowiadające klimatem . Chociaż pisząc te słowa się zawahałam, bo jednak przypomniałam sobie jeden  stary dom na skraju ul. Kosynierów Gdyńskich . Przy tej ulicy mieszkała Papusza, ale nie w tym domu. Jest niewielki i mroczny. Do mieszkań wchodzi się przez bramę a dalej krętymi wąskimi ciemnymi schodami . Tam kiedyś mieszkali moi krewni.  Czyli można było filmować Papuszę w Gorzowie.

Tak więc ta  moja próba obiektywnego wytłumaczenia nieobecności Gorzowa w tym filmie odpada.

     Przyznam, że sama się wpędziłam w meandry tych rozmyślań, bo mam za dużo własnych emocji związanych z Cyganami i Papuszą i niestety za dużo pamiętam co niewątpliwie przeszkadzało w odbiorze filmu jak i przy obecnych rozważaniach.

Poddaję się, moja próba chłodnej oceny legła w gruzach…

      By poprawić sobie nastrój zaglądam do folderu, gdzie przechowuję zdjęcia które wykonałam w 2009 roku, czasie gorzowskiego festiwalu kultury cygańskiej pt. Romane Dyvesa. Zapraszam do tego świata który już jest artystyczną fikcją….a także znajduję gorzowskie ślady Papuszy, wyklętej poetki cygańskiej ….i wracam do Gorzowa, mojego Gorzowa….

 

 

aleĹź spĂłdnice.JPG

 

 

ładne.JPG

 

 

w_tancu(2).JPG

 

 

PapuszaTablica.JPG

 

 

P6120569.JPG

 

 

Papuszapomnik.JPG

 

 

Info z netu, zdjęcia własne już kiedyś zamieszczone w portalu MM Gorzów i blogu Jana