Z pamiętnika Jerzego T. Marcinkowskiego ( 6 ). Studia medyczne, praktyki wakacyjne.

Żeby nie było zbyt poważnie….zamieszczam to zdjęcie Jerzego T. Marcinkowskiego, które zresztą sam nam, kolegom,  przysłał  …..

I teraz cd Jego pamiętnika :

Praktyki wakacyjne

Przed podjęciem studiów zostałem zachęcony przez Zrzeszenie Studentów Polskich do wzięcia udziału w obozie letnim, który odbywał się w Państwowym gospodarstwie Rolnym w miejscowości Osowa Sień. Była to typowa pomoc w okresie żniw.

Po I roku studiów odbywałem praktykę – jak pamiętam, miała mieć charakter zapoznania się z podstawami pracy w szpitalu – w Katedrze i Klinice Dermatologii przy ul. Przybyszewskiego 39. Bardzo dobrze pamiętam ówczesne wyposażenie laboratorium diagnostycznego, kiedy to jeszcze laborantki szeroko posługiwały się szkłem laboratoryjnym, pipetami itp. Sprzętem, którego dzisiaj w nowoczesnych laboratoriach się nie uświadczy, bo wszystkie badania wykonują tzw. kombajny analityczne. W tejże klinice dostrzegłem wielką kulturę i szacunek względem byłych kierowników Katedry, którzy już przebywali na emeryturze.  Pamiętam dobrze, że mieli oni osobne gabinety położone w pobliżu urzędującego kierownika kliniki oraz brali oni udział w wizytach odbywających się na salach chorych. Pamiętam emerytowanego kierownika, prof. Adama  Straszyńskiego, autora podręcznika  z dermatologii. Na jednej z wizyt zagadnięto go na temat rozpoznania klinicznego u jednego z pacjentów, powiedział: „Dajcie mi tu Straszyńskiego – chodziło o jego podręcznik”. Profesor otworzył go na jednej ze stron i wskazał palcem na fotografię – tam była fotografia z rozpoznaniem klinicznym. Ten zwyczaj, że urzędujący kierownik kliniki czy zakładu udostępnia pokój byłemu kierownikowi jest wyrazem szacunku i winien być on naśladowany, ale niestety nie zawsze ma miejsce – a bywa, że czasem z winy emerytowanego kierownika, który wyraźnie nie godzi się ze swoim następcą.

Praktyka wakacyjna w szpitalu powiatowym w Świnoujściu – odbywałem ją, jak pamiętam, po III roku studiów. Była to praktyka bardzo ciekawa ze względu na lekarzy wówczas tam pracujących. Pamiętam, iż od ginekologów dowiedziałem się, że przypływały ze Szwecji promem pacjentki. Jeśli się  nie mylę, chodziło o aborcję, która wtedy w Szwecji była zabroniona ( ? ). Pamiętam też przypadek, że wówczas na oddziale chorób wewnętrznych leżał 1 pacjent – a może było ich więcej – który w szpitalu był już ponad rok a to z tej racji, że rodzina nie chciała go ze szpitala odebrać.

Praktyka wakacyjna w Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Będzinie – odbywałem ją po IV roku. Bardzo interesująca, gdyż zabierano mnie na pobieranie prób wody, powietrza, gleby oraz do zakładów pracy. Jedna z tych wizyt szczególnie była interesująca, albowiem zjechałem na dół do kopalni węgla kamiennego „Kazimierz Juliusz”. Za swym przewodnikiem z Sanepidu chodziłem a nawet przeczołgiwałem się przez bardzo wąskie chodniki, gdzie stropy były nisko i raz po raz słyszałem trzeszczenia w ścianach gdzieś w stropie, które mnie przerażały. Jak się rozpoczął kolejny rok studiów, to pamiętam, że każdy ze studentów był odpytywany na okoliczność tej praktyki i moja przez ta obecność w kopalni okazała się chyba najatrakcyjniejsza….

Jerzy T. Marcinkowski, aktualne zdjęcie które od Niego otrzymałam….

a teraz moje na marginesie ….podążam ścieżką wytyczoną przez Jurka w zamieszczonym fragmencie pamiętnika ….lubię chodzić śladami stóp ludzkich i rozmyślać….. 

Zdjęć wspomnianego prof. Adama Straszyńskiego w necie nie znalazłam, ale wzruszył mnie ten stareńki podręcznik…. zużyty mocno ze śladami dłoni studenckich – w tym naszych i na pewno nieraz oblany kawą, którą się wzmacnialiśmy zakuwając przez te lata studiów….

Szukając obrazów do Gospodarstwa Rolnego Osowa Sień, w którym Jurek , jak wspomina, odbywał praktykę wakacyjną trafiłam na zdjęcie pomnika byka- buhaja Ilona.

 

Znalazłam  też informację, że ów pomnik powstał w roku 1970 ( czyli później, niż czas opisany przez Jurka).  Ale to nie ma znaczenia, bo Jurek, zresztą urodzony pod znakiem byka 🙂 , zamieścił kiedyś w naszej grupie na Messengerze swoje zdjęcie pod tym pomnikiem. Szkoda, że tego zdjęcia nie umiem tu przenieść . Ale temat dla mnie stał się rozwojowy 🙂

Na stronie http://www.gazetalubuska.pl/strefa-agro/wiadomosci/a/buhaj-ilon-byl-gwiazda-prlu-ma-nawet-swoj-pomnik,12370178/ przeczytałam i skopiowałam stamtąd fajny fragment …”  Zanim betonowy Ilon ozdobił pagórek, rok przeczekał zamknięty w stodole. Pomnika przez pierwsze lata pilnowali nawet okoliczni myśliwi. Rogi, zad i… jajka Pomnik więc stał i bardzo szybko obrastał w historię i anegdoty. – Pomnik ustawili… no, w jakimś kierunku. Głowę ma w jedną stronę, zad ma w drugą – mówi C. Kryszkiewicz. – Często jak ktoś się mnie pytał o kierunki, odpowiadałem, że wszystko zależy od kontekstu. Czy tyłek do czegoś, czy rogi na coś. I zależności od tego kto przyjechał, to się mówiło dlaczego on tak ustawiony. Albo dupą do Zachodu, albo rogami na Wschód – śmieje się szef spółki. Najwięcej kontrowersji wzbudził jednak zwyczaj malowania tego, czym Ilon zapracował na swoją sławę. – Co roku przed Wielkanocą znajdowali się tacy, co wdrapywali się na pomnik i zmieniali bycze jajka w pisanki – śmieje się prezes Kryszkiewicz. A było to zadanie wręcz karkołomne, bo pomnik jest dość wysoki. – Raz wymalowali go w kolory biało-czerwone. To się ludziom nie spodobało, nawet telefony miałem w tej sprawie. Awantura się zrobiła, mówią do mnie: „weź chłopie przemaluj, bo jak to narodowe barwy na byczych jajach…”. – Czy ta tradycja trwa do dziś? – pytam prezesa. – W tym roku jakoś nie. Brak ducha w narodzie – odpowiada ze śmiechem.”

A kolejny temat poruszony w pamiętniku Jurka jest poważny :

Kopalnia Kazimierze- Juliusz w Będzinie, jeszcze wtedy żywa. zdjęcie z netu

Jerzy wspomina w swoim pamiętniku, że odbywał praktyki wakacyjne w Kopalni Kazimierz- Juliusz w Będzinie. Kiedyś zjechał na dół kopalni i nawet przeczołgiwał się przez bardzo wąskie chodniki…. było to zapewne wielkie przeżycie dla młodego mieszczucha nawykłego do całkiem innych widoków. Teraz czytam, że w 2015 roku Kopalnię zlikwidowano a w 2017 zburzono szyby. Tak zanotowano wtedy to wydarzenie : „Przy figurze św. Barbary już nikt nie składa kwiatów. Pod ziemią zaległa przeraźliwa cisza, a maszyny znieruchomiały. Trwa likwidacja kopalni Kazimierz-Juliusz, ostatniego takiego zakładu w Zagłębiu”……