Z pamiętnika Leszka Milanowskiego ( 5 ). Mediacje i opowieści z humorem .

Kochani, do poczytania w weekend list od Leszka !!!! Dla mnie wyśmienita to lektura 🙂

 Któregoś dnia dostałam list od Leszka – niewinną próbę mediacji ” opakowaną ” w barwną, pełną humoru opowieść ze swojego życia . I oczywiście zaśmiewałam się w głos, choć może w tamtych czasach temat był poważny – ale teraz  – jak kiedyś pisałam – przefiltrowany przez Pesel i w dodatku fantastyczną narrację Leszka – ma koloryt, zapach a nawet przedni smak .

To co pisze Leszek – zwyczajowo  pogrubiam czcionką – zachowując Jego autentyczną wypowiedź , bo” smakuje” niczym ” owoc  z Jego drzewa, zerwany Jego ręką i nam podany” –  i nie mogę się powstrzymać, by nie dodać Uśmiechu tam gdzie mnie Leszku szczerze rozbawiłeś. Masz fantastyczne poczucie humoru i dystans do siebie ( tylko nie mów, że jestem nudna i że się powtarzam 🙂

Leszek Milanowski – zdjęcie z internetu – specjalnie pojawia się w blogu po raz drugi , byśmy mogli popatrzeć Mu w oczy …. tam jest Wszystko zapisane –  powaga  stale aktywnego zawodowo  chirurga plastyka onkologa – który kobietom  ( niestety angielskim ) z rakiem piersi przywraca kobiecość  – Wspaniały Ojciec i Dziadek – po prostu – nasz Leszek ….

od którego dostaję taki list , którego autentyczna treść podana jest pogrubioną czcionką ( jeszcze raz przypominam ) a także moje są  ” pochyłe” uzupełnienia ( wybacz Leszku ) , uśmiechy i tytuł rozdziału ( mogę zmienić, jeśli się  nie podoba )  :

Spieszę Was obie pogodzić. ( to ad uwagi  Ireny, która z wielką stanowczością i  dokładnością jak u najprawdziwszego historyka , przekonywała nas, że nie byliśmy z Leszkiem w grupie na anatomii, choć obydwoje tak twierdziliśmy 🙂. Zresztą czy to ważne, ja nawet nie pamiętam nr własnej grupy – dla mnie ważne są klimaty i to co razem przeżyliśmy  )

Byłem i w 15-tej i 1-szej grupie.

Wiąże się z tym historia, która dopiero 2 lata temu się wyjaśniła w Baranowie. Po prostu mam zaleganie afektu (może Jacek Wciórka by pomógł)  🙂  .  ( Jacek jest naszym kolegą ze studiów, znanym psychiatrą przyp. Z.K)

Zaczynałem w grupie 15-tej razem z Zosią i Irenką. Może pamiętacie jak się spóźniłem pierwszego dnia i Woźniak chciał mnie wyrzucić? Opowiem kiedyś….( oczywiście pamiętam jak stanąłeś w drzwiach z płonącą  buzią – może tylko zgrzany i  spocony z powodu  biegu na uczelnią ?- podczas gdy wszyscy siedzieliśmy jak trusie przy naszym stole – ale co było dalej – nie wiem– już kiedyś  pisałam, że ten właśnie Twój  obrazek mam w oczach – bo siedziałam naprzeciwko   drzwi wejściowych do naszej Sali  w Anatomicum w pamiętnym 1965 roku )

 Po 2 tygodniach przyszedł  do nas Andrzej Roszak, którego późniejszy Kierownik Katedry Anatomii, Profesor Woźniak również chciał uwalić. Zresztą udało mu się z Basią Pawelą.  Stanąłem w Jego obronie, przez 2 tygodnie zakuwaliśmy wstecz i na bieżąco i już nie mógł. Andrzej Kiersz  był naszym asystentem. Potem z Nim pracowałem na Przybyszewskiego.

( może sam napiszesz  Leszku – jak broniłeś Andrzeja – opowiadałeś mi przez telefon –  wyśmienita opowieść – proszę Cię, napisz )

Na zajęciach z histologii kiedyś pochyliłem się nad mikroskopem jednej z naszych Koleżanek ( zamilczę nazwisko), która się o coś spytała. Naprawdę. Nie miałem jeszcze wtedy (prawiczek) żadnych sprośnych myśli. Chciałem Jej pomóc i coś wyjaśnić! 

I nagle – bęc-  bez żadnego słowa i wiadomego mi powodu dostałem siarczysty policzek na odlew. Jeszcze mnie  ( i jak dotychczas) nikt w twarz nie uderzył i do tej pory  mnie to piecze.

Nie zabolała gęba  – ile całe moje jestestwo .

Zrobiłem się czerwony, zatkało mnie. Przecież nie oddam kobiecie! To ja bilem w pysk za kłamstwa, oszczerstwa, ale żeby mnie? za co? Przecież mi przez głowę nie przeszła najmniejsza niezdrowa myśl! 

Ale ukarałem Ją najsrożej jak można.  🙂

Po pierwsze primo  – zamilkłem.

Po drugie primo  – postanowiłem się do Niej już nigdy w życiu nie odezwać. Powietrze.

Po trzecie primo  – wstydziłem się wobec całej  15/16 grupy i przeniosłem się do 1/2 grupy z Andrzejem Hyżym (był pierwszy na liście przyjętych na studia ze 120 punktami! )

Po czwarte primo  – nie mogłem znieść że ktoś mnie tak znieważył a ja nie mogłem odpowiednio zareagować. Za nic! Za szczere dobre chęci! Żebym choć na milimetr w czymś uchybił!  Wtedy jeszcze nie wiedziałem co to Kobieta.! Trauma i strach przed kobietami zostały do końca życia . 🙂

                 I wyobraźcie  sobie że w tym twardym postanowieniu wytrzymałem do Baranowa. PONAD PÓŁ WIEKU!  Zobaczyłem mojego odwiecznego wroga na balu 2 lata temu. No cóż, stoję nad grobem, to czas się z „babskiem” pogodzić. Poprosiłem do tańca i nie odmówiła. Oczywiście z mety padło moje pytanie: – za coś mnie na histologii nad mikroskopem w twarz uderzyła? – Bo chciałeś mnie pocałować!  O ja głupi ! Gdybym wiedział że za to –  to bym od razu się na Nią rzucił i wymusił prawdziwy pocałunek . Żeby miała prawo mnie za to prać po gębie!. Uśmialiśmy się.

A mimo mojej rzuconej na Nią klątwy zaszła bardzo daleko zostając dyrektorem jednego ze Szpitali w Poznaniu. Jej mąż, anestezjolog pracował  z  siostrą mojej Mamy w innym Szpitalu, bardzo Go lubiłem za rajdy i Ciocia miała o Nim wysokie mniemanie. Trochę mi Go było żal że dostał taką jędzę, ale chyba do dziś się na Niej nie poznał.

                      Teraz po latach myślę, że to nie ja ale Ola miała pocałunek na myśli i tylko moje dziewictwo nie pozwoliło mi trzeźwo rozpoznać głębokiego podświadomego marzenia tej wspaniałej i kochanej dziewczyny. 

Gdyby nie ten policzek, to kto wie… może by nosiła moje nazwisko.

W sumie dobrze się stało że Jej nie skrzywdziłem swoim małżeństwem z Nią i trafił się Jej wspaniały mąż. 🙂

      Mam nadzieję , że przy okazji następnego Zjazdu poproszę Ją, jeśli się zgodzi, o braterski pocałunek.  

Olu, wybacz mi moja głupotę i przerost „ego”. Serdeczne pozdrowienia dla Męża !

    Ale skutkiem publicznego spoliczkowania były moje przenosiny do grupy Andrzeja Hyżego, bo potem razem z Nim studiowaliśmy równolegle chemię na drugim roku w Collegium Chemicum i trochę później prawie 2 lata psychologii – bo Andrzej Hyży  i Kajtek Petrykowski też tam poszli. Poszedłem za Nimi. Nie chciałem być gorszy.  🙂

    Zresztą  psychologia się przydała.  Moją pracą na zaliczenie roku była dysertacja o osobowości. Wybrałem temat „Osobowość Niemowlęcia”.  Do dziś jestem przekonany, ze niemowlę  trzeba traktować jak dorosłego z szacunkiem, rozumieć i spełniać jego potrzeby. Teraz nad tym problemem  głowi się Pani Profesor  Monika Brzezińska w Poznaniu ( posłuchajcie Jej wykładów na SWPS ! ).

Ale ja bylem prekursorem tej dyscypliny ponad pół wieku temu !  Zresztą chyba dzięki temu jedna z moich Córek poszła i skończyła psychologię. Wejdźcie na stronę „Cayman Isles Crisis Centre”. 

           Ile dobrego się zdarzyło dzięki temu praśnięciu mnie w pysk przez Olę !!  🙂

  Olu ! jesteś Wielka! Będę Ci wdzięczny do końca moich dni i uwiecznię to zdarzenie dla potomnych – jak to przypadek i nieporozumienie zmieniają świat. A jak to zrozumiałem za co – to nie omieszkam zarobić na kolejne uderzenie w twarz. Teraz będę wiedział  za co !

PS .

Moje najukochańsze Irenko i Zosiu! ( już nie wiem –  która bardziej Kochana). Napisałem by prawda historyczna Was pogodziła. Niech PRAWDA WAS WYZWOLI!. I mam nadzieję, że dojdzie do wydania książki ( chodzi o pamiętniki kolegów naszego rocznika – przyp. Z. K. ) przez Irenę co nie przeszkadza Zosi snuć wspomnień na blogu. 

 

I jak tu Leszku Ciebie nie kochać ????  🙂  Dzięki, że jesteś, że podtrzymujesz na duchu tak zręcznie, jakby mimochodem a  równocześnie  opowiadasz o sobie z werwą i przednim humorem – jesteś Cudownym Gawędziarzem …..( tylko nie mów, że jestem nudna i się powtarzam ) 🙂

PS 🙂

1. Leszek wyraził zgodę na publikację swoich listów  do mnie wysłanych  ( lub wybranych fragmentów )

2. ad zdjęcia :  są własne – „same” tu” wpadły – jakoś skojarzyłam z tekstem – symbole ? –  kot Tygrys i chmura – anioł to czy czarownica na miotle ? 🙂