Ponieważ w poprzedniej ciąży byłam zwolniona z zajęć wojskowych, zaproszono mnie na kolejną komisję wojskową. Brzuchaci panowie w mundurach nie uwierzyli , że znowu jestem w ciąży. Kazali zrobić rtg płuc. Mówiłam, że to może zaszkodzić , ale nikt mnie nie słuchał ani się nie przejmował. Miałam wrażenie , że jak nie zrobię tego rtg , to mnie nie wypuszczą z wielkiego gmachu, gdzie urzędowali.. I w końcu bezradnie uległam.
Potem , gdy już możliwe było rozpoznanie ciąży przez ginekologa dostarczyłam odpowiednie zaświadczenie . Muszę przypomnieć, że był rok 1969, a wówczas testy ciążowe były wykonywane sporadycznie i wymagały znacznej pracy w laboratoriach, a o USG nikt nie słyszał . I dopiero wtedy mnie zwolnili. I to niespodziewanie- na stałe. Widocznie się spodziewali , że będę miała więcej dzieci 
I tak się skończyła moja przygoda z wojskiem. Ale nigdy nie zapomnę mojego munduru z grubego brudnozielonoego sukna, który trzeba było zakładać w każdą sobotę, nawet gdy panowały upalne dni. Opisywałam już wcześniej nasze zajęcia w studium wojskowym , nasz komiczny wygląd , chichoty którymi obrzucali nas przechodnie na ulicy oraz niewybredne żarciki młodzieńców, którzy na nami wołali : „ o dziurawe wojsko idzie….”

