Opowieści mojej Mamy. Zaprzyjaźnione myszki.

W pokoiku , który zajmowała moja Mama z koleżanką zamieszkały także myszki.

Mama wielokrotnie opowiadała, że siedziała cichutko i wówczas z norki wyłaniał się wąsaty nosek , potem następny i myszki wdrapywały się na stół, gdzie młode nauczycielki zostawiały im okruchy chleba.

Którejś nocy, mama usłyszała pisk , który się wydobywał spod jej poduszki. Uniosła poduszkę i prześcieradło i zobaczyła , że w sienniku ma swoje gniazdo rodzinka mysia. I właśnie urodziły się młode, co oznajmiały całkiem donośnym piskiem.

Podobno Mama wcale nie była przerażona i nie reagowała na takie sąsiedztwo.

Słuchałam z niedowierzaniem tej opowieści. Do tej pory nie mogę wyjść ze zdumienia, że można było przyjaźnić się z myszami.

Ale Mama opowiadała to z takim uśmiechem i sympatią dla tych stworzonek, że w końcu uznałam, że tak było naprawdę.

Śladami mojego Taty. Jeszcze raz o Edwardzie, jedynym synu Michaliny i Bolka. Utrata nadziei.

 

XIX wieczne wnętrze Kaplicy Ostrobramskiej.

 

 

 

Śladami mojego Taty. Jeszcze raz o tragedii Rodziewiczów- pożegnanie jedynego syna.

Któregoś dnia Michalina i Bolek wreszcie sobie uświadomili, że ich gniazdo zostało puste. Zostali sami. Ich dzieciaki wyfrunęły z domu. Dziewczyny wyszły za mąż za chłopaków, których akceptowali rodzice.

Pradziadowie cieszyli się szczęściem córek, ale do pełni zadowolenia  Michaliny i Bolka zabrakło tylko jednego.

Pewnie nigdy nie może być tak, by rodzina była  szczęśliwa bez reszty.

 Dobrze, że mieli dużo dzieci, ale radość zasłaniała jedna mroczna chmura.  Mieli tylko jednego syna. Ileż wiązali z nim nadziei, myśli o jego przyszłości. Był ukochanym, najmłodszym ich dzieckiem.

I wkrótce rozmawiali tylko o  nim, o Edwardzie.

Ale zanim to nastąpiło, musiało upłynąć wiele wody w ich rzeczce. I któregoś dnia wreszcie   pękła bariera ich indywidualnego smutku.

Długo przedtem siadywali  w mroku pokoju i każde błądziło myślami w swoich regionach. Oddalali się od siebie. Może szukali winy w sobie, może w partnerze. Nie wiemy. Ale zawsze tak jest, gdy dzieje się coś czego nie przewidzieli a jest smutne dla wszystkich.

To nie był zwykły smutek, to była ich tragedia. Otóż ich pupilek, oczko w głowie, miły i ciepły łagodny chłopak się zakochał. Byłoby to naturalne i mogłoby ich nawet cieszyć, gdyby wybranką była jakaś dobra dziewczyna. Ale warunkiem by rodzice ją zaakceptowali musiało być jej  pochodzenie.

Musiała być Polką. Musiała pochodzić z polskiej, patriotycznej rodziny, podobnej do ich rodziny, rodziny Rodziewiczów.

Ale serce Edwarda wybrało Rosjankę. W ich umysłach przez tyle lat kształtowała się nienawiść do tej nacji. A był do tego powód, nieomal cała tragiczna historia Polski  była związana z tym mocarstwem. Nigdy nie było dobrych relacji polsko rosyjskich. 

Rosjanie byli zaborcami i nic tego nie mogło zmienić.

Co czuł Edward nie wiemy, zresztą nikt nie wiedział. Pewnie był zaślepiony miłością i nie pamiętał o przykazaniach wyniesionych z domu. Może jego ukochana była nadzwyczajna , jedyna i wierzył, że jego rodzice się do niej przekonają i zaakceptują wybór. Była przecież zwykłą miłą dziewczyną….Ale ja dalece się mylił. Gdy rodzice się o tym wyborze dowiedzieli, rozpoczęły się bardzo trudne dni w ich rodzinie. Nigdy nie przeżywali takich dramatów. Wydawało się , że nigdy się nie zdarzą. Nie wiemy, czy w ogóle doszło do spotkania Rosjanki z Rodziewiczami. Może jednak ją obserwowali  z daleka, może mieli jakieś informacje na temat jej rodziny. Ale jakichkolwiek by nie odkrywali usprawiedliwień, nie mogli zaakceptować tego związku.

Mieli nadzieję, że z czasem chłopak, napotykając taki odpór w rodzicach, zmieni zdanie, że zakochanie wyparuje z jego głowy, że oprzytomnieje i uzna rodzinne patriotyczne zasady. Gdy widzieli, że rozmowy, przekonywania trafiają na mur jego milczenia, postanowili się modlić. Bardziej intensywnie niż zwykle. Pojechali nawet do ich Matki Boskiej, która zawsze pomagała. Do Wilna nie było daleko, ale podróż trwała długo.

Tam, w Ostrej Bramie weszli na klęczkach, tak jak inni pielgrzymi po wysokich schodach na pięterko, gdzie była Kaplica.

Matka Boska jak zwykle miała nieprzeniknioną twarz. Gdy Michalina podniosła oczy z wielką nadzieją, zobaczyła chłód i obojętność w oczach Matki.

I już wiedziała, westchnęła zrezygnowana i ze spuszczoną głową opuściła Kaplicę.

Na dole  czekał Bolek. Jeszcze szybciej niż Michalina zrozumiał, że ich modły nie docierają do dalekiego nieba i że dalsze błagania nie mają sensu.

Wrócili w milczeniu , z rozpaczą w sercach i niestety ostateczną decyzją. …W domu odbyli jeszcze jedną rozmowę z synem. Ale on nie zmienił zdania. Wobec tego oznajmili mu, że rodzinny dom od tej pory będzie dla niego zamknięty. Wyjechał bez słowa. Nigdy nie wrócił . Czy to była tak wielka miłość, czy tylko urażona duma   a może zwykły trochę dziecinny upór. Nie wiemy jakie uczucia w nim dominowały. 

Upór widywałam w łagodnych oczach mojego Taty , może to było rodzinne…..

Śladami mojego Taty. Rodzinne gniazdo. Raków i okolice.

Na tej mapie nie ma Rakowa. Ale jest położony 36 km na północny zachód od Mińska.

 

Panoramia Rakowa . Na pierwszym planie wyspa na Isłoczy z pradawnym kurhanem. Zdjęcie wykonała Jadzia Lisowa, moja kuzynka, w czasie swojej podróży do Rakowa w 1980 roku.

 

 

W klimacie tego rzewnego kresowego miasteczka i jego bliskich okolic urodzili się moi Pradziadkowie, Dziadkowie i Tato. Aż któregoś dnia przyjechała z dalekiej beskidzkiej wsi , moja Mama – Stefania Jakubiec.

I tutaj przyszło do nich Wielkie Zakochanie i Trwała i Trudna Miłość, ale taka na całe życie.

I dlatego rzecz o miasteczku…..Wybaczcie piszącej….

Raków , to małe miasteczko , na rubieżach dawnej Rzeczypospolitej. Po II wojnie światowej znalazło się na terenie Białorusi. Na załączonej mapie nie widać Rakowa, ale położony jest 36 km na północny zachód od Mińska.

Kiedyś znajdowało się  na  szlaku handlowym z Mińska do Oszmiany.

Gdy się podróżowało pociągiem, należało wysiąść na stacji kolejowej w  Radoszkiewicach i stamtąd trzeba było pokonać  18 km, by zobaczyć Raków.

Raków, jest położony nad rzeką Isłocz ( niekiedy nazywaną Słocz), lewym dopływem historycznej już Berezyny , na piaszczystej  płaszczyźnie, otoczonej malowniczymi  wzgórzami.

O mieszkańcach czasów prehistorycznych świadczy dobrze  zachowane grodziszcze obok  dworu , wielki kurhan na wyspie rzeki Isłocz i znajdowane na jej brzegu narzędzia wytworzone z krzemienia.

Stare grodzisko jest  położone wśród wielkich drzew,  usypane  ok. 5 m nad poziomem łąk , ma kształt wydłużonej podkowy , zwężonej od strony północnej, gdzie znajduje się wejście. Długość wynosi około 66 m a szerokość około 30 m . Na południowym jego krańcu znajduje się taras z wyraźnymi szczątkami ołtarza ofiarnego. Całe grodzisko otoczone jest rowem i wałem powstałym z ziemi wydobytej z rowu. Rów ten miał połączenie z rzeką. Całość miała także znaczenie obronne.

 

W czasach litewskich Raków  należał do wielkich książąt a w 1465  król Kazimierz Jagiellończyk ofiarował miasteczko zasłużonej rodzinie  Kieżgajłłów .

W 1550 ostatnia z  tego rodu wniosła je jako  wiano swojemu mężowi , Janowi Zawiszy- staroście spiskiemu.

W I połowie XVII wieku razem z ręką Anny Zawiszanki Raków  dostał się w ręce Szymona Samuela Sanguszki- wojewody witebskiego.

Sanguszkowie nazwali dobra Rakowskie hrabstwem i przyjęli tytuł hrabiów na Rakowie

W tym czasie miasteczko   przeżywało okres świetności, zarządzali miastem i hrabstwem gubernatorowie a na zamku aż do końca XVIII wieku odbywały się  sejmiki powiatowe.

Sanguszkowie mieli piękną rezydencje w pobliżu miasteczka. Ostatni Sanguszko umarł nie zostawiając potomka.

W okresie 1750-1781 gubernatorem był  ciemnej sławy Józef Szyszkowski.

Po drugim rozbiorze Polski , w  1793 roku,  Raków został odebrany Sanguszkom i oddany przez cesarzową Katarzynę II z licznymi dobrami hr. Mikołajowi Sałtykowowi, feldmarszałkowi wojsk ruskich.

Sąsiadujący Tomasz Świętorzecki, podstoli mścisławski, właściciel sąsiednich Krzywicz wytaczał procesy o granicę, która się przesunęła z powodu zmienionej podczas powodzi koryta rzeczki Połocczanki.

Dochodziło nawet do rękoczynów, ale w końcu w 1800 roku doprowadzono  do ugody zwaśnionych sąsiadów. Świętorzecki zrzekł się owej łąki a dominium rakowskie oddało młyn, zwany Borek z groblą na rzecce Wisnozie.

Niedługo potem , bo w 1804 roku Sołtykow  sprzedał  Raków Wawrzyńcowi Zdziechowskiemu. I od tej pory mieszkały tam 4 pokolenia tego rodu.

Tu urodził się ok. 1860 roku Maryan Zdziechowski, znany filolog i publicysta.

 

Dzieje kościołów i klasztorów.

W 1686 roku Konstancja Teodora z Sapiehów , żona ks Hieronima Sanguszki,  ufundowała   dominikanom niewielki klasztor , który spłonął w 1742 roku. Gdy przeorem został ks Wołodkowicz odbudował klasztor , korzystając ze składek wiernych.

Po 1835 roku klasztor opuścili  dominikanie i został on przekształcony na kościół parafialny. Początkowo drewniany, a następnie murowany.

W tym okresie parafią zarządzał światły i zacny kaznodzieja Eustachy Karpowicz ( który wychowywał mojego pradziadka- o czym napiszę później ), a w drugiej ćwierci XIX w długo był proboszczem słynny kaznodzieja Wiktor Malewicz( zmarł w Horodyszczu w 1887 roku)

 

Od dawna była w Rakowie  cerkiew  pw Przemienienia , W 1702 roku Kazimierz Sanguszko , wojewoda miński, ufundował przy niej klasztor bazylianów , który zamknięto  w 1839 .

Przy monasterze istniała duża biblioteka( dziś rozproszona) archiwum( istnieje do dziś) bractwo sw. Anny i szpital.

W Rakowie istniał też zbór kalwiński, ale nie wiadomo kiedy i przez kogo został założony. Zbór te zlikwidowano na  początku XVIII wieku .

W miasteczku była też  synagoga i kilka domów modlitwy.

 

Raków w tym okresie był miastem zamożnym. Posiadał młyny, gorzelnię, tartak, wielkie obszary łąk i lasów. Miasteczko  liczyło  3000 mieszkańców , przeważnie Żydów. Żydzi trudnili się drobnym handlem, uprawą warzyw i wyrobem maszyn rolniczych jak: sieczkarnie, młynki, wialnie, młocarnie. Wyroby te były  sprzedawane nawet w  guberni pskowskiej, petersburskiej i in.

Mieszczanie chrześcijanie zajmowali się  rolnictwem, handlem wieprzowiną i różnymi rzemiosłami, przeważnie garncarstwem. Wytwarzane tutaj polewane naczynia gliniane były poszukiwane nawet bardzo odległych stronach .

Targi odbywały się w poniedziałki, tam  włościanie sprzedawali  swoje produkty rolnicze i bydło.

Od ok. 1870 roku działała  szkoła gminna a w 1887 roku otwarto pocztę listową.

 Były też  dwa okręgi policyjne obejmujące rozległy teren.

 

Te dość suche informacje zebrane na podstawie starych zachowanych zapisków znalazłam w Internecie  ( portale WWW. Radzima, genealogia i wikipedia ).

Ale sama czytałam z ciekawością i mam nadzieję, że czytelnik nie zasnął.

A moje dzieci, czy wnuki może sobie wyobrażą takie dalekie kresowe zamglone miasteczko, a nad nim wielkie gołębioszare niebo, jak oczy mojego Taty, Wacława. I mowa tam polska, miękka , zaśpiewna . Nawet słyszę jak mówi moja Babcia- Oj dziateńki wy moje..

Tam są nasze korzenie….

 

Wielki kurhan na wyspie.


 

Raków w roku 1990. Kopia zdjęć z portalu Radzima ( jest zgoda na upublicznianie )