Pamiętnik mojego teścia – Jana Konopielko ( 15 ). Życie ludzi i przygody w szkole białoruskiej .

Z albumu rodzinnego Heleny i Jana Konopielko. Jan elegancki nauczyciel okresu międzywojennego …..

Pamiętnik Jana Konopielko ur.12 lutego 1906 r w Kołpiei, zmarłego 22 grudnia1985 w Olsztynie .

Spoczywa na Cmentarzu w Lidzbarku Warmińskim obok swojej żony-

Heleny z d. Wojciul

Chyba nie od rzeczy będzie, Moje Kochane Wnuczęta, że poświęcę parę słów tej szkole w Sukniewiczach.

Była ona nie tylko szkołą dla dzieci, ale także ośrodkiem kulturalnym i oświatowym.

Tu odbywały się przedstawienia i tańce młodzieży, narady z rodzicami itp., imprezy szkolne.

Przy władzy radzieckiej – też spełniała ona rolę miejsca zebrań mieszkańców tych wiosek rozsianych gęsto wokół niej.

W tym budynku odbywały się  też wybory kandydatów do komisji w Mińsku, która zajmowała się  sprawą  przyłączenia Zachodniej Białorusi do Białorusi Wschodniej- Republiki  Białoruskiej.

Tu też wybierano kandydatów do rad narodowych.

Mnie do tych wyborów nie zapraszano.

Na kandydatów wybierano tylko biedotę. Takie było polecenie przedstawiciela władz radzieckich.

Żeby ściągnąć na wybory jak największą ilość obywateli, zorganizowano z jednej z klas szkolnych sklepik, gdzie można było kupić: cukier, ciastka, czekoladę i inne słodkie rzeczy, których brakowało w sklepikach wiejskich zorganizowanych niedawno.

Charakterystyczną rzeczą było to, że przedstawiciel radziecki  zaproszenia do naszego domu  nie przyjął, mówiąc, że wolno jemu tylko bywać u biedaków na noclegu i posiłkach. Ślepo wypełniał rozkazy swych władz.

        Ciekawi Was, Kochane Wnuczęta,  na pewno, jaki nastrój panował wśród tutejszych mieszkańców?

Otóż- różny. 

Bogaci bali się władzy radzieckiej, biedni- cieszyli się , że ta władza przyniesie im lepsze życie. I że, oni biedacy, zagórują nad kułakami. Że będą mogli uczyć w szkołach wyższych swoje dzieci oraz , że będą mieli darmowe leczenie i będę mieli prawo do odpoczynku. Bogatsi bali się, że im odbiorą gospodarstwo – krowy, świnie i owce i włączą ich do wspólnych gospodarstw- kołchozów, o których słyszeli od swoich krewnych przebywających w Związku Radzieckim, a teraz ich odwiedzających. Perspektywa ich życia była niewesoła. Żeby nie oddać swojego dobytku w całości do kołchozu, zaczęli zarzynać krowy, owce, świnie i solić mięso na przyszłość.

Radziecka władza po włączeniu Zachodniej Białorusi do Związku Radzieckiego – zaczęła żądać podatku za ziemię- podatku w naturze: mięsa, zboża, kartofli oraz mleka do mleczarni. Kto nie miał tych produktów , kupował u sąsiadów i zdawał.

Nieraz chłopi organizowali całe karawany tych wozów i odprawiali na punkt zbiorczy z orkiestrą – harmoszką na czele.

A więc nastrój wśród ludzi był mieszany- jedni się cieszyli- drudzy smucili.

A dla nas, nauczycieli, ogólnie biorąc, przybycie bolszewików było zaskoczeniem, a nawet wstrząsem. Ani jeden z nas nie był pewny swojej pracy, swego życia.

Wiedzieliśmy, że nas zamienią ich nauczyciele, a nas wywiozą na Syberię, Kazachstan. Tak się też i stało.

                Z nadejściem wiosny 1940 roku zaczęły się wywozy.

Najpierw wywozili z całą rodziną pozostałych urzędników polskich, osadników po pierwszej wojnie światowej, gajowych i niektórych nauczycieli urodzonych na południu Polski.

Mnie pozostawili, chociaż moją osobę omawiali na zebraniu aktywistów.

Do mnie mieli pretensję, że „ obkułaczyłem się” , bo się ożeniłem z córką bogatych rodziców, którzy posiadali folwark, własny dom w Smorgoniach i zbudowali młyn na swoich połaciach.

Obronili mię od wywozu inspektor szkolny Brudzina i dyrektor średniej szkoły – Siedachow. Oni mi sami powiedzieli, że póki oni tu będą pracowali, nikt mię nie ruszy.

Obaj byli członkami partii komunistycznej i właśnie od nich to zależy, kogo należy wywieźć. Te protokoły na wywóz oni ustalali i zatwierdzali.

Dwóch aktywistów znających obywateli wyznaczonych na wywóz składali swoje podpisy, stwierdzając , że to są obywatele niebezpieczni dla władzy radzieckiej.

Takie zapewnienie wyżej wspomnianych „ towarzyszów” uspokoiło mnie.

Zbieranie „wrogów „ na wywóz ciągnęło się nieraz miesiąc i dłużej, aż nazbierali- napełnili wszystkie   wagony podstawione na stacji kolejowej w Smorgoniach . Wagony miały w środku piece żeliwne, które przy paleniu kopciły. Ludzie nazywali te piece „ kopciłowkami „ . W tych właśnie wagonach-   kopciłowkach wieźli niewinnych obywateli polskich do Kazachstanu i na Syberię.

Z naszej szkoły nikogo nie wywieziono, ale z sąsiedniej zabrano dwóch nauczycieli z rodzinami.

Po odejściu transportu ze stacji uspokoiło się życie nauczycieli i zamożniejszych chłopów.

W czasie wakacji władze szkolne zorganizowały  kurs dokształcający dla nauczycieli nie znających języka białoruskiego i rosyjskiego.

Inspektor szkolny , o którym już wspominałem, powiedział mi, że musi polskich nauczycieli przerobić na nauczycieli radzieckich, bo od niego na Zjeździe partii zażądano zwolnić tych pedagogów z pracy, którzy nie są zwolennikami władzy radzieckiej.

Po wywozach dużej ilości ludności nawet i wiejskiej, nastąpił jakby spokój.

Po  kursie dokształcającym , nauczyciele zaczęli pracować normalnie, ale często odwoływali się do dzieci, swoich uczniów o poprawienie ich nieprawidłowej mowy białoruskiej.

Parę słów o sobie.

   W pierwszych miesiącach władzy radzieckiej miałem kilka przykrych spraw. Oto pewnego dnia zachodzę do klasy i widzę, że kilku uczniów- chłopców klasy piątej stoi przed portretem Stalina i jeden z nich pokazuje palcem i czyta : „ ….”to było brzydkie słowo- nie chcę  tutaj cytować

Reaguję na to natychmiast, szybko podchodzę do portretu Stalina. I rzeczywiście, takie słowo jest napisane wyraźnie. Natychmiast sięgam do kieszeni po gumkę i delikatnie ścieram ten wyraz.

Będąc na zebraniu  dla rodziców następnego  dnia starałem się to wszystko zatuszować, bo wiedziałem, że gdyby o tym zajściu dowiedziała się władza radziecka , natychmiast i chłopcy ale przede wszystkim  ja byłbym pociągnięty do odpowiedzialności- mnie na pewno by aresztowali  i wywieźli jako wroga komunizmu.

    Drugim grzechem przeciw władzy socjalistycznej było to, że nie pozwoliłem urządzić zabawy tanecznej dla młodzieży w szkole po wyborach do rad gromadzkich.

Młodzież poskarżyła się inspektorowi szkolnemu.

I ten na drugi dzień wezwał mnie do swego gabinetu i pytał dlaczego tak postąpiłem ? Wyjaśniłem mu, że w szkole polskiej nie wolno było urządzać zabaw tanecznych, tak i w szkole radzieckiej.

W moich oczach inspektor porwał donos i powiedział : „ lepiej byłoby pozwolić”. Jeśliby ten donos nie trafił w moje ręce, mógłbym mieć wielką przykrość za tamowanie radości młodzieńczej po takich wyborach.

    Trzecim uchybieniem było to, że po wygłoszeniu w szkole mowy pierwszomajowej, na której byli obecni : inspektor szkoły i dyrektor średniej szkoły ( obaj partyjni) wzniosłem okrzyk na cześć pierwszego maja mówiąc: „ Niech żyje  trzeci – zaraz poprawiłem –  pierwszy maja”.

To zająknięcie” trzeci….” Komsomolcy interpretowali jako kpinę z władzy radzieckiej.

 I z tego też można było wysnuć dużo wniosków wrogiego nastawienia od obecnego reżimu.

  W drugim roku szkolnym 1940- 1941, pomimo okupacji,  praca w szkole poszła raźniej.

Przestali nękać wywozami, w sklepach pojawiło się trochę więcej towarów.

Mnie osobiście, było lżej pracować.

Ba, nawet kuratorium w Obłispołkomie ( w kuratorium szkolnym )  zatwierdzili mnie ponownie na dyrektora niepełnośredniej szkoły. 

Już szykowałem materiał na tynkowanie swojej szkoły, bo ona była zbudowana z opilonych bierwion- klocków.

Zdawało się jak gdyby  wszystko było na dobrej drodze do niezłego życia.

c.d.n.