Od czasów gorzowskich bardzo lubiłam teatr. Do poznańskiego teatru chodziłam sama. Lubiłam się zagłębiać w miękkie siedzenia krzesła w loży po lewej stronie. W tej loży prawie nigdy nikogo nie było, bo widok na scenę był zniekształcony przez ostry kąt widzenia. Tak więc miałam sytuację komfortową. Za niewielką cenę znalazłam miejsce ustronne i pozbawione zadęcia niektórych widzów. Mogłam spokojnie przychodzić w swojej ulubionej zielonej ogromnej koszuli z tkaniny frotte, której chyba nigdy nie zdejmowałam, poza cotygodniowym praniem w rodzinnym domu w Gorzowie.
Zwykle , oczekując na początek spektaklu i w przerwach otwierałam podręcznik anatomii i uzupełniałam swoją wiedzę.
W tych czasach dyrektorem teatru Nowego w Poznaniu była Izabella Cywińska, która długo potem przeniosła się do Warszawy a nawet w pewnym okresie była Ministrem Kultury . Miała niezwykłą osobowość, wspaniały zespół i w tym okresie ten teatr należał do ścisłej czołówki w kraju. Wychowała tam Wiśniewskiego, który stał się bardzo uznanym reżyserem .
Repertuar był zróżnicowany, od Moralności pani Dulskiej i komedii Fredry do Hamleta w wersji nowoczesnej i wieczorów Różewicza , Herberta ale także Słowackiego.
Nieważny był repertuar, ważne doznania samotności w świątyni sztuki, oderwania od realiów brutalnego medycznego życia .
Jednym słowem uzyskiwałam pełen relaks i przestrajanie myślenia na łagodność…..
