
Teraz….
Wśród straszliwych wydarzeń w świecie jak gdyby nic właśnie zakwita.
Na szczycie zielonych łodyg przypominających szeregowo ułożone rozwichrzone liście najspokojniej w świecie pojawiają się krwiste kuleczki. Za kilka dni pękną bujną purpurą.
To znak , że niedługo Boże Narodzenie.
Jak ten czas leci. Święta za świętami, grudzień kwitnie jak zwykle , lat nam przybywa, dobrze, że wnuki rosną, więc ciąg w przyrodzie zachowany. I nic to, że niedługo oglądać będziemy naszą znękaną ziemię z drugiego świata. Taka kolej, miejsce potrzebne dla potomków….ale dopóki tak się stanie sycimy oczy kwieciem czerwonym a w innej odmianie różowym , białym czy łososiowym niespodziewanie wykluwającym się z małych pączków…..
Nazywamy ten kwiatek grudniem, ale to właściwie grudnik lub szlumbergera . Ostatnia , obco brzmiąca nazwa pochodzi od F. Schlumbergera, wielkiego francuskiego pasjonata i zbieracza wszelakich kaktusów. Do lat 90 ubiegłego wieku grudnik bywał figlarnie zwany Zygokaktusem. Należy do rodziny kaktusowatych ( Cactacea) i niektórzy wołają na niego kaktus Bożego Narodzenia.
Przybył do nas z tropikalnych lasów Brazylii gdzie żyje sobie na wolności porastając drzewa i skały. Nie widziałam, ale musi być piękny, dopiero tam, gdy zwiesza się nad głowami przechodzących i wabi urokiem kwiatów.
Gdy zakwita u nas w domu , oznacza, że już koniec listopada i choinka tuż tuż….
Grudnik lubi mieszkać u nas w domu, wybiera miejsca jasne, ale bardziej gustuje w rejonach półcienistych. Nie chce ostrego słońca, widocznie razi ono jego oczęta. Gdy się skupia nad kwitnieniem nie możemy go przenosić, dotykać ani w ogóle ruszać. Chce spokoju, jak kobieta przed porodem lub osoba przenosząca się do innego świata. Widziałam, uczestniczyłam w takim skupieniu bliskich-Teściowej i Rodziców, którzy odchodzili w swoich mieszkaniach , tak jak chcieli i byliśmy obok. Prosili o ciszę, nasłuchiwali a może już spotykali się ze swoimi, zawsze kochanymi pomimo wiecznej odległości. Wybaczcie, kochani tę dygresję, ale sama przyszła, więc i tu się pojawiła.
Wracamy więc do naszego miłego kwiatka który w ogóle nie posiada liści, a ma łodygę złożoną z szerokich zielonych elementów łatwo odrastających w nowej doniczce.
Zapewniamy mu spokój, półcień i niewysoką temperaturę otoczenia ( najlepiej do 20 stopni C) . Gdy po przekwitnieniu jego łodyga matowieje, to znak, że chce odpocząć. Następuje to od sierpnia do października i od lutego do marca. Wtedy rzadziej go podlewamy , tylko wtedy, gdy pojawi się niewielkie więdnięcie , kurczenie łodyg co jest oznaką pragnienia i do chwili gdy wyrazi ochotę na kwitnienie, codziennie zraszamy liście. I tak jest co roku. Najstarszy kwiat w moim domu przywędrował od Rodziców i ma ponad 20 lat. Doczekał się już potomstwa, które zachowuje się jak rodzic. Ale zdarza się im niespodziewanie wyłamać z żelaznej zasady, jak to z młodymi bywa i zakwitnąć poza swoją grudniową porą . Myślimy wtedy, że chce nam przypomnieć dawne dobre czasy, gdy wszyscy byliśmy blisko. Jest dla nas wysłannikiem z dalekiej niebiańskiej planety….upragnionym i zawsze wyczekiwanym.
Więc radujmy się, bo grudzień chce zakwitnąć….
Zdjęcie z zeszłego roku. Taki będzie….
