
Były późne lata 90 ubiegłego wieku.
Moi 90 letni Rodzice stopniowo odchodzili od nas. Los nie szczędził im cierpień, znacznego zniedołężnienia i bezradności i równocześnie okrutnie pozostawił Im jasny przenikliwy młodzieńczy umysł . To zderzenie zaniku sił fizycznych przy mentalności jasnej i przejrzystej było trudne do zniesienia nie tylko dla Nich ale i dla nas, którzy na to patrzyliśmy bezradnie.
Nie umiałam sprostać prośbom mojej głuchej ślepej i bezwładnej Matki, by skrócić Jej życie. Wielokrotnie mówiła: jesteś lekarzem, to wiesz jak to zrobić bym się już nie męczyła. Spanikowana odpowiadałam, że jeśli tak uczynię, pójdę do piekła a tymczasem Mama zajmie pozycję wypoczynkową w niebie. Na jakiś czas ta argumentacja docierała do Mamy, ale nie na długo. Nigdy, nigdy nie miałam pomysłu, by dokonać tego o co prosiła. Czy było to z mojej strony okrucieństwo, czy lęk , nie wiem.
Do tej pory nie znajduję odpowiedzi.
Jednego tylko byłam pewna i to obiecywałam- szczególnie Tacie, który po odejściu Mamy prosił, aby nigdzie Go nie oddawać . Udało się bez szpitala, chociaż taki był w domu- kroplówki, leki, zabiegi pielęgnacyjne.
Płynęły lata.
Starsi ludzie mają zwykle odwrócony rytm dobowy. Śpią w dzień, podczas gdy czarna noc staje się czarną dziurą dla nich i dla otoczenia. Próby podawania odpowiednich leków spełzły na niczym, gdyż działanie ich było opaczne, odwrotne do zamierzonego. Nawet po niewielkich dawkach leków uspokajających czy nasennych Mama miała omamy, była pobudzona i oczywiście nadal bezsenna nocami.
Dlaczego o tym opowiadam? Pewnie by przelać na papier swoją przebytą traumę i doświadczenia, ale też po to, by przedstawić trudności z którymi spotkałam się w życiu. Tkwiłam rozdarta pomiędzy dużą rodzinę ( na szczęście dzieci były już duże, same się obsługiwały a także pomagały w opiece nad Dziadkami, których darzyły miłością, szacunkiem i przyjaźnią) .
Początkowo syn , który zamieszkał u Dziadków przez całe noce dyżurował przy Babci. W tym czasie Dziadek jeszcze w miarę sam się obsługiwał. W dzień chłopak pędził na zajęcia studenckie. Doprowadził do tego, że Mama wreszcie się zgodziła się na zakładanie pampersa, bo przedtem co dwie godziny czując parcie na mocz prosiła o zawożenie do toalety. Wiąże się z tym nawet zabawne wydarzenie. Otóż przełom w myśleniu Mamy się pojawił po namowach wnuka. Użył on argumentacji , która była trudna do podważenia. Oznajmił, że gdy pracował we Francji , widział jak wszyscy wsiadając do samochodu zakładają pampersy, by przy wielogodzinnych korkach nie mieć problemów.
Nie wiem jak wytrzymywał taki napór męczących obowiązków, ale dzielny był bardzo. Pewnie przydało mu się takie doświadczenie, gdy już został lekarzem i stawał twarzą w twarz z chorymi ludźmi.
Najmłodsza kilkunastoletnie wtedy córka wpadała często do Babci, pełniła dyżury w dzień i pomimo swojej mikropostury potrafiła posadzić bezwładną babcię na tapczanie, nakarmić . Potem , gdy sytuacja nabrzmiewała a uznałam, że dzieci muszą normalnie żyć, ja przeniosłam się do Rodziców i noce były moje.
Nie zapomnę tych chwil, kiedy usiłowałam się zdrzemnąć a po chwili Mama prosiła by Ją podrapać po nosie lub przełożyć Jej rękę, etc. Można sobie wyobrażać jak się czułam rano, czekając na oschłą obojętną polską pielęgniarkę, która mnie zmieniała i domagała się coraz większych kwot pieniędzy nie robiąc właściwie nic.
I w szczytowym momencie tych trudów , gdy czułam się jak w matni , w sytuacji beznadziejnej, bez wyjścia rozpoczęłam marzyć by zasnąć snem wiecznym i pozbyć się problemów. Nie miałam już siły tak żyć.
I wówczas mąż przyniósł informację od znajomego, że jemu w podobnej sytuacji bardzo pomogły dziewczyny z Ukrainy. Postarał się o numer telefonu do polecanych pań mieszkających za naszą wschodnią granicą, w okolicach Stanisławowa, zadzwonił i całkiem niespodziewanie już następnego dnia zjechała do nas Pani Natalia.
Byliśmy zdziwieni tak szybkim przybyciem, ale pewnie była wolna, w potrzebie finansowej i miała pewne wiadomości od tych znajomych jak wygląda nasz dom . Uwierzyła, że da radę.
Ładna czarna energiczna kobieta ,jeszcze zmęczona podróżą , od razu stała się moim wybawieniem.
To był przełom w moim życiu. Bez wahania mogę powiedzieć, że uratowała mi życie a jeśli nie życie to na pewno zdrowie. Bo jak długo można było tak żyć. Po upiornych nocach codzienne dojazdy ponad 3o km trasą do pracy i tam działanie przez wiele godzin. Oczywiście o żadnych wyjściach z domu, rozrywkach urlopach czy weekendowej działce nie było mowy.
Teraz wszystko nabrało innego kolorytu. Był czas na spanie, bezstresową pracę z pacjentami . A oczywiście codzienne wizyty u Rodziców tak bardzo nie bolały, bo wiedziałam, że jest z nami Duch Opiekuńczy.
To Pani Natalia była stale obok , ciepła, troskliwa, zaangażowana , dobra, bliska.
Przecież mogła byle jak wykonywać swoje czynności, bez zaangażowania, brać pieniądze i niewiele dawać w zamian. Było inaczej. Mieszkanie lśniło, sama sobie gotowała jakąś strawę i Rodzice byli zadbani, bez odleżyn i innych objawów przewlekłego leżenia.
Po miesiącu nieustannego czuwania, tak jak było w planie przyjechała kolejna Ukrainka, Pani Olga. Ta duża, łagodna kobieta wniosła swoją delikatność i pracowała tak jak Pani Natalia przez całe dni i noce. Panie zmieniały się co miesiąc. Dotrwały do końca życia najpierw Mamy, potem Taty. Towarzyszyły mi przy umieraniu Rodziców., wspierały obecnością, pomocą i dobrym słowem. Pani Natalia bardzo przeżywała pogarszanie stanu zdrowia i odejście mojego Taty. Mówiła, że przypominał się Jej ojciec, którego bardzo kochała i też pielęgnowała do czasu śmierci.
Poza wymienionymi zaletami Pań z Ukrainy , co wynikało z ich pracy, wielokrotnie opowiadały o życiu w ich kraju. Słuchałam z zainteresowaniem, zapamiętałam i teraz to do mnie wraca, gdy Ukraina walczy.
Pani Natalia opowiadała, że w swoim rodzinnym mieście pracowała w banku, niewiele zarabiając i w dodatku pensje były wypłacane bardzo nieregularnie. Podjęła więc decyzję przyjazdu do Polski. Opłacała edukację córki , pomogła synowi wybudować dom. Od dawna była wdową samotnie wychowującą troje dzieci. Dzielna walcząca kobieta.
Opowiadała mi o czasach które wspominali jej starsi sąsiedzi na Ukrainie. Podobno powszechnie się mówiło, jak to było dobrze w czasach „za Polski”. Potem zgodnie w wytycznymi władz komunistycznych na urodzajny czarnoziem ukraiński wjechały ciężkie traktory i uszkodziły cienką warstwę pięknie rodzącej do tej pory ziemi.
Przyszła przerażająca nędza…
I gdy widzę ukraińską flagę czuję ciepło. Bo pani Natalia mi objaśniła dlaczego są na niej takie kolory.
Niebieski- to niebo nad Ukrainą a żółty – to dojrzała pszenica pod nim…
piękne…
I myślę o ludziach mi bliskich na niedalekiej walczącej teraz Ukrainie i życzę im spełnienia marzeń wolności . I by ta wolność nie przysłoniła innych haseł takich jak równość i braterstwo, czego zabrakło u nas….Trzymajcie się kochani!
Pozdrawiam moje Wybawicielki, panią Natalię i Panią Olgę oby dobry Bóg odpłacił Im za serce, wysiłek i pomoc….

Bratki z mojego ogrodu w barwach flagi Ukraińskiej i z przesłaniem braterstwa…
