Najpierw była biologia z parazytologią w pięknym budynku Uniwersytetu Poznańskiego. Nieopodal tańczyły kolorowe fontanny , elegancko ubrani ludzie spieszyli do Opery albo Auli Uniwersyteckiej , gdzie odbywały się koncerty.
A my tłoczyliśmy się przed salą do ćwiczeń. Wszędzie panował zapach dziwny zapach. Ktoś powiedział , że to formalina. Wreszcie podzielono nas na małe podgrupki i zaprowadzono do odpowiednich pomieszczeń.
Z ciekawością oglądaliśmy preparaty poustawiane na regałach. W słoikach z płynem kołysały się frywolne owsiki, w innych zda się drzemał , zwinięty leniwie , tasiemiec uzbrojony albo nieuzbrojony. Jakieś wątroby kąpały się w innym słoju, a w nich ulokował się smakowity bąblowiec.
Ale nie zdążyłyśmy obejrzeć wszystkich dziwów, gdy przyszedł asystent i rozpoczęły się ćwiczenia.
Po części teoretycznej , zawsze były zajęcia praktyczne.
Otrzymałyśmy deseczki z gwoździkami , na które pan laborant serwował różne nieżyjące już zwierzątka , które musiałyśmy rozpinać na owej deseczce a potem uwalniać ich wnętrzności i preparować głębiej i dalej, aż w końcu powstawał preparat , na którym można było pokazywać i nazywać kolejno, układ pokarmowy, nerwowy, moczopłciowy etc. Najbardziej zapamiętałam preparowanie glisty ludzkiej .
Któregoś dnia pan laborant przyniósł nam jakieś wiadra. Byłyśmy ciekawe, co w nich jest. Zajrzałyśmy. A tam się kotłowały najprawdziwsze, żywe żaby.
I teraz następował moment , który był straszliwy dla nas i dla żab. Tak straszliwy, że wreszcie po wielu latach zabroniono wykonywania podobnych ćwiczeń. Otóż należało wziąć żabę za tylne łapki, uderzyć głową o kant stołu i wprowadzić nożyczki do jamy ustnej, tak, by następnie odciąć górną część głowy. Wykonywałyśmy te polecenia, bo nie było wyjścia. Nie wiem , jakie skutki wywołałby nasz protest.
Potem już nieżywą żabę rozpinałyśmy na deseczce, przypinając gwoździkami łapki oraz dwie połowy rozpłatanego brzuszka…….
Zajęcia z tego przedmiotu zakończyły się po 1 semestrze i egzamin z biologii był pierwszym egzaminem na tej uczelni. Postrach Zakładu, profesor Gerwel okazał się zupełnie normalnym człowiekiem, może tylko ja go tak odebrałam. Zdałam na 4, co było notą nieczęsto spotykaną …
