” Obłęd” Jerzego Krzysztonia to zaproszenie do innego świata…

obled_zdjecie.jpg

 

 

„Obłęd” Jerzego Krzysztonia to książka tylko dla tych, którzy są na nią przygotowani: poznali biografię pisarza i są zainteresowani światem ludzi chorych psychicznie. To chyba jedna z nielicznych tego typu książek na świecie, bo napisana przez pacjenta. To kawał pięknej autentycznej prozy…

Jeszcze było lato , gdy weszłam do biblioteki , stałam przed regałami i nagle , jakby odruchowo, wyjęłam tę książkę . Nazajutrz się dowiedziałam , że w tym czasie umierał mój brat.

Kiedyś się zachwycał „Obłędem „ Krzysztonia , ale wtedy nie przeczytałam . Teraz trzymam w ręku stareńkie wydanie z 1979 roku . I rozmawiam z nieżyjącym bratem i z koleżanką , którą namówiłam, by też wypożyczyła . I jesteśmy jakby w zamkniętym zaczarowanym kręgu tej książki…

Ale najpierw o autorze, to co podaje Wikipedia :

 <<Jerzy Krzysztoń, ur. w 1931 w Lublinie , prozaik i dramaturg. W latach 1940-1942 przebywał (na zesłaniu- moja uwaga ) w Kazachstanie i Uzbekistanie , później w Iranie, Indiach i Afryce. Ukończył anglistykę na katolickim Uniwersytecie Lubelskim . Debiutował w 1953 roku  „Opowiadaniami indyjskimi” , za które otrzymał nagrodę Młodych im. Pietrzaka. W 1965 za całokształt twórczości słuchowiskowej otrzymał nagrodę Polskiego Radia….. , a potem wiele innych nagród za twórczość literacką  >>

W ostatnich latach życia zachorował i wielokrotnie przebywał w szpitalu psychiatrycznym . W okresie remisji choroby napisał niezwykłą książkę , uważaną za autobiograficzną , pt .

„ Obłęd „ . Są to trzy niewielkie tomy . W pierwszym, zatytułowanym : „Tropiony i osaczony” bohater powieści- Krzysztof , reporter radiowy, zwykły ojciec i mąż , pewnego dnia doświadcza wielkiej odmiany . Niespokojnie krąży po mieście. A my  pędzimy za nim. Jakże zmienił się nasz świat dookolny . Zwykłe ulice , szarzy przechodnie , proste słowa nabierają innych wartości. Jest bardziej kolorowo, tajemniczo, znajdujemy jakieś znaki, symbole , przekazy sił wyższych i ich imperatywy .
 Wreszcie , umęczeni , pełni lęków i wzniosłych uczuć , razem z bohaterem lądujemy w jego mieszkaniu. Tam dzieje się coś tak niezwykłego , że w efekcie dostajemy się szpitala psychiatrycznego. I tutaj  też wszystko jest inne , niezwykłe . Otaczają nas ludzie o dziwnych zachowaniach  , a Krzysztof  nadaje im imiona dawno zmarłych  postaci historycznych . I widzimy  jego , który spętany pasami , uważa , że płynie po morzach jak Odys , szukając swojej Itaki i jak Odys jest „ Przywiązany do masztu „ . To tytuł drugiego tomu powieści.
Z trudem poddajemy się stosowanej terapii i bardzo wolno wracamy do rzeczywistości . Jest jakaś normalna i nieciekawa . Po prostu zdrowiejemy. Oglądamy z dalekiej perspektywy swoje poprzednie doświadczenia . Odwiedzamy  go w jego domu , gdzie pod księżycem  wschodzącym na wprost łoża pod oknem , Krzysztof właśnie kończy swoje pisanie .To ostatni, trzeci tom powieści pt. „Księżyc nad Epidaurem „…

Byliśmy razem z nim, zauroczeni , zaangażowani , przerażeni i zachwyceni równocześnie. Aż nastał dzień ostatni .  Krzysztof ma nawrót choroby . 16 maja 1982 roku popełnia samobójstwo . Stało się tak jak chciał, od dawna planował. Jak on potrafił opowiadać  o śmierci……

A tak mówił o  chorobie , która go dotknęła . Jego słowa czytamy na początku  pierwszego  tomu powieści :

„ nikt nie wie , co trzeba przeżyć , aby obłęd dojrzał i ogarnął człowieka bez reszty. Ileż to razy ludzie przeżywają tak koszmarne rzeczy , że powinni natychmiast postradać zmysły. Tymczasem wcale nie wariują….A innym wystarczy zwykłe, szare życie i – krach. Już się smażą w ogniu obłędu !. Kim są , zanim staną się obłąkani?…Bo to są takie kłębuszki wrażliwości . Świat dla nich jest cały z kolców. Usiłują się przystosowywać , ale to daremne. Albowiem jeszcze nie wiedzą , że Odys w nich śpi, że róża wykwita z cierni, a klejnot jest w lotosie . Amen. I że nikt nad nimi nie płacze ! Aż przychodzi ostatnia rozpaczliwa próba i – uciekają w szaleństwo…..Sam obłęd jest destrukcją albo nie wyjaśnioną grą lęków , rozpaczy, trwóg i udręk , chociaż w tej gehennie zdarzają się olśnienia. Iluminacje . Błyski tak nieprawdopodobne , jakby otwierała się przed człowiekiem tajemnica stworzenia !….Przed chwilą nazwałem obłęd destrukcją i uczyniłem to zbyt pochopnie. Tak może wydawać się komuś , kto patrzy z zewnątrz. Obłąkany tak nie uważa . Żyje on pełnią obłędu, żyje i wyżywa się w nim – świat bowiem przeistoczył się na dobre, stał się pełen nie przeczuwanych znaczeń, groźnych bądź radosnych albo zarazem groźnych i radosnych niezwykłości , wielkich postaci , którym można uścisnąć rękę, pokłonić się , zachłysnąć, czasem gorzko ze szczęścia zapłakać…I w tym przeistoczeniu wziąłem udział całą wyobraźnią , sercem i rozumem…..”.

Wielkiej sławy psychiatra, profesor  Antoni Kępiński , którego dziełami „ Schizofrenia „i „ Melancholia” zaczytywałam się w okresie studenckim , sugerował , że leczenie ludzi chorych na schizofrenię jest dlatego takie trudne, bo ich świat jest ciekawszy od rzeczywistości.

 I dlatego nie chcą do nas wracać…

 

 

Tekst własny opublikowany w portalu Moje Miasto Gorzów pod nickiem Klarka w 2011 roku.