Anula opowiadała o swoim ukochanym koniu.
W Podkowie Leśnej mieszkał z nimi, i był traktowany jak lord.
Nazywał się Pajac, miał swoją ocieplaną stajnię i był wyprowadzany wtedy, gdy panie miały ochotę na przejażdżkę. Konno jeździła jej mama, ona i jej córki.
Kiedyś przed zimą Anula obwieściła, że musi zdobyć dla niego siano. Następnego dnia wyznała, że udało się i nawet wynajęła konia, by je przywiózł.
Wyraziłam zdziwienie, dlaczego Pajac sam sobie nie przywiózł jedzonka na zimę, wszak był koniem. Wystarczyło tylko wypożyczyć wóz.
To pytanie ją bardzo wzburzyło, na serio odpowiedziała, że przecież jej koń nie jest stworzony jako koń pociągowy a w dodatku nie wypada by ciągnął wóz. Byłoby to zadanie ponad jego godność…
Kiedyś dostaliśmy telefon, że Anula nie przyjdzie do pracy, bo spaliła się stajnia Pajaca. Byłyśmy wstrząśnięte. Znając jej trudną sytuację materialną, zebrałyśmy pieniążki, i udałam się do niej do Podkowy Leśnej. Wówczas korzystałam z malucha mojego Taty, więc bez trudu dobiłam do Podkowy i rozpytując ludzi trafiłam do jej domu. Ta rodzinka była znana wszystkim mieszkańcom.
Ogród był piękny, stare drzewa , kwitnące krzewy a wśród nich uroczy dom. Dwuspadowy, z narożnikowym wejściem ukrytym pod kolumienką.
Dzwoniłam długo, bo na terenie grasowały wielkie psy. Wreszcie wyłoniła się Anula. Pewnie dzwonek nie działał, jeno psiska ją zawiadomiły.
Wiedziałam, że ma kilka psów, przygarniała różne biedne i porzucone. Ale tego co zastałam w domu, się nie spodziewałam.
Znalazłam się w innym świecie, jak ze starego filmu. Wnętrze było jak w dworku z ubiegłego wieku. Wśród wyliniałych zdobnych niegdyś kanap i starych ciekawych mebli rezydowały różnej maści psy, niektóre leniwie się przechodziły pomiędzy moimi nogami. To było królestwo Anuli.
Zostawiłam pieniądze i szybko odjechałam. Ona już organizowała odbudowę stajni, więc wiedziałam, że nic tu po mnie.
