Jeden taki dzień, moje 66 urodziny ( 6 ). O Papieskim Pilocie Józefie Byrdy.

Spotkanie z panem Józefem , Papieskim Pilotem, stale we mnie żyje. Było  niezwykłe i dzień spotkania, moich 66 urodzin jedyny taki. Tak, tego Człowieka- Legendy zapomnieć się nie da…Szukam w necie, by wiedzieć więcej….

 

I oto co znalazłam w portalu Katowice.naszemiasto.pl. Zamieszczam w całości  wywiad z dwoma pilotami. Jednym z nich jest  nasz Niezwykły Znajomy ze Szczyrku Salmopola – pan Józef Byrdy.

 

 

Jana Pawła II zawieźli do Rzymu górale z Bielska-Białej

2002-08-23, Aktualizacja: 2004-12-18 00:18

Rozmowa z kpt. Alojzym Bylokiem i kpt. Józefem Byrdy, pilotami Boeinga 737 z Janem Pawłem II na pokładzie Kiedy dowiedzieliście się, że będziecie pilotować Boeinga 737 z Ojcem Świętym na pokładzie? Alojzy Bylok: Ja …

Rozmowa z kpt. Alojzym Bylokiem i kpt. Józefem Byrdy, pilotami Boeinga 737 z Janem Pawłem II na pokładzie

Kiedy dowiedzieliście się, że będziecie pilotować Boeinga 737 z Ojcem Świętym na pokładzie?

Alojzy Bylok: Ja jakieś dwa miesiące wcześniej. W Locie pracuję od 30 lat. Przy takich szczególnych okazjach tworzy się „listę starszeństwa”. Koledzy z większym stażem już pilotowali samolot z papieżem. Teraz przyszła moja kolej.

Józef Byrdy: Dowiedziałem się tydzień przed lotem. Kierownictwo firmy wybrało trzy załogi. Dwie były w rezerwie. Ojciec Święty to dla mnie człowiek nr 1 na świecie. To tak, jakbym wygrał los na loterii… Taki lot oznacza duże obciążenie psychiczne. Oczy całego świata patrzą na papieża. A jego los był w moich rękach.

 

 

 

 

Ale nie było najmniejszej turbulencji, wszyscy pasażerowie byli bardzo zadowoleni.

Często latacie razem?

A. B.: Nie. Ja zostałem kapitanem załogi. Pilotem lecącym był Józek, a drugim pilotem – kpt. Stanisław Ziębiec, pochodzący z Nowego Sącza.

Samolot został specjalnie przygotowany?

A. B.: W pierwszej części wymontowano standardowe fotele, a wmontowano poszerzone. Papież usiadł przy oknie. Naprzeciw miał piękny bukiet z żółtoniebieskich róż, na ścianie znalazł się herb papieski. W drugiej części siedziało m. in. 80 dziennikarzy z całego świata.

Jak przywitaliście Ojca Świętego?

A. L.: Papież był bardzo zmęczony. Proszono, aby z nim nie rozmawiać. Pocałowaliśmy tylko papieski pierścień. Potem, już przez głośniki, serdecznie przywitałem najważniejszego pasażera, przedstawiłem załogę. Następnie po angielsku powitałem pozostałych gości.

Podobno to piloci zaproponowali, aby pokazać papieżowi Wadowice?

J. B.: Dzień przed lotem wymyśliłem sobie, żeby przelecieć nad Wawelem, Wadowicami i Zakopanem. Dostaliśmy wszystkie zgody. Dlatego papież zobaczył krzyż na Giewoncie i Krupówki. Oczywiście wszystko z bezpiecznej wysokości, bo przepisy bezpieczeństwa stawiamy ponad wszystko.

A.B.: Wcześniej nad lotniskiem Balice zrobiliśmy dwa okrążenia i jedno wokół centrum Krakowa. Do Rzymu dotarliśmy trasą wiodącą nad Bratysławą, Wiedniem, Gratzem, Lublaną, Zagrzebiem i Adriatykiem. Przelatując nad każdym krajem nadawaliśmy okolicznościowe depesze do prezydentów. Lecieliśmy 11 tys. m nad ziemią, z prędkością 850 km na godz. Mieliśmy godzinne opóźnienie. Ale dzięki temu, we Włoszech ominęła nas zła pogoda.

J. B.: W Rzymie była burza. Ale ona jakby uciekła przed Ojcem Świętym.

Czy papież jadł na pokładzie?

A. B.: Oczywiście. Stewardesy podały pieczonego pstrąga i łososia w galarecie. Papież wypił sporo herbaty, a na deser zjadł ciasto tortowe. My poprosiliśmy tylko o butelkę wody mineralnej.

Podobno Jan Paweł II ma zwyczaj robić sobie pamiątkowe zdjęcie z załogą?

J. B.: Ale tym razem był bardzo zmęczony. Dlatego pamiątkowe fotografie mają tylko piloci i niektóre stewardesy. Po wylądowaniu Ojciec Święty poprosił mnie na fotel obok. Podziękował za lot. Powiedziałem, że to my, górale niskopienni lecieliśmy z Ojcem Świętym. Wspomniałem, że moja mama pochodzi z Kęt. Papież odpowiedział, że to krok od Wadowic… Byłem wzruszony…

Obaj pochodzicie z Bielska-Białej?

A. B.: Nawet chodziliśmy do tego samego liceum im. Kopernika. Ja zacząłem latać na szybowcach w 1960 roku. Potem przesiadłem się na samoloty sportowe, na końcu na pasażerskie. W 1973 roku zacząłem pracować w Locie.

J. B.: Łączy nas także to, że obaj byliśmy ministrantami. Służyłem do mszy w obecnej bielskiej katedrze św. Mikołaja. Zresztą większość pilotów to byli ministranci. W Locie pracuję od 1980 roku. Ale w sumie latam od 35 lat. Najpierw skakałem ze spadochronem, potem latałem na szybowcach. Pracowałem w aeroklubach. m. in. w Rybniku i Bielsku-Białej.

Wracacie czasami na Podbeskidzie?

A.B.: Bywam tu kilka razy w roku. Lubię latać szybowcem na górze Żar.

J. B.: W Szczyrku mam działkę. Na emeryturze chciałbym się tam przenieść na stałe.

Myślicie, że zdarzy się wam jeszcze kiedyś lot z papieżem?

A. B.: To był lot życia! Na pamiątkę każdy członek załogi dostał breloczek z wizerunkiem Jana Pawła II, różaniec i pamiątkowy medal.

J. B.: Życzymy Ojcu Świętemu dużo zdrowia! I żeby przyjeżdżał do Polski jak najczęściej. Ale my już dostaliśmy dar od losu. W czasie kolejnych wizyt polecą inne załogi.

Jeden taki dzień, moje 66 urodziny ( 5 ).

 

MikoMajaŁadne.JPG

 

Majka i Mikołajek zbierają jagody na przełęczy Biały Krzyż.

 

 

Jeden Taki Dzień ( 5 )

 

Opuściliśmy to magiczne miejsce. Nasyceni wrażeniami, bez smutku, bo z wiarą, że wrócimy, że zawsze będziemy tutaj wracać, jak tylko sił stanie….

I nadszedł ostatni punkt zaplanowanego przez organizatorów na ten dzień programu. Odwiedziny u Niezwykłego Człowieka.

Zjeżdżając w dół, w stronę Szczyrku, w Salmopolu wypatrzyliśmy Jego dom.   Gospodarz już oczekiwał , otworzył wierzeje bramy i zaprosił do środka. Dom to duży, nieomal przytulony do przepływającej przez Szczyrk szumnej Żylicy, wygodny. Ma nowoczesne obszerne wnętrza a jednocześnie jest przytulny.

Był poczęstunek , śliwki węgierki, ciasta, znakomita herbata, czekoladki i szampan oryginalny….

A teraz o tym Panu wspomnieć muszę. Otóż syn kiedyś go operował i wówczas zawiązała się ta znajomość i obopólna sympatia, co czuło się w czasie tego spotkania. W tym czasie szpitalnym prowadzili rozmowy , pewnie syn wspominał o ukochanych górach i okazało się, że Pan ów urodził się niedaleko gdzie miejsce urodzenia  Babci moich dzieci, a mojej mamy- Stefanii Łukaszewicz z domu Jakubiec.

Po latach edukacji zrealizował swoje marzenie i został pilotem  LOTU. ….ukoronowaniem Jego służby  zawodowej było pilotowanie samolotu, w którym Jan Paweł II opuszczał Polskę. Zaszczyt to dla pilota wielki, upoważniający do używania miana „ Papieskiego Pilota” . Miał przebyć trasę z Wrocławia do Watykanu. I nagle Pan Józef podjął decyzję a może ta myśl już w nim wcześniej dojrzewała, zmienił trasę i przeleciał nad ukochanymi miejscami JPII, Wadowicami i Tatrami. Oczywiście musiał mieć zgodę nawigatorów, którą uzyskał już tam, będąc na niebnym szlaku. Nie muszę opisywać jak bardzo się tą decyzją wpisał w papieskie serce. Oczywiście przypomniałam sobie to wydarzenie, bo wówczas w publikatorach pojawiła się ta  właśnie informacja….

Dzisiaj Pan Józef już nie lata, ale chętnie wspomina tamte czasy. Pędzi aktywne życie, czuje się spełniony i życzymy Mu długich lat w zdrowiu i radości….nie zapomnimy Pana nigdy, będziemy wspominali Pana i nasze spotkanie…..Pozdrawiamy nieustannie…

A na marginesie jeszcze jedna dość śmieszna historia. Otóż w domu Pana Józefa na ścianie wisi oprawione w ramkę za szybką zdjęcie z JP II i pięknym wpisem. Właśnie teraz je pokażę. Niestety światło zaburzyło  jakość mojej fotografii, ale można przeczytać. Podobno kiedyś, w czasie poprzedniego spotkania Majka, wówczas 3 letnia oglądając to zdjęcie spytała, czy kiedyś Pan Kapitan mnie zabierze do samolotu którym będzie kierował. Pan Kapitan odpowiedział, że już nie lata. Wówczas Majka spytała- a może ten drugi ze zdjęcia ? 🙂 …..

 

 

Pilot.JPG