Na medycznej ścieżce. Inne przedmioty.

 

Inne przedmioty nie sprawiały problemów. Była to matematyka z elementami statystyki, fizyka , chemia ogólna. Nie musiałam uczestniczyć w zajęciach lektoratu z języka łacińskiego, bo ten przedmiot miałam w LO , a uzyskana wtedy ocena bdb, zwalniała z zajęć na uczelni. Ponieważ jednak mogłam skorzystać z  dwuletniej nauki innego, dowolnego języka- wybrałam angielski. Miałam poczucie niedosytu, bo w domu nie przywiązywano wagi do nauki języków. W szkole podstawowej i LO był obowiązkowy rosyjski, w LO dodatkowo łacina. Po latach się dziwiłam, dlaczego Rodzice nie wysyłali mnie na naukę jakiegoś dodatkowego języka. Może zmęczeni czasami wojennymi, zmuszeni do życia za tzw żelazną kurtyną , w Polsce komunistycznej, przestali wierzyć, że po latach przed młodymi otworzą się  granice.

Więc teraz sama postanowiłam wziąć  sprawę w swoje ręce i nie idąc na łatwiznę ucząc się rosyjskiego, bo takie były możliwości , wybrałam zupełnie mi obcy język – angielski. Z przejęciem wkuwałam słówka, zwroty, jakieś elementy gramatyki. Nawet nauczycielka, wielka, z pomarszczoną buzią  jak suszona śliwka Pani Pietruszanka ( cóż za wspaniała wersja nazwiska- Pietrucha) była  zadziwiona postępami i po dwóch latach zdałam egzamin na czwórkę. Jednak niewiele z tej wiedzy zostało w mojej głowie, pewnie pora wstępnej nauki była za późna. Nauka języków obcych powinna się zaczynać we wczesnym dzieciństwie. Do końca mojej , wprawdzie niewielkiej kariery zawodowej, znajomość angielskiego było moją piętą Achillesową. Być może inaczej ułożyłyby się moje losy, gdybym nie spotykała na drodze tej bariery. A może byłoby tak samo jak było, bo ponoć nasz los układa ktoś z góry. I w efekcie Ten Ktoś   ułożył mój los bardzo dobrze…