Profesorowi Wojnerowiczowi zawdzięczam zrobienie doktoratu z immunologii czerniaka – był promotorem. Założyliśmy grupę badającą odporność w czerniaku i raku płuc, bo dr Krzysko z Szamarzewa ( popularna skrótowa nazwa szpitala w Poznaniu – przyp. Z. K. ) też był zainteresowany badaniem odporności.
Zaczęło się żmudne gromadzenie danych.
Badaliśmy 123 pacjentów z czerniakiem – by ocenić ich naturalną odporność sprawdzaliśmy reakcję na tuberkulinę i DNCB (neoantygen: Dwu-Nitro-Chloro-Benzen) – przed , 3 dni, 3 tygodnie i 3 miesiące po operacji oraz w stanach terminalnych i ustalaliśmy kto z nich przeżył. Przez kolejne 7 lat było żmudne zbieranie danych , przez to zaniedbywanie życia rodzinnego, zdobywanie pieniędzy na obliczenia statystyczne ( które wówczas mnie kosztowały 50 tys. złotych) wykonywane na komputerze w Polfie na Grunwaldzkiej. Pierwsza Żona była bardzo dzielna i wytrzymała. Potem była już obrona pracy doktorskiej – w Warszawie gdy już mieszkałem w Kutnie i zacząłem pracę u Profesora Bernera w Łodzi..
Na stopce po podziękowaniach miało się znaleźć : „Poznań – Łódź- Kutno- Warszawa”. Recenzentami byli- starszy brat naszej koleżanki KRYSI STEFFEN, Profesor Steffen, Profesor Dux obaj z Warszawy i profesor Szczygieł z Krakowa. Z samej obrony najlepiej pamiętam pomoc mojej Żony Elżuni (anestezjolog) i chętnie bym się z Daną i z Nią podzielił tym tytułem.
Ale największe przeżycie miałem rok wcześniej , gdy po zawale serca w Kilonii, bylem na rehabilitacji w Polanicy Zdroju. Miałem już wszystkie dane i trzeba było wyciągnąć wnioski. Eureka! zobaczyłem wówczas, że pacjenci z większą odpornością na DNCB i dobrą reakcją na tuberkulinę (ale nie nadmierną) żyli dwa razy dłużej w grupie z przerzutami do węzłów chłonnych , a bez przerzutów niewielu umarło. Potwierdzone to zostało statystycznie.
Uważam, że lekarze tylko pomagają człowiekowi w jego walce z rakiem, bo NAJWAŻNIEJSZA JEST ODPORNOŚĆ WŁASNA.
Potwierdzał to później profesor Mackiewicz w Poznaniu na Garbarach. Hodował swoje autoszczepionki i badał populacje białych krwinek. Najnowsze metody leczenia czerniaka i nowotworów opierają się właśnie na wzmacnianiu własnej odporności.
Ale zamiast do pracy naukowej ciągnęło mnie do chirurgii – do osiągnięcia natychmiastowego efektu po udanej operacji.
Ech, gdybym tylko dalej publikował i kontynuował badania nad odpornością w nowotworach… A NOBEL BYŁ TAK BLISKO!…
Zresztą pobyt w Polanicy, kolebce polskiej chirurgii plastycznej zaowocował późniejszą specjalizacją. Zamiast na zabiegi rehabilitacyjne, w miesiąc po zawale chodziłem asystować słynnemu profesorowi Krausowi i i wówczas docentowi Kobusowi. Rekonstrukcja po okaleczających operacjach onkologicznych!
Satysfakcja i spełnienie, choć pamięta się niepowodzenia.
Po latach zakrętów robię to co umiem i co jest pasjonujące. Szkoda że przez „tzw. kolegów-wilków z Lipna” nie pracuję w Polsce. A już się tak dobrze zaczynało! We wszak niewielkim Lipnie na początku lat 90-tych ubiegłego wieku…
Na Zjeździe Chirurgii Onkologicznej w 1991 roku w Ciechocinku, który organizowaliśmy, dostaliśmy pierwszą nagrodę za operacje rekonstrukcyjne w chirurgii onkologicznej. Wszyscy trzej „wilcy” tez zostali uhonorowani i byli dopisani do moich prac. Gdy jeden z nich zobaczył nagrodę : 500 złotych polskich – powiedział, że nie warto było się wysilać. Plakaty i przezrocza kosztowały drożej ( tu przypomnienie – w tamtych czasach raczej nie tworzono plakatów przy użyciu drukarki komputerowej – z reguły pisano i ilustrowano ręcznie a prezentacja prac odbywała się przy zastosowaniu tzw. przezroczy – czyli tekstów i rycin na foliach lub kliszach fotograficznych – przyp. Z. K. )
To był szczyt oddziału chirurgii onkologicznej w Lipnie, utworzonego przez naszego Kolegę, śp. LESZKA HALICKIEGO.
Założyłem wówczas, jako trzeci w Polsce w Lipnie po Poznaniu i Warszawie – Poradnię Stomijną . Moja pacjentka po przedniej resekcji odbytnicy została nawet prezeską Stowarzyszenia Chorych ze Stomią, a dzięki temu zaprzyjaźniłem się z JASIEM KOBUSZEWSKIM ( tak, to ten wyśmienity aktor, wszystkim znany, który przez lata funkcjonuje , stale na scenie, pomimo stomii – przyp. Z.K. ). Druga pacjentka po obustronnej mastektomii z powodu zaawansowanego wieloogniskowego raka została prezeską „Różowej Wstążki” w Bydgoszczy. Obie Panie świadczą o wyższości własnej odporności nad chirurgią w leczeniu nowotworów. Trzeba walczyć do końca.Po moim odejściu, z onkologii w Lipnie zostało wspomnienie. Jednemu z tych „wilków” po pijanemu w drodze do Włocławka nie „wyprostował” się zakręt i skasował prokuratora. W końcu został badaczem mięsa w rzeźni, mimo, że otworzyłem mu i dzięki mnie skończył specjalizację. A profesor Krauss, twórca polskiej chirurgii plastycznej uczeń Dr Michałka-Grodzkiego – Wuja naszego Kolegi śp. WOJTKA MICHAŁKA-GRODZKIEGO , kiedy spotkałem Go dużo wcześniej na Zjeździe – już wtedy ostrzegał mnie przed nimi ….
Lata lecą i pewnie niedługo bo już jest prawie po 70-ce nie będą mnie chcieli na chirurgii piersi .
Na szczęście 3 lata temu w Poznaniu zacząłem specjalizację z medycyny rodzinnej w katedrze śp. Profesor Horst, młodszej siostry naszej Koleżanki – HANKI HORST. Jej Ojcem, PROFESOREM HORSTEM, zresztą kolegi mojego Ojca, Jego Genetyką i Patofizjologią byłem kiedyś zafascynowany. To też prowadziło do onkologii.
A propos medycyny rodzinnej to znowu sprzed nosa odeszła wspaniała okazja zrobienia specjalizacji „krótka ścieżka” do której namawiał mnie prof. Berner w Lodzi. Ale co? Ja ? Doktor nauk medycznych trzech chirurgicznych specjalizacji miałem zostać „tylko” lekarzem rodzinnym? Na pieczątce by się nie zmieściło! A na Wyspach GP taki lekarz może zarobić rocznie do Ł 200 000. Przeliczcie na złote. Kolejna stracona życiowa szansa, którą będę chciał odzyskać jak zdołam zrobić specjalizację. Pierwszy staż z interny zaliczyłem już u sp. KRZYSIA LINKE. Moim zdaniem zmarł nagle przez „lekarz lekarzowi wilkiem”.
