Ponieważ w 1975 roku zmieniłam pracę, kontakty z Marzenką i jej rodziną stopniowo się rozmywały.
Wszyscy mieliśmy mnóstwo problemów rodzinnych i zawodowych, więc one nas całkowicie absorbowały .
Ostatni raz ją widziałam w Klinice Neurochirurgii przy Nowogrodzkiej.
Odwiedziłam ją i wówczas krótko rozmawiałyśmy. Opowiadała o swojej wspaniałej teściowej, żonie prof. Kieniewicza, kobiecie wielkiej urody, klasy i religijności. To na w tym czasie przejęła opiekę nad dziećmi .
Marzenka oczekiwała na operację kręgosłupa. Miała problemy z dyskiem i nawet jakieś objawy neurologiczne z tym związane. Była jak zwykle spokojna i pogodzona z losem.
Ale podobno potem wszystko było dobrze, wróciła do pracy i obowiązków domowych.
Po latach dowiedziałam się od Marysi Zieniewicz, farmaceutki o której już pisałam, że Marzenka zapadła na jakąś chorobę i zmarła.
Najmłodsze dzieci chyba miały wtedy niewiele ponad 10 lat.
Antoni pozostał sam.
Myślę o Marzence, jej rodzinie i losie niesprawiedliwym ….
