Bierzemy pociąg do Biecza :)

 

Warszawa Centralna

17.03.17

 

23:27

III/2

TLK 53171

TLK
PKP Intercity

wagon bezpośredni

tylko 2 kl.

na części trasy tylko 2 kl. (Kraków Płaszów- Biecz)

rezerwacja obowiązkowa

na części trasy Mini-Bar (Warszawa Centralna- Kraków Płaszów)

miejsca dla osób z dziećmi do lat 6

 

 

Biecz

18.03.17

06:53

 

 

 

 

 

Bierzemy pociąg do Biecza 🙂

 

WyborczaAndrzejRysuje.png

 

 

Co Wy na to ? Kochani moi decyzja podjęta. Nie ma co pisać o tęsknocie za Bieczem, która bezproduktywnie zżera, tylko działać. Jedziemy? Jedziemy !!! Uciekajmy stąd gdzie nas atakują telewizyjne twarze, złe słowa i czyny haniebne. Uciekajmy „gdzie pieprz rośnie „ , chociaż tu nie rośnie, ale będzie inaczej, fajniej i czyściej.

 

Jako że jestem córką kolejarza romantyka mam w genach umiłowanie pociągów. Ten szum, ten stukot miarowy, kiedyś jeszcze komin z buchającą parą czy też dymem. I siedzenia dość niewygodne, polegiwanie wzdłuż i w poprzek przedziałów, czy nawet ( wtedy jeszcze byłam mała) najzwyklejsze spanie na półce bagażowej. Tym razem musimy przetrwać. Nie jest źle. To tylko jedna noc, a za nią już czeka ukochany nasz Biecz.

Wybierzmy się więc, zbiórka na Centralnym i w drogę.

Podróż, zapewniam będzie niezwykła. Ktoś wyjmie wałówę. O, już zapachniało wiejską czosnkową i zaproponuje flaszeczkę. Kiełbasę chętnie, pomimo pewnych problemów z trawieniem, ale picie z gwinta mamy już za sobą. Jesteśmy dorośli i trochę schorowani. Więc tylko suszymy, jak mawia moja beskidzka kuzynka, gdy ktoś już nie używa alkoholu- mówi, że suszy. Albo przed Krakowem wpadniemy do wagonu barowego, bo jak piszą takowy pojedzie z nami , ale tylko do Krakowa. Więc musimy się spieszyć, by nas nie odczepiono w czasie pałaszowania czegoś tam .  

Miętoszeni, wymiętoszeni, trochę spoceni ale szczęśliwi będziemy gnali do naszego wymarzonego Biecza.

Od razu przypominam naszą podróż, pamiętasz Graniu, do Zakopanego. My miałyśmy kuszetkę, a Mirek, który zdecydował na wyjazd w ostatniej chwili wsiadł do zwykłego wagonu. Jak niewiele minęło od tego czasu lat, no, może ze 20, ile sił miał człek i umiał się cieszyć. Wylegując się na twardym posłaniu kuszety rozmyślałyśmy wtedy, jak tam czuje się nasz pan i władca? Bo jechaliśmy słynną :”rzeźnią”, czyli najtańszym całonocnym pociągiem. Wysiadłszy na dworcu w Zakopanem wciągnęliśmy pierwszy rześki zapach gór zmieszany z miejscowym słodkim kominowym, bo była zima, wypatrywałyśmy Mirka. I wówczas go zobaczyłyśmy. Roześmiany kroczył wśród rozbawionej młodzieży a jedna z dziewczyn taszczyła gitarę. Pożegnał się z nimi kordialnie i podszedł do nas, ponurawych bo przejętych, że pewnikiem przeżył katusze podróży, zaskoczone jego dobrą miną. Nie czekając na nasze pytania oznajmił, że było super. Siedział w gąszczu młodych, razem z nimi na podłodze korytarza, bo wolnych miejsc w przedziałach już nie było, gadali, śpiewali i noc minęła jak dobry sen. No, cóż, pomyślałyśmy, młodość czyni cuda. On, człowiek, dość wygodnicki, który nie bardzo lubił podróże koleją, nie mówiąc o podróżowaniu nocą dzięki młodym przeżył piękną przygodę. Fajnie , uznałyśmy.

Po tej przydługiej opowieści wracam do naszej wycieczki. Może wiosną, czy latem lub jesienią, każda pora roku dobra i piękna, jak już napisałam, wsiądziemy na Centralnym do pociągu Tanich Linii Kolejowych ( jakże słodko brzmi ta nazwa, po polsku, po naszemu , swojsko, nie jak jakieś intercity czy coś tam. )

Będzie już ciemno, bo jak wynika z powyższego skopiowanego rozkładu jazdy , nasz pociąg ruszy po 23. Będzie rozkosznie, wesoło, bo towarzystwo przecie stanowimy przednie, trochę pośpimy, zwalając się w zapadniach snu na sąsiadów. Ale i to będzie miłe, bo lubimy siebie, swoje ciała. Będzie więc miękko, puszyście nawet i gorąco. Nagle przebudzeni wyleziemy na korytarz patrząc na uciekające światełka mijanych miast i wsi. Pięknych, polskich. Będą nas witały duże światła dworców, nieco sennych wprawdzie, ale uroczych. Gdy za oknem znikną światła, a otuli nas tylko gęsta czerń , pewnie zobaczymy gwiazdy, mrugające do nas nieco lodowato. Ale są takie odwieczne ,  nasze, tajemne odległe ale bliskie, bo znajome od dzieciństwa. Może nawet zobaczymy Wielki Wóz ( muszę sprawdzić na mapie nieba , która pora roku będzie właściwa, by pojawił się za oknami naszego pociągu). Może moja równie ulubiona Kasjopeja zalśni, zamruga i przypomni nam jakieś młodzieńcze podgwiezdne całowanie, przytulanie i może spełnienie, ale raczej niespełnienie, takoż piękne.

 Kto wie, kochani co nas jeszcze będzie czekało w podróży? Tego nie da się przewidzieć. Bo zawsze podróż to przygoda. A hoj więc przygodo, ruszamy….

 

PociągZabawka.gif

 

Zdj. z netu