Jak to z jodem i morszczynem było…

SAM_0546.JPG

 

SAM_0743.JPG

 

SAM_0748.JPGMorszczyn znaleziony nad Bałtykiem, teraz w maju, 2015 roku ….

 

 

Poprzednio napisałam, że w  dzieciństwie będąc nad morzem fascynowałam się tajemniczymi nibyroślinami wyrzucanymi na plażę przez wodę.

Wyglądały jakby były z innego świata. Nie przypominały zwykłych trawiastych czy liściastych krzewinek rosnących na lądzie. Miały brązowawo rudy  kolor i płaskie pędoliście ujęte w pęk,. Były  pofałdowane na brzegach jakby ktoś  specjalnie je  ozdobił falbanką.

W dodatku w ich rozwidleniach  siedziały sobie bursztynowe lekko przezroczyste banieczki. To o nich tata mówił, że dostarczają nam jod, którym się delektujemy a nawet leczymy będąc nad morzem.

     Gdy po latach wróciłam do Jastarni, poza muszelkami cudnej urody wypatrywałam tej właśnie nibyroślinki. Kiedyś czytałam, że w ogóle już wyginęła w naszym Bałtyku, bo zanieczyściliśmy to morze w sposób ekstremalny. Ale jednak znalazłam maleńkie znajome krzaczki, już nie tak rozłożyste jak kiedyś, ale były.

I przyszła dziecięca moja radość. I zdjęcia były i teraz mogę sobie oglądać. I czytam w necie jak to jest z tym jodem i morszczynem .

Otóż morszczyn po łacinie zwany  Fucus jest glonem. Należy do brunatnic. Nazwa ta pochodzi od koloru tego glonu , który z kolei nadaje mu fukoksantyna, która poza chlorofilem zamieszkała w jego  pasmowatych komórkach. Do morskiego dna morszczyn przyrasta tarczowatą przylgą. 

Jest mieszkańcem przybrzeżnych wód północnego Atlantyku i Oceany Arktycznego oraz przylegających  mórz zarówno po stronie amerykańskiej jak i afrykańsko-europejskiej . Do nich należy nasz Bałtyk.

Owe tajemne koralowate twory wrośnięte w płaskie pasma morszczynowe są najzwyczajniej w świecie pęcherzami pławnymi, które umożliwiają swobodne unoszenie pędów w wodzie a po obumarciu tej niby rośliny powodują, że z falą wypływa ona na plażę.  I stąd nazwa morszczyn pęcherzykowaty. Ponoć można wyodrębnić w nim części będące odpowiednikiem korzeni, łodygi i liści. Oglądając glon, nie jest łatwo zauważyć te części, i należy wierzyć biologom na słowo.

Poza pięknym wspomnieniem z dzieciństwa, które przyniósł mi morszczyn dodatkowo  czytam z lubością jaka to wartościowa roślina jest. Otóż stanowi składnik wielu mieszanek ziołowych, kosmetyków i przydatna może być w kuchni. Ponoć w sklepach ze zdrową żywnością można kupić suszony morszczyn. Aż muszę sprawdzić- w podziemiach Dworca Centralnego gdzie wprawdzie coraz rzadziej, ale bywam, jest taki sklep. ..

Plechy morszczynów się odsala i suszy. Zawierają 0,03-0,1% jodu dodatkowo jego część jest związana tworząc pochodne tyroniny ( hormon tarczycy). Zawartość jodu zależy od zasolenia morza. Poza tym morszczyn zawiera magnez, mangan, miedź, cynk, sód, potas, siarkę chlor i nieco bromu a także  barwniki i polisacharydy ( wielocukry) . I to właśnie te polisacharydy jak np. algina powodują, że roślina ma zastosowanie w wielu gałęziach przemysłu, przy produkcji lodów i kosmetyków. Osoby z nadciśnieniem i miażdżycą a także odchudzające się czy cierpiące na zaparcia też mogą skorzystać z leczniczego działania  morszczynu. Jednak nie należy polegać na terapii morszczynowej w przypadku rozpoznanej niedoczynności tarczycy, gdyż  łatwo może dojść do przejścia w fazę jej nadczynności.

Poczytałam, zapamiętałam, ale z porad nie skorzystam. Bo po pierwsze- od 2004r. morszczyn w Polsce jest objęty ochroną gatunkową , co patrząc na maleńkie jego ilości wyrzucane przez morze popieram w pełni. A poza tym mam nadzieję, że wypady nad Bałtyk , zwłaszcza w okresie pomiędzy listopadem w marcem, kiedy to szaleje bryza morska i jest najwięcej magicznego jodu w powietrzu, dadzą więcej niż spożywanie tego nieszczęsnego glonu. Bezmiar wód, nieustanny niepojęty szum morza, piaski śnieżnobiałe smak soli na wargach to jest właśnie to,  co „ tygrysy lubią najbardziej”……

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dziecięce nadmorskie zachwyty

SAM_0634.JPG

 

SAM_0572.JPG

 

SAM_0546.JPG

 

 

Idę nadbałtycką plażą, piasek poskrzypuje piszcząc pod stopami, śnieżny jak prawie nigdzie na świecie, muszelki bieleją i jestem znowu małą dziewczynką, która przeżywa swoje pierwsze zachwyty. Wczasy wagonowe w Jastarni, rozpuszczone przez letników mewy stukające o świcie w dach by chlebek dostać , las komarzasty i wreszcie wydma przecudna z narastającym szumem. Szumem, który odnajduję teraz w wiatrem kołysanych koronach wielkich sosen mojej nadbużańskiej Puszczy Białej, niezapomnianym, zapachowym jedynym takim. I przyspieszony wydmowy bieg by zobaczyć to, co wiecznie żywe, dyszące jak wielkie leżące zwierzę, z falującym ciałem zamykającym horyzont. Dookolny horyzont zapierający dech i smak soli na wargach. I po wydmowym biegu długie stanie w wielkim zachwycie. Takie dzieciństwo to skarb przechowywany w pamięci i sercu długo, mieszkający we mnie na stałe.

I potem tuptanie brzegiem morza, stopy podmywane przez fale, zabierające piasek spod stóp. Cudne zjawisko ….

Potem oglądanie tego, co morze wyrzuciło. W tamtych przaśnych latach 50-60 ubiegłego wieku zachwycało wszystko- oglądane po raz pierwszy w życiu plastikowe butelki z rysunkami pomarańczy leżące na plaży czy kartony z dziwnymi zagranicznymi napisami i malunkiem krowy, jakieś deski skrzynkowe na których też wypatrywało się egzotycznych dla nas wtedy napisów z krajów, które były dla nas za żelazną kurtyną, a to my raczej byliśmy nią zamknięci….Tak, morze było dla nas oknem na świat, inny, niedostępny , fascynujący a wymienione śmieci jawiły się jak listy z tych dalekich krajów.

Gdy już naoglądaliśmy się tych zamorskich dziwów, przychodziła pora na  drobiażdżki plażowe- śnieżne , delikatnie rzeźbione muszelki;  maleńkie bezbarwne galaretki z centrycznym nikłym rysunkiem malowanym na błękitno lub różowo to były ciała  meduz, a wreszcie wyrzucone na brzeg krzaczaste, dziwne rośliny. O nich to rodzice mówili, że jod dostarczają, a nawet magazynują go w pięknych kształtnych pęcherzykach, które też zadziwiały. Takich roślinek nigdy przedtem ani potem nie widywałam….

I teraz gdy idę plażą wypatruję podobnie jak kiedyś. Plastikowe butelki czy puszki z zagranicznymi napisami już się nie walają na plaży, zresztą nie byłyby już taką atrakcją jak kiedyś, bo pełno ich na półkach naszych sklepów. A dzisiejsze pokolenie często nawet nie wie, że mleko daje krowa. Myślą, że od razu jest w kartonie.

Zostały tu  tylko piękne  muszelki i maleńkie otoczaki. Ożywiam się gdy nagle widzę maleńką wysuszoną krzewinkę  ze znajomymi bursztynowymi pęcherzykami. A już myślałam, że nigdzie jej nie ma, bo czytałam, że zanieczyszczony Bałtyk ją uśmiercił. Ale jednak jest….

I wszystko jest jak kiedyś i tylko dziwne, że  podbiec jakoś trudno i nogi szurają z większym trudem po piasku . Ale co tam…było pięknie i jest pięknie…