Z pamiętnika Leszka Milanowskiego ( 21 ). Doktorat.


    Profesorowi Wojnerowiczowi zawdzięczam zrobienie doktoratu z immunologii czerniaka – był promotorem. Założyliśmy grupę badającą odporność  w czerniaku i raku płuc, bo dr Krzysko z Szamarzewa ( popularna skrótowa nazwa szpitala w Poznaniu – przyp. Z. K. ) też był zainteresowany badaniem odporności.

     Zaczęło się żmudne gromadzenie danych.

Badaliśmy 123 pacjentów z czerniakiem – by ocenić ich naturalną odporność  sprawdzaliśmy reakcję na tuberkulinę i DNCB (neoantygen: Dwu-Nitro-Chloro-Benzen) – przed , 3 dni, 3 tygodnie i 3 miesiące po operacji oraz w stanach terminalnych i ustalaliśmy  kto z nich przeżył. Przez kolejne 7 lat było żmudne zbieranie danych , przez to  zaniedbywanie życia rodzinnego,  zdobywanie pieniędzy na obliczenia statystyczne ( które wówczas mnie kosztowały 50 tys. złotych) wykonywane na komputerze w Polfie na Grunwaldzkiej. Pierwsza Żona była bardzo dzielna i wytrzymała.  Potem  była już obrona pracy doktorskiej – w Warszawie gdy już mieszkałem w Kutnie i zacząłem pracę u Profesora Bernera w Łodzi..

Na stopce po podziękowaniach miało się znaleźć : „Poznań – Łódź- Kutno- Warszawa”.  Recenzentami byli- starszy brat naszej koleżanki KRYSI STEFFEN, Profesor Steffen, Profesor Dux obaj z Warszawy i profesor Szczygieł z Krakowa. Z samej obrony najlepiej pamiętam pomoc mojej Żony Elżuni (anestezjolog) i chętnie bym się z Daną i z Nią podzielił tym tytułem.

Ale największe przeżycie miałem rok wcześniej , gdy po zawale serca w Kilonii,  bylem na rehabilitacji w Polanicy Zdroju. Miałem już  wszystkie dane i trzeba było wyciągnąć wnioski. Eureka! zobaczyłem wówczas, że pacjenci z większą odpornością na DNCB i dobrą reakcją na tuberkulinę (ale nie nadmierną) żyli dwa razy dłużej w grupie z przerzutami do węzłów chłonnych , a bez przerzutów niewielu umarło. Potwierdzone to zostało statystycznie.

Uważam, że lekarze tylko pomagają człowiekowi w jego walce z rakiem, bo NAJWAŻNIEJSZA JEST ODPORNOŚĆ WŁASNA.

Potwierdzał to później profesor Mackiewicz w Poznaniu na Garbarach. Hodował  swoje autoszczepionki i badał populacje białych krwinek. Najnowsze metody leczenia czerniaka i  nowotworów opierają się właśnie na wzmacnianiu własnej odporności.

Ale zamiast do pracy naukowej ciągnęło mnie  do chirurgii – do osiągnięcia natychmiastowego efektu po udanej operacji.

Ech, gdybym tylko dalej publikował i kontynuował badania nad odpornością w nowotworach… A NOBEL BYŁ TAK BLISKO!…

     Zresztą  pobyt w Polanicy, kolebce polskiej chirurgii plastycznej zaowocował późniejszą specjalizacją. Zamiast na zabiegi rehabilitacyjne, w miesiąc po zawale chodziłem asystować słynnemu profesorowi Krausowi i  i wówczas docentowi Kobusowi. Rekonstrukcja po okaleczających operacjach onkologicznych!

Satysfakcja i spełnienie, choć pamięta się niepowodzenia.

Po latach zakrętów robię to co umiem i co jest pasjonujące. Szkoda że przez „tzw. kolegów-wilków z Lipna” nie pracuję w Polsce.  A już się tak dobrze zaczynało!  We wszak niewielkim Lipnie na początku lat 90-tych ubiegłego wieku…

Na Zjeździe Chirurgii Onkologicznej w 1991 roku w Ciechocinku, który organizowaliśmy, dostaliśmy pierwszą nagrodę  za operacje rekonstrukcyjne w chirurgii onkologicznej. Wszyscy trzej „wilcy” tez zostali uhonorowani  i byli dopisani do moich prac. Gdy jeden z nich zobaczył nagrodę : 500 złotych polskich – powiedział, że nie warto było się wysilać. Plakaty i przezrocza kosztowały drożej ( tu przypomnienie – w tamtych czasach raczej nie tworzono  plakatów przy użyciu drukarki komputerowej – z reguły  pisano i ilustrowano  ręcznie  a prezentacja prac odbywała się przy zastosowaniu tzw. przezroczy – czyli tekstów i rycin na foliach lub kliszach fotograficznych – przyp. Z. K. )  

 To był szczyt oddziału chirurgii onkologicznej w Lipnie, utworzonego przez naszego Kolegę,  śp. LESZKA HALICKIEGO. 

Założyłem wówczas, jako trzeci w Polsce w Lipnie po Poznaniu i Warszawie – Poradnię Stomijną . Moja pacjentka po przedniej resekcji odbytnicy została nawet prezeską Stowarzyszenia Chorych ze Stomią, a dzięki temu zaprzyjaźniłem się z JASIEM KOBUSZEWSKIM ( tak, to ten wyśmienity aktor, wszystkim znany, który przez lata funkcjonuje , stale na scenie, pomimo stomii – przyp. Z.K. ). Druga pacjentka po obustronnej mastektomii z powodu zaawansowanego wieloogniskowego raka została prezeską „Różowej Wstążki” w Bydgoszczy. Obie Panie świadczą o wyższości własnej odporności nad chirurgią w leczeniu nowotworów. Trzeba walczyć do końca.Po moim odejściu,  z onkologii w Lipnie zostało wspomnienie. Jednemu z tych „wilków” po pijanemu w drodze do Włocławka  nie „wyprostował” się zakręt i skasował  prokuratora. W końcu został badaczem mięsa w rzeźni, mimo, że otworzyłem mu i dzięki mnie skończył specjalizację. A profesor Krauss, twórca polskiej chirurgii plastycznej uczeń Dr Michałka-Grodzkiego – Wuja naszego Kolegi śp. WOJTKA  MICHAŁKA-GRODZKIEGO , kiedy spotkałem Go dużo wcześniej na Zjeździe  – już wtedy ostrzegał mnie przed nimi ….

Lata lecą i pewnie niedługo bo już  jest prawie po 70-ce nie będą  mnie chcieli na chirurgii piersi .

Na szczęście 3 lata temu w Poznaniu zacząłem specjalizację z medycyny rodzinnej w katedrze śp. Profesor Horst, młodszej siostry naszej Koleżanki – HANKI HORST. Jej Ojcem, PROFESOREM HORSTEM, zresztą  kolegi mojego Ojca, Jego Genetyką i Patofizjologią byłem kiedyś zafascynowany. To też prowadziło do onkologii.

A propos medycyny rodzinnej to znowu sprzed nosa odeszła wspaniała okazja zrobienia specjalizacji „krótka ścieżka” do której namawiał mnie prof. Berner w Lodzi. Ale co? Ja ? Doktor nauk medycznych trzech chirurgicznych specjalizacji miałem zostać  „tylko” lekarzem rodzinnym? Na pieczątce by się nie zmieściło! A na Wyspach GP taki lekarz może zarobić rocznie do Ł 200 000. Przeliczcie na złote. Kolejna stracona życiowa szansa, którą będę chciał odzyskać jak zdołam zrobić specjalizację. Pierwszy staż z interny zaliczyłem już  u sp. KRZYSIA LINKE. Moim zdaniem zmarł nagle przez „lekarz lekarzowi wilkiem”.

Z pamiętnika Leszka Milanowskiego ( 20 ) . WYMARZONA ONKOLOGIA…


Minęło trochę  czasu, zanim jakoś wewnętrznie dojrzałam by wrzucić opowieści pamiętnikowe Leszka. Inne tematy a może codzienność była powodem mojej opieszałości w tym temacie. Wybacz więc, Leszku ….wracam do Ciebie J

Oto słodko – gorzka ( jakie u Leszka bywają ) opowieść o życiu zawodowym i naszych realiach ….zapraszam :

Wiecie, jak trudno po studiach było zostać  w Poznaniu bez stałego zameldowania.

Pomógł mi dr Wąsiewicz, późniejszy kierownik Katedry Medycyny Społecznej na Dąbrowskiego w Poznaniu, który przyjął  mnie na etat w Pogotowiu Ratunkowym Powiatowym, a zaraz potem Profesor Wojnerowicz.  

1 września 1971 –  pierwszy dzień  na onkologii. Starsi o rok koledzy Paweł Murawa, Włodek Antkowski, Adam Madeja – robili mnie na szaro przy każdej okazji. Ale co miało według Nich mnie przestraszyć to tylko wzmacniało….

             PROFESOR WOJNEROWICZ (wówczas Docent) mój Szef pchał wszystkich do nauki. Pozwolił odrobić roczny staż  kiedy byłem u Niego na etacie .

Kusił mnie ginekolog, śp. dr Szlapka w Raszei. gdzie po stażu miałem tam przez pół roku dyżury.  Starał się zrobić ze mnie ginekologa, ale onkologia nie dawała spać. Nauczyłem się od Niego jak odbierać trudne porody i jak delikatnie trzeba się obchodzić  z macicą po porodzie.

 Przydało mi się to później,  na dyżurach w Środzie Wielkopolskiej, kiedy przed przyjazdem Ordynatora, Dr Dubiela z Poznania – kolegi Stryjka i Cioci ze studiów – musiałem łyżeczkować położnicę w trzecim dniu po porodzie. To takie miękkie ciasto, gdzie nie czuje się dna. Przebić łatwo. Leci krew jak z garnka, kobieta coraz bledsza a krew też dopiero jedzie z Poznania. A położne – patrzą – pomagają swoim doświadczeniem – Panie doktorze, tylko nie za głęboko. Zrobiłem. Bez pchania, na płaskiej dłoni, samym ciężarem łyżki, z nieco mocniejszym naciskiem przy wyciąganiu. Nie tylko pacjentka, ale i ja też przeżyłem przed przyjazdem krwi i Ordynatora. Zdziwiony nie chciał wierzyć że udało mi się nie przebić  macicy. Z nauk dr Szlapki i pozostałych którym asystowałem przy porodach przydało mi się również odebranie porodu pośladkowego w Środzie. Z palcem w jego buzi. Bez uszkodzenia dziecka.

Byli wspaniałymi Nauczycielami i życzliwymi kolegami dla takiego nieopierzonego doktorka. 

     Profesor Wojnerowicz pozwolił szybko odrobić wszystkie staże dzięki czemu już  po 2 latach miałem jedynkę  u prof. Drewsa. Po trzech latach po studiach. Była to szybka jedynka.  ( jedynka – tak popularnie mówiło się o pierwszym stopniu specjalizacji , który zwykle zdobywało się przez 3 lata . Dopiero potem przystępowało się do tzw. dwójki, która tez trwała co najmniej dwa lata. A bywało że znacznie dłużej , gdy były problemy z oddelegowaniem na staże. Na marginesie niedawno w Polsce zlikwidowano dwustopniową specjalizację , wracając do systemu powojennego  – przyp. Z.K. ) .

Od razu rozpocząłem staże do dwójki z chirurgii onkologicznej. Więcej mnie nie było niż byłem na Garbarach-  bo po kolejnych 2 latach już zdałem – i zostałem najmłodszym  specjalistą chirurgii onkologicznej  w Polsce.

I to dzięki Ojcu naszej Koleżanki ( dla niewtajemniczonych – Eli Wojnerowicz, naszej koleżanki z roku na poznańskiej Akademii Medycznej  – przyp. Z.K. )  która zawsze bardzo mi się podobała ale miała godniejszych i bardziej przystojnych absztyfikantów. Kręcił się koło Niej  najprzystojniejszy Andrzej Pawlak nasz kolega, późniejszy mąż Eli, więc szans nie miałem. J   

            Profesor Wojnerowicz na zawsze zostanie dla mnie ideałem Szefa, mimo swojego trudnego charakteru. Jemu również zawdzięczam zrobienie wszystkich staży do drugiego stopnia z chirurgii ogólnej.  Dzięki Niemu po latach mogłem prawie od razu po krótkim stażu u Profesora Fibaka zdawać dwójkę z chirurgii ogólnej bez której w Anglii nie mógłbym pracować. Chyba że na zmywaku, co zresztą podsumował  Maciek, Brat Moich Córek, Który Nie Jest Moim synem. Wspaniały, dowcipny facet . 

W UK nie ma chirurgii onkologicznej, choć jest specjalizacja chirurgii piersi. Zajmuję się nią po zostaniu  członkiem Królewskiego Towarzystwa Chirurgów.

Właśnie Profesor Wojnerowicz był od lat 50 ubiegłego wieku –  prekursorem chirurgii piersi w Polsce, co po pół wieku zostało utworzone w Zjednoczonym Królestwie.

 Gdyby nie On, nie miałbym  na Wyspach czego szukać,  kiedy tzw. , „koledzy”- typu „lekarz lekarzowi wilkiem” , chcieli mnie w Lipnie wsadzić do ciupy. Ich wszystkich życie pokarało a ja dzięki ich „wysiłkom” wylądowałem na Wyspach i mogę realizować swoje umiejętności z chirurgii rekonstrukcyjnej i ogólnej. Tu nie przyjmuje się nikogo z kryminalną przeszłością. Straciłem 10 lat na walkę z korupcją moich  podwładnych i korupcją sądu w Lipnie. Nie chciałem się zgodzić na zmianę sędziny, która była siostrzenicą dyrektora szpitala ( też pokarany przez obżarstwo i wódkę  cukrzycą). Uważałem, że każdy sędzia jest powołany do sprawiedliwego sądzenia. O, głupi! Okazało się, że nie każdy, więc  ostatecznie sprawa oparła się o Sąd  w Strasburgu  i skończyła sromotną klęską oszczerców.  I tak to dopiero  Strasburg to „wynaDgrodził” kosztem wszystkich Polaków –  także Waszym. ( chyba chodzi o znaczne finansowe odszkodowanie przyznane Leszkowi , które zostało wypłacone ostatecznie z pieniędzy polskich podatników – przyp. Z.K. )

We wszystkich zawodach są skorumpowani  karierowicze ale patrzcie co się teraz dzieje z polskim sądownictwem!  Przestałem wierzyć w niezawisłość  sędziów. …. Dziś,  gdy nie ma trójpodziału władz nie miałbym szans.