Lwów….

I znaleźliśmy się we Lwowie…..

Lwów…Lwów.

Od razu wydał się ciepły i bliski. Pewnie to sprawka dobrych duchów, które mieszkają w starych polskich kamienicach a tłumnie spotykają się na Cmentarzu Łyczakowskim.

 A może tutaj ziemia wydziela dobre fluidy. 

To obecnie jest duże miasto, ma 850 tys. mieszkańców, czerwone tramwaje i trolejbusy. Ludzie i samochody na ulicach są tacy jak my. Gdzieś pędzą, potem siedzą na ławkach w parkach, albo bawią swoje dzieci na huśtawkach ogródków jordanowskich.  Młode pary w ślubnych strojach krążą po Rynku i zaczarowanych uliczkach . Spotykamy ich też w Operze. Wszędzie towarzyszą im tłumy rodzinne, gapiów i fotografów.

Jezdnie pokryte kostką bazaltową,  jeszcze pamiętającą czasy galicyjskie. W niektórych miejscach się zapadają , ale i tak wytrzymały bardzo długie lata w niezłej kondycji.

Autobus podskakuje, Mirek narzeka. Ale mnie się podoba to podskakiwanie, jedziemy wolno , dostojnie i hałaśliwie.

Oglądamy uliczki wąskie, biegnące dół lub wspinające się w górę, okolone  rzędami wysokich secesyjnych  kamienic. Nie czytamy ich nazw , ukraiński Polak, przewodnik podaje nam stare Polskie nazwy. Tak się z nami umówił. Że jest to podróż w przeszłość , w czas, który bezpowrotnie minął.

 Miasto rozłożone jest na siedmiu wzgórzach i tonie w  zieleni poprzecinanej wieżami i kopułami świątyń różnych wyznań.

Śladami mojego Taty. Rodzinne gniazdo. Raków i okolice.

Na tej mapie nie ma Rakowa. Ale jest położony 36 km na północny zachód od Mińska.

 

Panoramia Rakowa . Na pierwszym planie wyspa na Isłoczy z pradawnym kurhanem. Zdjęcie wykonała Jadzia Lisowa, moja kuzynka, w czasie swojej podróży do Rakowa w 1980 roku.

 

 

W klimacie tego rzewnego kresowego miasteczka i jego bliskich okolic urodzili się moi Pradziadkowie, Dziadkowie i Tato. Aż któregoś dnia przyjechała z dalekiej beskidzkiej wsi , moja Mama – Stefania Jakubiec.

I tutaj przyszło do nich Wielkie Zakochanie i Trwała i Trudna Miłość, ale taka na całe życie.

I dlatego rzecz o miasteczku…..Wybaczcie piszącej….

Raków , to małe miasteczko , na rubieżach dawnej Rzeczypospolitej. Po II wojnie światowej znalazło się na terenie Białorusi. Na załączonej mapie nie widać Rakowa, ale położony jest 36 km na północny zachód od Mińska.

Kiedyś znajdowało się  na  szlaku handlowym z Mińska do Oszmiany.

Gdy się podróżowało pociągiem, należało wysiąść na stacji kolejowej w  Radoszkiewicach i stamtąd trzeba było pokonać  18 km, by zobaczyć Raków.

Raków, jest położony nad rzeką Isłocz ( niekiedy nazywaną Słocz), lewym dopływem historycznej już Berezyny , na piaszczystej  płaszczyźnie, otoczonej malowniczymi  wzgórzami.

O mieszkańcach czasów prehistorycznych świadczy dobrze  zachowane grodziszcze obok  dworu , wielki kurhan na wyspie rzeki Isłocz i znajdowane na jej brzegu narzędzia wytworzone z krzemienia.

Stare grodzisko jest  położone wśród wielkich drzew,  usypane  ok. 5 m nad poziomem łąk , ma kształt wydłużonej podkowy , zwężonej od strony północnej, gdzie znajduje się wejście. Długość wynosi około 66 m a szerokość około 30 m . Na południowym jego krańcu znajduje się taras z wyraźnymi szczątkami ołtarza ofiarnego. Całe grodzisko otoczone jest rowem i wałem powstałym z ziemi wydobytej z rowu. Rów ten miał połączenie z rzeką. Całość miała także znaczenie obronne.

 

W czasach litewskich Raków  należał do wielkich książąt a w 1465  król Kazimierz Jagiellończyk ofiarował miasteczko zasłużonej rodzinie  Kieżgajłłów .

W 1550 ostatnia z  tego rodu wniosła je jako  wiano swojemu mężowi , Janowi Zawiszy- staroście spiskiemu.

W I połowie XVII wieku razem z ręką Anny Zawiszanki Raków  dostał się w ręce Szymona Samuela Sanguszki- wojewody witebskiego.

Sanguszkowie nazwali dobra Rakowskie hrabstwem i przyjęli tytuł hrabiów na Rakowie

W tym czasie miasteczko   przeżywało okres świetności, zarządzali miastem i hrabstwem gubernatorowie a na zamku aż do końca XVIII wieku odbywały się  sejmiki powiatowe.

Sanguszkowie mieli piękną rezydencje w pobliżu miasteczka. Ostatni Sanguszko umarł nie zostawiając potomka.

W okresie 1750-1781 gubernatorem był  ciemnej sławy Józef Szyszkowski.

Po drugim rozbiorze Polski , w  1793 roku,  Raków został odebrany Sanguszkom i oddany przez cesarzową Katarzynę II z licznymi dobrami hr. Mikołajowi Sałtykowowi, feldmarszałkowi wojsk ruskich.

Sąsiadujący Tomasz Świętorzecki, podstoli mścisławski, właściciel sąsiednich Krzywicz wytaczał procesy o granicę, która się przesunęła z powodu zmienionej podczas powodzi koryta rzeczki Połocczanki.

Dochodziło nawet do rękoczynów, ale w końcu w 1800 roku doprowadzono  do ugody zwaśnionych sąsiadów. Świętorzecki zrzekł się owej łąki a dominium rakowskie oddało młyn, zwany Borek z groblą na rzecce Wisnozie.

Niedługo potem , bo w 1804 roku Sołtykow  sprzedał  Raków Wawrzyńcowi Zdziechowskiemu. I od tej pory mieszkały tam 4 pokolenia tego rodu.

Tu urodził się ok. 1860 roku Maryan Zdziechowski, znany filolog i publicysta.

 

Dzieje kościołów i klasztorów.

W 1686 roku Konstancja Teodora z Sapiehów , żona ks Hieronima Sanguszki,  ufundowała   dominikanom niewielki klasztor , który spłonął w 1742 roku. Gdy przeorem został ks Wołodkowicz odbudował klasztor , korzystając ze składek wiernych.

Po 1835 roku klasztor opuścili  dominikanie i został on przekształcony na kościół parafialny. Początkowo drewniany, a następnie murowany.

W tym okresie parafią zarządzał światły i zacny kaznodzieja Eustachy Karpowicz ( który wychowywał mojego pradziadka- o czym napiszę później ), a w drugiej ćwierci XIX w długo był proboszczem słynny kaznodzieja Wiktor Malewicz( zmarł w Horodyszczu w 1887 roku)

 

Od dawna była w Rakowie  cerkiew  pw Przemienienia , W 1702 roku Kazimierz Sanguszko , wojewoda miński, ufundował przy niej klasztor bazylianów , który zamknięto  w 1839 .

Przy monasterze istniała duża biblioteka( dziś rozproszona) archiwum( istnieje do dziś) bractwo sw. Anny i szpital.

W Rakowie istniał też zbór kalwiński, ale nie wiadomo kiedy i przez kogo został założony. Zbór te zlikwidowano na  początku XVIII wieku .

W miasteczku była też  synagoga i kilka domów modlitwy.

 

Raków w tym okresie był miastem zamożnym. Posiadał młyny, gorzelnię, tartak, wielkie obszary łąk i lasów. Miasteczko  liczyło  3000 mieszkańców , przeważnie Żydów. Żydzi trudnili się drobnym handlem, uprawą warzyw i wyrobem maszyn rolniczych jak: sieczkarnie, młynki, wialnie, młocarnie. Wyroby te były  sprzedawane nawet w  guberni pskowskiej, petersburskiej i in.

Mieszczanie chrześcijanie zajmowali się  rolnictwem, handlem wieprzowiną i różnymi rzemiosłami, przeważnie garncarstwem. Wytwarzane tutaj polewane naczynia gliniane były poszukiwane nawet bardzo odległych stronach .

Targi odbywały się w poniedziałki, tam  włościanie sprzedawali  swoje produkty rolnicze i bydło.

Od ok. 1870 roku działała  szkoła gminna a w 1887 roku otwarto pocztę listową.

 Były też  dwa okręgi policyjne obejmujące rozległy teren.

 

Te dość suche informacje zebrane na podstawie starych zachowanych zapisków znalazłam w Internecie  ( portale WWW. Radzima, genealogia i wikipedia ).

Ale sama czytałam z ciekawością i mam nadzieję, że czytelnik nie zasnął.

A moje dzieci, czy wnuki może sobie wyobrażą takie dalekie kresowe zamglone miasteczko, a nad nim wielkie gołębioszare niebo, jak oczy mojego Taty, Wacława. I mowa tam polska, miękka , zaśpiewna . Nawet słyszę jak mówi moja Babcia- Oj dziateńki wy moje..

Tam są nasze korzenie….

 

Wielki kurhan na wyspie.


 

Raków w roku 1990. Kopia zdjęć z portalu Radzima ( jest zgoda na upublicznianie )