Na medycznej ścieżce. Spotkanie w CZD.

Spotkanie w CZD

 

Minęło sporo lat,  pracowałam już w CZD, gdy pewnego dnia odwiedziła mnie moja Anulka. Wówczas nie było telefonów komórkowych a zwykłe słabo działały. Więc nie anonsowała swojej wizyty, tylko po prostu przyszła zawiadamiając mnie wewnętrznym telefonem z portierni CZD.

 Zjechałam na dół windą, zagarnęłam Anulkę do oddziału, usadziłam na kanapie dyżurnego i wówczas zobaczyłam nieodłączne plamki na jej sukni. Była ubrana jak zwykle  wytwornie, suknia nosiła ślady dawnej elegancji, jeno nad biustem widniały te niestety rzucające się w oczy plamki, szczególnie dobrze widoczne w świetle padającym z okna położonego naprzeciwko.

Oczywiście udawaliśmy z kolegą Jurkiem Kryńskim, z którym pracowalismy biurko w biurko, że tego nie zauważamy.

Gaędziliśmy mile, ale w końcu zapytałam, co ją sprowadza do nas.

Oznajmiła ze spokojem, że właśnie udaje się na rozmowę z dyrektorem Centrum w sprawie pracy w Rehabilitacji. Zaniemówiliśmy, bo dobrze znaliśmy naszą profesor Goncerzewicz, która była niesamowitą pedantką, zresztą przybyła do CZD z Poznania, więc komentować nie muszę.  Gdy codziennie wizytowała Izbę Przyjęć, zwracała uwagę pielęgniarkom, że wystaje im rąbek prywatnej spódnicy spod fartucha. Zaczepiała na korytarzu lekarzy niechlujnie zapiętych pod szyją. O sprawdzaniu przez nią czystości nie wspomnę.

A tutaj nasza Anula ma stanąć przed jej obliczem z plamkami. Pomyśleliśmy , porozumiewając się wzrokiem, że nie ma szans na zatrudnienie.

Nie wiedzieliśmy ja zareagować, nic już się nie dało zrobić, więc po prostu milczeliśmy.

Wiedzieliśmy, że Anulę protegowała jej ordynator dr Czachorowska, o której już wspominałam. Ponieważ właśnie niedawno powstał w centrum oddział rehabilitacji, uznała, że Anula ze swoją pasją nadaje się do tej pracy znakomicie.

Na medycznej ścieżce. Jestem dumna, że pracuję w takim zespole.

Oddział neuroinfekcji, którego ordynatorem przed rokiem 1968 była wspomniana dr Gecow,   zachował  bardzo dobrą szkołę pediatryczną.

Pani doktor Monika Czachorowska godnie pielęgnowała tradycje. Jak już kiedyś pisałam, była urocza ciepła, matczyna nieomal, ale twardą ręką prowadziła swój zespół  . 

 Jeszcze w latach, kiedy tam zaczynałam pracę, tj. w 1975 roku był on jedynym w Warszawie , w którym odbywali obowiązkowe szkolenia lekarze specjalizujący się w pediatrii i neurologii.

Opinia o fachowości ludzi tutaj pracujących  utrzymywała się przez długie lata nawet w Klinikach Akademii Medycznej .

Nie zapomnę  pewnego telefonu od lekarza z Kliniki Pediatrycznej, który prosił o przyjęcie dziecka, uzasadniając to słowami- bo u nas nie ma neurologa.

A po drugiej stronie łącza siedziałam ja, młody lekarz bez specjalizacji. Oczywiście wspierał mnie na dyżurze doświadczony lekarz tego szpitala, który jednak też nie posiadał specjalizacji z neurologii. Ale wiedzę to on miał ogromną i doświadczenie wielkie . Wszyscy lekarze tego szpitala byli starannie przygotowani praktycznie do wykonywanej tutaj pracy, potrafili pięknie przeprowadzać badanie neurologiczne, wyciągać z niego odpowiednie wnioski i wkrótce tego samego nauczyli nas, młodych.

Zawsze na prośbę lekarzy z innych szpitali przyjmowaliśmy od nich pacjentów…