Moi Mili, wybaczcie, że wstęp będzie typowy : Najpierw muszę po raz kolejny przeprosić Wszystkich, którym zdarzyło się zajrzeć do starych wpisów tego blogu. W czasie przeprowadzki na to miejsce, pogubiły się zdjęcia. Jestem na etapie korekty, ale droga długa i żmudna- bo braki są liczne….
Ale ad rem….
Pomysł opowieści o ludziach i losach niezwykłych podrzucił mi w zeszłym roku Jurek, którego pamiętnik niedawno tu zamieściłam. Pisał prosto- był taki ktoś- kilka słów o nim – i zachęta- napisz o tym po swojemu. Temat ten we mnie zasiany, jakoś kiełkował, by nagle wyrosnąć w opowieść- wszystko się działo poza mną, poza moim umysłem, myśleniem …..powstało kilka opowieści , których cykl nazwałam Opowieści o ziemskich Aniołach . Jurek przedstawił je na corocznej białostockiej konferencji pt. ” Życiodajna śmierć ” – nawet nie wiem jak zostało to przedstawione i odebrane- JTM powiedział tylko, że dobrze 🙂 . Na przezroczach były fragmenty na tle moich zdjęć przyrody a całość niby w materiałach konferencyjnych….zresztą nieważne…….
Opowiedziane przez Jerzego T. Marcinkowskiego a poszerzone o fantazje i opracowane przez Z.K.
Anioły spotykają się o brzasku z cyklu Opowieści o ziemskich Aniołach ( 1 )
Spotykają się codziennie nad ranem, o tej swojej ukochanej godzinie gdy noc usypia a budzi się brzask i przynosi nowe i tajemne chwile w życiu. Każdy wstający dzień witają razem i nieustannie odkrywają jego smaki. Tak więc i teraz przychodzą do swojego ulubionego pokoju z dużymi oknami nieustannie patrzącymi na wschodzące słońce. I nic to, że w ich domu mieszkają już inni , może obcy ludzie. Oni tu wracają bo to ich pora, ich pokój i ich godzina spotkania. Jednak od niedawna nie dążą każde z innej „planety” na to spotkanie, przybywają tu razem, zawsze razem, na wieki….
Siadają po dwóch stronach niewielkiego stolika, naprzeciwko siebie by móc patrzeć sobie w oczy. Stolik przylega jednym bokiem do parapetu z kwiatkami które kiedyś , dawno dawno temu sadzili.
Ona jak zwykle zwiewna, w błękitnej sukience i perełkami na szyi. Tak, zawsze lubiła drobne perełki. Kupił je kiedyś na długim wyjeździe. A ona zawsze czekała. Wychowywała dzieci dbała o porządek w domu i tęskniła. Nazywała go Odyseuszem i żartując mówiła, uważaj na Syreny , mój Mileńki. A on myślał, że jest jak Penelopa wierna i zawsze czeka, czeka cierpliwie , przyjmuje bez słowa wyrzutu, że on swobodny a ona dom dzieci, bez podejrzeń co robił przez te długie miesiące. Przyjmowała go zawsze taka sama, ufna i stęskniona.
Czy nie grzeszył w tym czasie? Być może, nawet dobrze nie pamiętał tamtych kobiet, bo przyfruwały i znikały o świcie z jego życia. Potem szybko zapominał, no nie, nie zapominał, ale stopiły się w jeden obraz szaleństw bez uczucia , po prostu wyżycie zmysłów i tyle . Czy to były zdrady? cdn.


