Pogodniej o Inowrocławiu

SAM_2437.JPG

Istne cacko na Inowrocławskim Rynku

 

SAM_2450.JPG

Piękna kamienica, prawda?…Przy ulicy a właściwie uroczym deptaku Królowej  Jadwigi…tam zadziwiająca liczba sklepów z obuwiem ( chyba z 10) i złotem ( chyba 5)….

SAM_2456.JPG

Monstrualna poczta, ale super wygląda...

 

SAM_2448.JPG

W Inowrocławiu mieszkają weseli żacy….

 

Inowrocław powitał nas mgłami, które przyniosły nastrój smętny, refleksyjny i wspomnienia które zamieściłam w poprzednim wpisie.

Ale nazajutrz zrekompensował jesienną smutę feerią świątecznych świateł i zafundował nam wycieczkę do swojego serca. Wybraliśmy się więc na Inowrocławski Rynek, gdzie ładne XIX i wczesno XX wieczne kamienice, spiżowa Królowa Jadwiga kroczy wśród ludzi i witają metalowi weseli żacy.

Królowa Jadwiga w  2007 roku  została . wybrana patronką tego  miasta. I od tej pory ogląda mieszkańców z właściwą dla pomnika wyższością, chociaż nie jest posadowiona na postumencie a stoi bezpośrednio na bruku, pomiędzy pędzącymi ludźmi . Może się dziwi dokąd się spieszą i po co? Wszak i tak wszystko minie a zostanie tylko jej świętość. Bo jest  Świętą i pewnie dlatego  to ją wybrano na patronkę i opiekunkę. Miłe. Wiadomo, że  bywała tu często z  mężem, królem Władysławem Jagiełłą  który urzędował w inowrocławskim Zamku . A były to czasy gdy Krzyżacy buszowali na naszych terenach. Gdy miejscowa ludność przybywała do króla ze skargami na rabunki, grabieże, gwałty i mordy doświadczane przez tych zakonników, król zwracał się do Wielkiego Mistrza Krzyżackiego  z upomnieniem. Gdy ten wypierał się czynów jego kamratów,  królowa wypowiedziała prorocze słowa: „Jeszcze póki żyję, Bóg wzdraga się was ukarać za wszystkie popełnione przez was zbrodnie, jednak po mojej śmierci Bóg dłonią mego męża, króla Władysława, was ukarze i będzie to cios śmiertelny. Nigdy więcej nie odrodzicie się, plemię plugawe”. Zmarła młodo. I ta przepowiednia spełniła się w 1410 r. Tak ponoć opowiada piękna legenda „ O królowej Jadwidze i Krzyżakach”. …

I pomimo tego, że w tym mieście urodzili się królowie Polski : Władysław Łokietek i Kazimierz Wielki pamięć o dobrej młodziutkiej i świętej Jadwidze jest stale tu najważniejsza.

W czasie tej miłej wycieczki na odległy o ok. 3 km od Parku Solankowego Rynek nie można nie dostrzec starego tramwaju. Jest tak jak pisała gonia „…no i w jednej z bocznych uliczek przy Rynku stoi tramwaj, którym jako dziecię jeździłam z dworca PKP do Szymborza, miejsca urodzenia mojej mamy, do rodziny brata i siostry mamy i tam część wakacji spędzaliśmy”.  Tramwaje już nie jeżdżą po Inowrocławiu. Żal. Dobrze, że chociaż zachowano ten jeden jedyny. Stoi sobie ten tramwaj na prawdziwych szynach i „płonie” tradycyjną czerwienią zamykając miniony  czas świetności , pewnie nocami wspomina  ludzi, których już nie ma  czy małe dzieci, które ze zwyczajną dziecięcą  radością wsiadały jadąc do babci i czekały kiedy zadzwoni i za chwilę ruszymy…..ach gdzie te czasy….

 

SAM_2438.JPG

 

SAM_2442.JPG

 

SAM_2441.JPG

Królowa Jadwiga jest wśród nas...oglądam z przyjemnością twarz tej rzeźby, ładna i uduchowiona .

 

SAM_2444.JPG

 

SAM_2443.JPG

 

SAM_2452.JPG

 

Gdy własny mąż jest moim kierowcą.

 Ten tekst zamieściłam w portalu MM Gorzów pod nickiem Łuka 21.09.2009 r. Jest więc stary ale jary. Dzisiaj go znalazłam….uśmiechnijmy się!

 

0.JPG

 

 

 

Wracaliśmy samochodem. Jak zwykle prowadził mąż, a ja, stary kierowca siedziałam obok. Topór wisiał w powietrzu. Uratował nas aparat fotograficzny.

Wybieramy się w dość długą podróż. Oczywiście, samochodem. Jestem starym kierowcą ,  ale teraz prowadzić nie mogę, bo są odgórnie narzucone zasady. Kierowcą w tym wypadku może być tylko on, mój mąż. Potulnie siadam obok. Trasa jest prosta i znana. Nie muszę szukać mapy, a potem odpowiadać za źle wybraną drogę. Ulga..

  

 Wyjeżdżamy za późno, bo nie przewidział trudności, a ja przecież mówiłam… Jedziemy.

Pogoda jesienna, dzień krótki, zbliża się szarówa, zaczyna siąpić, potem już pada równo.

 

Czuję jakieś skurcze w nogach od wciskania nieistniejących po mojej stronie pedałów. Potem zaczyna drżeć prawa ręka od obsługiwania swojego kierowcy : a to przecieranie okularów, podawanie butelki z wodą, ocieranie potu z czoła.  Wprawdzie potu nie widzę, ale za to skutecznie zasłaniam kierowcy pole widzenia.

 Mój lewy łokieć już całkiem zdrętwiał  przyciśnięty do boku, by nie przekroczyć granicy jego królestwa. Bardzo pilnie obserwuję szosę, więc moja szyja przypomina szyję Masajki, a oczy mgłą zachodzą od wypatrywania znaków przydrożnych.

 

Już dawno zachrypłam. Jest źle.  Atmosfera gęstnieje. W powietrzu wisi topór.

Zamiana miejscami nie wchodzi w grę. Wyjść w pełnym biegu też trudno. 

I  gdy już z wielkim trudem hamuję kolejną falę mdłości, wyjmuję aparat fotograficzny. Robię zdjęcia.

  

Wszystko odpływa. Deszcz nadal pada, ale jest ślicznie. Błogi spokój. Dojeżdżamy bez problemów.  

Mąż jakoś dziwnie zrelaksowany wysiada z samochodu.

A  ja mam swoje deszczowe, dla mnie bardzo klimatyczne zdjęcia..

 

 

2.JPG

 

 

1.JPG

 

 

5.JPG

 

 

6.JPG

 

 

3.JPG

  Bielsko Biała zza deszczowej szyby. Piękny odrestaurowany dworzec austriackiego cesarza Franciszka Józefa – będąc obok, warto zajrzeć do wnętrza i obejrzeć zjawiskowy sufit….