Śladami mojego Taty. Morze na stepie…

 

 

 

Mój kuzyn, Witold Łukaszewicz urodzony na Kazachstanie

 

 

Dziecko otrzymało imię Witold, po zaginionym ojcu.

Hodował się dobrze, jak na te warunki. Po pewnym czasie już biegał z miejscowymi dzieciakami. A gdy miał trzy czy cztery lata, kiedyś o poranku, zawołała go mama, by wylazł z barłogu i wyszedł przed ich” dom”. Mama wołała, chodź synku, zobaczysz morze. Wybiegł bardzo zainteresowany, bo był ciekawy świata. I zobaczył. Był wielki złoty falujący zielony błękit i szum. To było morze. Prawdziwe. Jego pierwsze.

Długo wierzył, że zobaczył morze. Gdy był trochę starszy  dowiedział się , że to była tylko fatamorgana na stepie…..