Mama razem z młodziutką koleżanką też nauczycielką , która przybyła tutaj z Ukrainy , zamieszkała w wynajętym pokoiku niewielkiej chałupki. Gospodarze byli dobrymi, gościnnymi ludźmi i Mama czuła się tam dobrze.
W długie jesienne wieczory siadywały z koleżanką przy stoliku, na którym ledwie się tliła lampa naftowa, poprawiały prace domowe uczniów a w wolnych chwilach wyszywały. Ukrainka nauczyła Mamę wyszywać krzyżykami, i po wojnie w naszym nowym gorzowskim domu mogłam podziwiać prace Mamy. Były to serwety, serwetki, bieżniki a nawet cudny bardzo kolorowy kilim wyszyty na bordowej aksamitnej tkaninie .
Podziwiałam kunszt i precyzję tych prac a także fakt, że Mama uratowała je z pożogi wojennej i przywiozła do Gorzowa.
