
Amfiteatr gorzowski, festiwal cygański Romane Dyvesa. 2009. My na widowni….

na widowni, obok , zasłuchana Kostusia….
Dzisiaj z telefonem Bożeny przyszedł dzień inny, refleksyjny smutkiem. Jedyny taki. Wczoraj nasza, zda się niezniszczalna koleżanka Teresa Łakoma- Koryluk, zwana Kostusią wybrała Wolność Wieczną Młodość i Radość w innym, nieznanym nam jeszcze, ponoć Lepszym Świecie.
I cóż nam robić. Łzy są zbyt banalne chociaż chciałoby się płakać, po prostu zwyczajnie po ludzku płakać. Opłakiwać. Ale nie jest to łatwe, na razie serce ściśnięte i słów brak.
I dlatego otwieram księgę życia, księgę naszej młodości.
I wracam do Gorzowa, gdzie młodość uwieczniona, utrwalona w myślach oczach i sercu.
I radość młodzieńcza. I uśmiech. I jakieś zdjęcia, stale żywe.
Jesteśmy w LO na Zawarciu . To nic , że pół wieku temu. Wielka sala gimnastyczna i dyr. Herma krzyczy- Kostusia Kostusia, szybciej , tam podawaj tę piłkę. Był naszym wiernym kibicem, gdy grałyśmy w koszykówkę. W drużynie kapitanem jest Kostusia. Dominuje wzrostem, zwinnością zręcznością i celnością udanych wrzutów do kosza. Wysoka delikatne jak trzcina, jasnowłosa, wiecznie roześmiana to dziewczyna. Bardzo przez wszystkich lubiana, ba kochana. Bo jak nie kochać takiego roześmianego Promyka.To były nasze najwspanialsze chwile, ze sportem, radością potem na czole i pod owłosionymi pachami, bo wtedy nikt ich nie golił.
To było dopiero potem. Gdy spotkanie po 40 latach w Gorzowie koleżeńskie, takie jak kiedyś. Wiecznie młodzieńcze i radosne. Uciecha, bo właśnie Romane Dyvesa. Festiwal cygański. Siedziałyśmy obok,i czułam Jej ciepło pulsujące obok. Patrzyłam jak ogląda i słucha. Złapałam w oko obiektywu Jej twarz i mam Ją na zawsze. Zachwycałyśmy się wtedy spódnicami wirującymi i kolorytem cygańskim i muzyką. Tak , teraz też słyszę jak grają Cyganie i widzę jak tańczą na estradzie gorzowskiego amfiteatru pod ciemniejącym już niebem i światłem gwiazd. Grają dla Ciebie Kostusiu swoje cygańskie pieśni.
Następnego dnia ostatnie moje przedwyjazdowe spotkanie z koleżankami. Szybko minęły te trzy pobytu w mieście, gdzie się urodziłam. Za szybko. Na zdjęciu został balkon u Bajki z widokiem na Park Wiosny Ludów, ukwiecony, wonny ziołami posianymi w skrzynkach i my, trzy gidie wiecznie młode. I nasze pożegnanie już właściwie nocne na dworcu.
A potem jeszcze ostatnie spotkanie w Warszawie, zawsze wesołe, rozchichotane Teresą. Dla nas Kostusią. Zawsze Kostusią.
I jeszcze były rozmowy telefoniczne, głos pogodny, niefrasobliwy i uczucie, że to nigdy się nie zmieni. Lubiłam te rozmowy o wszystkim i o niczym właściwie. Tego będzie brakowało. Ale to nic. Zapraszam Ciebie Kostusiu na kawkę, pogadamy, powspominamy. Będzie jak kiedyś. Może wpadniesz, będę czekała….
….tylko dlaczego wiatr nagle odwrócił tę stronę naszej księgi z młodości . I zamknął tamtą, z pięknymi wspomnieniami….
Teraz pożegnania nadszedł czas. Nie na zawsze, tylko na chwilę, na małą chwilę. Będziesz czekała na nas ze swoim uśmiechem i organizowała jakieś piwo. Przybędziemy…..



