Pożegnanie doktora Krzysztofa Urbańskiego (1947-2014)
Dnia 20 kwietnia 2014 r. zmarł po długiej i ciężkiej chorobie dr med. Krzysztof Urbański – specjalista chorób wewnętrznych, kardiolog, wieloletni pracownik Wielospecjalistycznego Szpitala Miejskiego im. Józefa Strusia w Poznaniu przy ulicy Szkolnej 8/12, a ostatnio przy ulicy Szwajcarskiej 3, który wyróżniał się pośród praktykujących w tym zawodzie najważniejszą i najbardziej pożądaną umiejętnością, z głębi serca płynącą, jaka jest całościowe (używając modnego dzisiaj słowa: holistyczne) postrzeganie swych pacjentów, czyli nie tylko zajmował się chorobami swych pacjentów, ale także dostrzegał ich sferę społeczną – i to co najważniejsze – psyche, duchową. To było nader widoczne w bezpośrednich Jego kontaktach ze swymi pacjentami, czyli, co tak się szumnie i naukowo określa, budował właściwe, nader pożądane relacje pacjent-lekarz. Tym właśnie się wyróżniał w środowisku lekarskim – a widoczne to było w tych jakże bardzo ludzkich odruchach Jego pacjentów. Oni po prostu bardzo lubili doktora Krzysztofa, który miał wszelkie cechy dobrego lekarza. A dobry lekarz to ten, do którego pacjent jak przyjdzie po pomoc, po poradę, to już z tej wizyty wychodzi zdrowszy.
Doktor Urbański, urodzony 29.09.1947 r. w Poznaniu, był absolwentem „Marcinka”, czyli I Liceum Ogólnokształcącego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu – z 1965 roku, kiedy to jeszcze do tego liceum chodzili wyłącznie chłopcy. Koedukację wprowadzono w tym liceum dopiero później. Uczył się bardzo dobrze i po zdaniu matury podjął studia na Wydziale Lekarskim ówczesnej Akademii Medycznej w Poznaniu, obecnie Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego. Ukończył ją w 1971 roku z wyróżnieniem – a więc przed blisko 43 laty – i ten tak długi okres czasu, to Jego nader staranna i z pełnym poświęceniem wykonywana praca lekarza.
Bezpośrednio po studiach rozpoczął staż lekarski w Szpitalu Miejskim im. Józefa Strusia w Poznaniu, gdzie wkrótce – dostrzegając Jego umiejętności i zaangażowanie w pracę zawodową – zaproponowano Mu etat. Pracował pod kierownictwem prof. Leszka Przybyła (ordynatora II Oddziału Wewnętrznych) – prowadząc m.in. zajęcia i wykłady z podstawowej opieki zdrowotnej dla studentów Akademii Medycznej w Poznaniu.
Warto wspomnieć o Jego hobby – kupował mnóstwo książek i czasopism.
Ci, co Go widzieli w ostatnich miesiącach Jego pracy zawodowej, widzieli lekarza uśmiechniętego, pogodnego, nader życzliwego – i w olbrzymiej zapewne większości Jego pacjenci nie mieli pojęcia, że ich lekarz toczony jest śmiertelną chorobą. To była heroiczna postawa zawodowa – oddawanie się sprawom swoich pacjentów z całym sercem i zaangażowaniem aż do samego końca, bez oglądania się na siebie i swoją chorobę. Umarł nieprzeciętny lekarz, wielkiego serca i charakteru, kochający życie i ludzi, osieracając mnóstwo swych pacjentów i środowisko lekarskie – pozostawiając w naszych sercach pustkę i żal. Można o Nim powiedzieć, że stosował się do zasady podanej przez Władysława Biegańskiego, lekarza i filozofa: „Jest to złota zasada w życiu: wymagać mało od świata, a dużo od siebie.”
Doktor Krzysztof Urbański, który w otoczeniu wielu przyjaciół i pacjentów został pochowany w dniu 25 kwietnia 2014 r. na zabytkowej poznańskiej nekropolii – Cmentarzu Parafii Bożego Ciała przy ulicy Bluszczowej 14 w Poznaniu – pozostanie na zawsze we wdzięcznej naszej pamięci. Żegnamy Cię, Wspaniały Doktorze Krzysztofie, Mistrzu, Nauczycielu wielu pokoleń lekarzy, Przyjacielu i Serdeczny Kolego!
W imieniu Koleżanek i Kolegów z roku – Jerzy T. Marcinkowski
Ocalić od zapomnienia ….
Jurek przysłał mi ten tekst, by pochylić się nad pamięcią o zmarłym przed 4 laty – Kolegą – Krzysiem Urbańskim .
Odszedł za wcześnie, nie dożył naszych 70 lat – tyle jeszcze mógł zdziałać, ile istnień ludzkich uratować. Ale jak mówi przyjaciółka , której mąż niedawno zmarł śmiercią nagłą – widocznie był potrzebny Panu Bogu…
Może tak , może nie. Nigdy się nie dowiemy. Tzn. nie dowiemy się będąc na tym świecie…
Tymczasem tu, na tym ” padole łez” ocalmy od zapomnienia tych, których już między nami nie ma. I Jurek tak pięknie to robi – dba o pamięć pisząc i zamieszczając wspomnienia – ma to niewątpliwie w genach , choćby po swoim Ojcu….
Może Ktoś pamięta Krzysia Urbańskiego – ma w oczach jakikolwiek obrazek, w pamięci wydarzenie czy jakieś zachowane zdjęcie – bardzo proszę – zamieszczę … to nasza ziemska rola, jedna z wielu …
Ja pamiętam tak niewiele – gdy pomyślę Krzyś Urbański wyświetla mi się tylko obraz 18 latka jakim wtedy był , na tym naszym pierwszym roku Akademii Medycznej w Poznaniu – niewysokiego blondyna o chłopięcej buzi – Jasnego Chłopaka, którego spotykałam na korytarzach Anatomicum. Chyba nigdy nie miałam okazji pogadać. Mam tylko w oczach Jego sylwetkę i twarz. To mało, bardzo mało ….
Tekst Jerzego T. Marcinkowskiego był zamieszczony w Biuletynie Wielkopolskiej Izby Lekarskiej .
Zdjęcia przyrody własne .
PS.
Dzisiaj pozwalam sobie skopiować dwa bardzo ciekawe i ważne komentarze – które wczoraj znalazły się po tym tekstem …
Może Ktoś do nich nie dotrze , bo czytać tekst można, ale chcąc wpisać komentarz lub przeczytać już tam zawarte – należy kliknąć na tytuł i dopiero wtedy otwiera się pod wpisem jakby szufladka komentarzowa …
Komentarz Mariolki :
-
-
W gazecie „Głos Wielkopolski” opublikowano dnia 23.04.2014 następujący nekrolog:
„Z głębokim żalem żegnamy
Dr. n. med. Krzysztofa Urbańskiego
wieloletniego pracownika
Rejonowej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Poznaniu,
lekarza oddanego pacjentom i cenionego przez współpracowników.
Wyrazy głębokiego współczucia
Rodzinie oraz Bliskim
składają
Dyrektor i pracownicy”.
Otóż Krzysiu Urbański przez wiele lat jeździł w karetce Pogotowia Ratunkowego, którą to pracę bardzo lubił, a jak pojawiał się na miejscu zdarzenia to emanował od Niego wielki spokój, skupienie i zdecydowanie w podejmowanych szybko działaniach. Dlatego Go powszechnie szanowano a w chwili składania trumny z Jego ciałem do grobu nad tymże grobem utrzymywał się w powietrzu śmigłowiec Pogotowia Ratunkowego oraz „wyły” karetki Pogotowia Ratunkowego – bo wielkiego lekarza chowano!




Pamiętam Krzysia doskonale. Mieszkał na ul. Marcelińskiej – ja kilka domów dalej (narożnik Marcelinskiej i Grochowskiej ) więc często jeździliśmy razem na wykłady z tego samego przystanku autobusowego.
Wesoły, pogodny – zawsze miał coś dobrego do powiedzenia.
A wiedza wielka – wydawało się że znał książki na pamięć.
Uczynność to jego ważna cecha. Po wielu latach spotkałam Go w szpitalu na ul. Strusia zupełnie przypadkowo. Poznał. Pomógł załatwić wszystko.