Na marginesie ” Lotu nad własnym ziemskim losem” ( 1 )

Na marginesie „Lotu nad własnym ziemskim losem” ( 1 ).zenon.JPG

Zenon w swoim pokoju w zielonogórskim mieszkanku przy ul. Zawadzkiego. Nasze ostatnie spotkanie…

 

 

 

Nie mogę tedy się oprzeć potrzebie własnego komentarza do przedstawionego tekstu mojego Brata- ostatniego w Jego życiu.

Opowieść swą , na moją prośbę spisał wówczas, gdy miał 74 lata i za sobą aktywność zawodową, umarłe ambicje i szalone życie…Cztery lata później odszedł nagle i dla nas niespodziewanie. Wprawdzie narzekał  na swój stan zdrowia, ale był na pospolicie zwanym „chodzie”…

W „ Locie nad własnym życiem”  jak i w rozmowach ze mną przedstawia się jako człowiek przegrany, stary , schorowany , osamotniony i zepchnięty na margines życia zawodowego, bytujący na granicy nędzy.

Nadal bardzo dużo czyta, ale głównie dzięki starym gazetom przysyłanym mu z Wolsztyna przez brata ostatniej żony- Inki. Odwiedza go jedynie stary lekarz psychiatra, i jakiś profesor z miejscowej uczelni,  z którymi toczy dyskusje o życiu literaturze i o ogólnych  problemach kulturalnych.

Bardzo rzadko się widujemy, gdyż w jego maleńkim zagraconym głównie książkami mieszkaniu , w którym wegetuje z żoną nie ma miejsca dla gości. Do tego odległość z Warszawy do Zielonej Góry jest znaczna a i moje obowiązki domowe i zawodowe nie pozwalają na opuszczanie domu na dłużej. Pozostaje kontakt listowny, do którego niestety ja nie mam serca oraz telefoniczny. Tak więc gadamy czasami dłużej, ale poza narastającymi problemami zdrowotnymi nie staje czasu na wspomnienia, czy na opowieść o innych świeżych wrażeniach ze świata.

Gdy mi się czasem udaje wysłuchać jego opowieści o zdrowiu, może coś  poradzić i zmienić temat, ożywia się i wówczas błyskotliwie, pięknie,  opowie coś o literaturze, którą do końca kocha…Wiem, że jest to jego jedyna miłość, której zawsze był wierny….Tak wiele pytań teraz ciśnie mi się na usta. Nie zdążyłam ich zadać. I tak zostało….