Losy moich Rodziców. Milczące statki.

Milczące statki na morzu

 

Jeszcze muszę wspomnieć o tym słynnym marszu śmierci.

Otóż po wyzwoleniu, a grupę w której był Tato , wyzwolili dopiero pod Lubeką Amerykanie. Tak więc nie dotarł do celu, czyli nad morze.

Wówczas opowiadano o pierwszych grupach więźniów, które zdziesiątkowane, osłabione, ledwie żywe ujrzały morski brzeg. Chyba nikt nie wiedział co im jeszcze zgotowali oprawcy. Nie wiem o czym myśleli katowani.

Wpędzono ich na pokłady statków handlowych , a następnie przegnano pod pokład. Nieszczęsni usłyszeli tylko, jak Niemcy ryglują włazy. Żaden z nich nie został z więźniami, bo zresztą po co. Wkrótce zamknięci pod pokładem w ciemności,  duchocie smrodzie brudnych ciał i fekalii poczuli  kołysanie. Początkowo grał silnik statku, ale potem umilkł. Fala szarpała , ludzie chorowali na chorobę morską, może wzywali ratunku, może wzywali milczącego Boga- nikt nie wie i się nie dowie.

Bo alianci, widząc płynące statki dawali sygnały świetlne i dźwiękowe , by się poddali.Pewnie słyszeli to ci pod pokładem, wtedy zrozumieli, że nikt nie kieruje statkami, że Niemcy jak szczury opuścili statki skazując swoich więźniów na niechybną śmierć.

Nie wiem, jakiż szaleniec to wymyślił….

JNa sygnały aliantów na statkach nikt nie reagował. Nie wywieszano białej flagi. Na ponawiany sygnał odpowiadała morska cisza.

Wówczas rozpoczęto ostrzeliwanie tych obiektów.

I wtedy z uszkodzonych statków zaczęły się wysypywać  pasiaki.

Alianci długo nie mogli zrozumieć, ale w końcu zrozumieli czyn Niemców.

Ostatnią ich straszliwą zbrodnię.

Ludobójstwo w najczystszej postaci…..