Kiedyś przybyła do gabinetu przemiła starsza elegancka i śliczna pani .
Była niewysokiej postury, miała piękne srebrne włosy, twarz bez śladów wyrytych latami, nieomal młodzieńczą, różową i oczęta jak węgielki.
Bywała u mnie przedtem , nie miała jakiś poważnych przewlekłych chorób, zresztą dokładnie nie pomnę.
Lubiłyśmy się, była kulturalna, i delikatna i nigdy nie zajmowała mi dużo czasu.
Ale któregoś dnia wpadła z pobladłą twarzą.
I musiała wyrzucić z siebie swoją historię.
Otóż od dawna była wdową i na cmentarzu spotykała pana, który odwiedzał grób żony. Zaprzyjaźnili się bardzo , a potem ten pan jej się oświadczył.
Gdy wyraziła zgodę, bo miała nadzieję na wspólne wspieranie się w starości, z tajemniczą miną obwieścił jej, że szykuje dla niej wielką niespodziankę.
Nawet się ucieszyła, myśląc zapewne o miły podarku.
Po ślubie okazało się , że tą niespodzianką jest pełna sprawność seksualna tegoż leciwego pana.
I proszę sobie wyobrazić, opowiadała z obrzydzeniem i przerażeniem, on chciał być ze mną w łóżku….
Byłam zupełnie nieprzygotowana na takiego typu rozmowy. Tego nie uczyli na studiach, ani potem. Jedyne co mogło wtedy przychodzić do głowy, to jakieś strzępy myśli , które powstawały w mojej głowie, głowie dziewczyny liczącej niewiele ponad 20 lat.
Więc cóż ja biedna miałam powiedzieć, wysłuchałam i tyle, pocieszałam, że powinni o tym rozmawiać, może ona się jakoś przełamie, przyzwyczai, zresztą już nie wiem nawet, co mówiłam.
Właściwie ona nie oczekiwała ode mnie żadnej porady. I tak sama musiała rozwiązać swój problem.
Nie wiem jak skończyło się to małżeństwo, ale potem już tej pani nie widziałam, może wyjechała do swoich dzieci…
może wstydziła się tej chwili szczerości….
