” Niczego nie żałuję”

 

C:fakepathpiaf-1.jpg

Zdj z Wikipedii

 

Jakże pięknie, inaczej niż po polsku brzmi to zdanie w języku francuskim. 

To drapieżne  „r „ brzmiące wieloznacznie toczące się jak echo z pięknym zwinięciem końcowym„ ę” . Cudna jest francuska wymowa ” rien” tego co po polsku miękkim ” nic” wyrażamy , w ogóle ten język ….ale koniec zachwytów nad językiem i jednym wyrazem …

    Każde słowo, każda piosenka Edith Piaf to niezwykłe zderzenie kruchej maleńkiej ( 147 cm wzrostu miała) delikatnej nieporadnej wielookiej istotki z potęgą jej drapieżnego głosu i ekspresją dramatu który nam przekazuje….

    O życiu tej Śpiewaczki i Pieśniarki, wszyscy już chyba wszystko wiedzą. Że była dzieckiem ulicy , porzucona przez matkę (która chciała być  artystką a w efekcie została upodloną narkomanką ) , wychowywana przez czułe prostytutki w domu publicznym ( tam  jej babka była szefową) , wędrująca z ojcem cyrkowcem ( który ją wydarł z tego burdelu) a potem z przyjaciółką z ulicznymi występami, gdzie zarabiała śpiewając.

I wreszcie zauważona na tej ulicy wydobyta  na salony , nauczona poprawnej wymowy i gry ciałem a szczególnie tym co miała piękne- dłońmi. I nazwana Wróbelkiem . Bo Piaf to nie jej prawdziwe nazwisko a Piaf w jej języku to właśnie wróbelek.  

Potem sławą owiana, uciekająca w to co było jej najbliższe- do przygodnych knajp i szemranego towarzystwa, zapadająca się i podnosząca. Z wielką swoją miłością, z tragicznym jej końcem…

    Tak wiele o niej wiemy, wszak żyła w dwudziestym wieku…

    I oto w 2007 roku Olivier Dahan napisał scenariusz filmu o Niej i go wyreżyserował. Wybrał do kreowania tej Wielkiej Postaci aktorkę Marion Cotillard, która wspaniale udźwignęła tę trudną rolę. Obejrzałam ten film wczoraj po raz kolejny. Zawsze z jednakowym wzruszeniem i zachwytem. Nie dziwię się, że aktorka otrzymała za tę rolę Oskara. Dla mnie powinna dostać Oskarów co najmniej – naście.

Nie wszyscy krytycy w pełni zachwycali się tym filmem. Ale nie chcę tego czytać, bo mam swoje odczucia…

    Piaf to też moje wspomnienie z wczesnej młodości, gdy siedziałam zasłuchana w czarny winylowy krążek po którym skrzypiąco wirowała igła. Głos i piosenki wciskały mnie w fotel. Młoda byłam, wrażliwa i chłonna wszystkiego a szczególnie emocji.

 I dzisiaj, pomimo, że jak to ładnie nazwał Wiesław Myśliwski „ dotkliwość wieku” znalazła się na mojej twarzy, burzę uczuć hoduję w sobie.

Młodzieńczą , a może mi się wydaje, że jest taka.

Może to tylko starcza skłonność do wzruszeń. Nie wiem.

       Ale jedno wiem, że kocham Piaf i pokochałam ten film o niej….