Stefa nawet wtedy, gdy była onieśmielona, czy zdenerwowana albo smutna, umiała pokrywać to bardzo spokojnym zachowaniem. Czasami można to było interpretować mylnie, że nic Jej nie dolega, że jest wszystko ok. A nawet wydawać się mogło, że jest osobą oschłą i pewną siebie.
Ale Wacław wiedział i potem ja też rozpoznawałam, gdy była już bardzo stara, że to tylko maska.
Pod nią kryła się bardzo samotna , spragniona miłości czułości i ciepła , osoba.
Zawsze była dość zasadnicza, strofowała nas, sprowadzała do pionu i właściwie zarządzała całą naszą rodziną, nawet leżąc bezwładnie na tapczanie w swoim mieszkaniu, kierowała zdalnie każdym z nas.
Ale kiedyś zdarzyło się tak.
To było bardzo silne doznanie i tylko żal, że przyszło u kresu życia Mamy.
Otóż któregoś dnia wyjechałam na działkę, gdzie spędziłam dwa dni. W tym czasie Mama miała bardzo dobrą opiekę, bo zamieszkała z nami kobieta wielkiej poczciwości, Ukrainka, która nieustannie czuwała nad Mamą. Byłam więc spokojna o Rodziców. Gdy wróciłam, od razu poszłam do Ich mieszkania , weszłam do pokoju Mamy. I wówczas spytałam, czy się cieszy, że wróciłam. Moje pytanie było spontaniczne i nigdy przedtem nie padało. Widocznie też byłam mało czuła. Mama milczała, a potem odpowiedziała z trudem, wówczas już miała problemy z oddychaniem- a jeśli jesteś spragniona i ktoś ci poda wodę- czy się cieszysz?…..
