Teksty brata- Zenona Łukaszewicza. Na marginesie ” Lotu nad własnym ziemskim losem” ( 2 ).

Na marginesie „ Lotu nad własnym ziemskim losem” ( 2 ).

 

 „ Lot nad własnym ziemskim losem „ mojego brata- Zenona, jest dość lakoniczny, właściwie jedynie czasem przebija w tym tekście jakaś nuta osobista.

Znajduję tam takie oto zdania:

 „ opiekowałem się bratem, jak umiałem” ale zmarł.  „ I znowu zostałem sam”. W tych kilku słowach jest smutek, poczucie odpowiedzialności , i równocześnie żal, że zawiódł , nie dopilnował. To słowa, które  przynoszą mi  rozmyślania. Wyziera z nich uczucie wyalienowania i równocześnie potrzeba bliskości. Chyba od początku nosił to w sobie . Mama opowiadała, że jako kilkuletnie dziecko , w Rakowie chodził sam do pobliskiego lasu i gdy wracał po kilku godzinach opowiadał jak było pięknie. Widział dużo i potrafił to przekazywać. Już wówczas Mama myślała o nim, że jest nietypowym dzieckiem. Wolał samotne wyprawy do lasu, niż zabawy w towarzystwie rówieśników. Co nie oznacza, że nie potrafił szaleć z Kolą- synem smorgońskich sąsiadów, Mirkiem- moim przyszłym mężem i młodszym o 6 lat bratem- Wacusiem. Mama bawiła się z nimi śnieżkami- co zostało uwidocznione na jakimś zdjęciu. Wacuś, typowe dziecko wojenne, wychowane właściwie na ulicy był jego podporą. Mama opowiadała, że kiedyś krzyczała na niesfornych synów. I wówczas czteroletni Wacuś powiedział : „ chodź Nieniuś ( tak nazywał Zenona) idziemy. Niepotrzebna nam taka mamka- chamka”….Tak więc śmierć brata na pewno odcisnęła się silnym piętnem na kształtowaniu osobowości Zenona.

Tak sobie teraz myślę, że może Jego nieuporządkowany tryb życia, którego byłam świadkiem i  o którym słyszałam , mógł wskazywać jak gorączkowo „ łapał” chwile, jak pragnął bliskości ludzi i jak czasem ich ranił. Przyciągał i odpychał równocześnie.

Był w nim jakiś niepokój samotnego westernowego  jeźdźcy….

Na koniec życia pisze, „ ten lot wybrałem sam”. Jestem dumna z tych jego słów. Może  chciał, żebym widziała, że się nie uchyla się od odpowiedzialności, nie zrzuca winy na nikogo. A przecież jak często myślałam, że zawsze szuka jej w innych. Jakże się myliłam…Gorzko to brzmi, ale daje mi ukojenie, że odszedł ode mnie człowiek w jakimś sensie odpowiedzialny albo tylko świadomy swoich win…

W tym tekście są też słowa, których się po Nim nie spodziewałam, biorąc pod uwagę stale żywy konflikt ojciec- syn. Zenon  bowiem pisze, że podziwiał Ojca za pracowitość i ambicje pogłębiania edukacji….

Tak więc ten ostatni tekst mojego Brata jest dla mnie przyczynkiem do rozmyślań, analiz ,  wracam do tych pozostawionych mi słów, czasami łaknąc ich jak przysłowiowego deszczu. Nie ukrywam, że chciałabym jakoś ocieplić Jego wizerunek, który noszę w sobie. Wizerunek ukształtowany przez Rodziców, moje obserwacje i relacje innych….