” A Maciek tańczy ” z cyklu moich ” Opowieści o Ziemskich Aniołach”( 4 )

oto cd tej opowieści…

Jej głos przez telefon brzmi miękko ciepło, soczyście, czuje się jej piękne wydatne wargi które układają się w Uśmiech. Jej głos z tym uśmiechem daje siłę rozmówcom, choć ich życie jest zwykłe i właściwie dobre, to ona, tak ciężko doświadczona daje im siłę. Tak jej mówią –ty dajesz nam siłę . ….

Tylko w pamiętniku zapisuje kolejny dzień. Dzisiaj pisze:

„ A Maciek tańczy.

Patrzę na niego jak tańczy”.

I dalej zatapia się w to co było, w tamten czas, bez emocji, ale  pisze, bo jednak pamięta, wraca do tamtych dni, gdy jeszcze był obok niej mąż , choć ich małżeństwo umarło.

„Nasz syn pięknie tańczy  – prawda ?, mówię. Obok mnie obojętność i pogarda. A może tak mi się wydaje, a może to tylko męska maska lęku i przerażenia które ma w środku.

Dopiero teraz tak  myślę, gdy już minęło 48 lat o tamtego czasu, kiedy urodził się nam syn.

 Byliśmy młodzi i piękni , tak o nas mówiono- jaka piękna para. Świat stał przed nami otworem. Emil jeszcze nigdy nie miał żony , więc nie tylko że znany architekt, ale też kawaler- znakomita partia mówiła mama.

Ja po traumie rozstania z pierwszą szaleńczą miłością , porzucona przez Swawolnego Dyzia, jak nazywałam Zenona , samiutka z maleńką córeczką. Odszedł od nas, a  przecież tak bardzo chciałam kochać i być dobrą żoną . Cyklinowałam wiórkami aluminiowymi podłogę naszego nowego mieszkania na wzgórzach, pastowałam z przejęciem. Zawsze było czysto, pachnąco a nowe zaprojektowane przeze mnie meble cieszyły oko oryginalnością. Poza tym pichciłam  coś tam, co mu zwykle nie smakowało, bo żywił się byle gdzie, najczęściej w knajpach. Mówił, że musi poznawać życie od podszewki, by potem o tym pisać. Faktycznie pisał, coś mu nawet drukowano, był znanym w Gorzowie , Nadodrzu , Twórczości literatem dziennikarzem i redaktorem. Ale cóż, nikt go nie nauczył jak kochać kobietę, tak zwyczajnie po ludzku ciepło i codziennie….A może ja nie potrafiłam dać mu kobiecego ciepła. Nie wiem jak było. Jak było tak było, fakt, że porzucił mnie i naszą dorodną wtedy 2 letnią córkę…..ale to było życie jakby obcej innej kobiety , nie moje. Tamten rozdział zamknięty.

 Teraz patrzę na syna który tańczy pięknie.

Ma wielkie wyczucie rytmu , jest cały Muzyką i Tańcem. Tak od maleńkości. Jest jakby przybyszem z obcej planety, nie zna naszego ziemskiego języka, tylko zapatrzony w niebo tańczy.

Czasami tylko zbliża się do mnie, przytula i wtedy wiem że mnie rozpoznaje i kocha. Ale  jest to miłość nienazwana,  Miłość bez słów, bo syn  nigdy nie powiedział do mnie mamo, nawet nic innego nie powiedział…

A mówiłam Emilowi, gdy ktoś nam powiedział, że dziecko ma skośne oczy, powiedziałam, faktycznie, nasz syn jest jakiś inny, a mój mąż, ojciec dziecka odparł z uśmiechem miłośnie na mnie patrząc- toż on ma twoje oczy…. Czułam że coś nie jest tak. Lekarze wyraźnie ociągali się z powiedzeniem nam prawdy.  Może chcieli nas przygotować na te hiobową informację, kluczyli, wysyłali do Warszawy na badania. Więc jeździliśmy, nie raz i nie dwa.  O nie chcę do tego wracać, a opisuję to już drugi raz, ale jednak wracam. Opowiadam pisząc ten pamiętnik. Nikomu nie zawracam głowy, ludzie mają swoje problemy, stale z nimi do mnie przychodzą, więc doradzam im  ja mogę.

Najlepszą radą jest by się do siebie uśmiechnęli. Gdy tak robią, pękają bariery ruszają lody i staje się między nimi jasność. Tak mam, mam taki dar, by pomagać ludziom , tak mi mówią, dar którego nauczył mnie Maciek. Tylko czułość i uśmiech. Żadne rozdrapywanie ran, szukanie win w sobie i w tym drugim, psychoterapie, tylko Uśmiech  Przytulenie i Zapomnienie o tym co było.

To wystarczy, wiem, wiem od Maćka, głęboko upośledzonego umysłowo mojego syna z  zespołem Downa. cdn 

zdj własne

 

 

Opowieści o ziemskich Aniołach. A Maciek tańczy. Taka Miłość.

oto cd opowieści o życiu mojej pierwszej bratowej „A Maciek tańczy. Taka Miłość” z cyklu ” Opowieści o ziemskich Aniołach ” …….

Nie mogę się powstrzymać by nie wrzucić tego zdjęcia Grażyny o której opowiadam.. Przysłała mi je niedawno- a ma teraz i na tym zdjęciu ok.  77 lat…..Dla mnie Niezwykłe…..Wszystko Niezwykłe….

Ona teraz niczego nie żałuje, tych mężczyzn dookolnych nią zainteresowanych, tego życia banalnego , nie żałuje. Bo ma syna. Nie zwykłego chłopaka, który dawno by od niej poszedł do swojego życia. Który wracałby nad ranem do domu, może nietrzeźwy, może naćpany. Nawet jeśli nie byłby taki, ona i tak by stale drżała, że tak może być.

Ma syna, który jest Inny, Niezwykły bo Inny. Jest jej, tylko jej, ciało z jej ciała, krew z krwi.  Maciunio jest jej całym światem. 

     Niedawno zatrzasnęły się drzwi za jego ojcem i wtedy ona zapadła w ten letarg, z którego się teraz wybudziła. Ojciec dziecka, jej Maciunia, nie chciał takiego syna. Nie zaakceptował, nie chciał na niego patrzeć. Stawał się agresywny w dzień, nocami słyszała jak łka w poduszkę. Żyli obok, a dni były coraz bardziej ponure i  stawały się czarne jak noc. Atmosfera w domu była tak gęsta i mroczne, że gdy powiedział-  pojadę  do Ameryki, zgodziła się w milczeniu, jedynie skinęła swoją czarną czupryną zawsze krótko obciętą, modelującą smukły kształt jej głowy.

 Przedtem kupił stary dom , ładny wygodny, blisko morza, z dużym ogrodem, by Maciuś miał dobre warunki dla swojego życia, jakże innego niż życie tzw. zwyczajnych dzieci. A tak naprawdę, to kupił ten dom i ten ogród, by zza szczelnego ogrodzenia nikt nie oglądał jego syna. Wstydził się . Urządziła pięknie wnętrze ze smakiem i lekkością . Właśnie kupiła ten stół ze szklanym blatem, na przekór wszystkim którzy mieli dzieci i komentowali, przecież dziecko zaraz go stłucze. Po co ci taki stół? Się dziwowali. Ale ona trwała przy swoim, nikt nie rozumiał jak to możliwe, że dom wysprzątany i szklany blat nienaruszony. I ona zadbana, zawsze nowy ciuszek oryginalny, bo własnego pomysłu i zwykle własnego wykonania, w dodatku uśmiechnięta. Przychodzili i stale przychodzą młodzi przyjaciele, pary młodych, na ciasto jej pyszne i kawę. Urządza przyjęcia, bo to lubi. Lubi ba, nawet kocha ludzi…

Dlatego też ich zaprasza, lubi gdy ją odwiedzają liczni znajomi. Zawsze  udają, że nie widzą Maćka, co ją może i boli a może nie boli. Zresztą Maciek wtedy znika w swoim pokoju i medytuje po swojemu. Ona wie, że jej syn wędruje swoimi myślami po swoim świecie, może z kimś tam się spotyka , bo bywa, że nagle zamruczy i się uśmiechnie. cdn….