O Hani Peńsko- Zawadzkiej
Koleżanka z Siennej, którą bardzo polubiłam, ciepła i miła Hania była bardzo opiekuńcza, a ponieważ w tym okresie jeszcze nie założyła swojej rodziny, miała mnóstwo dzieci chrzestnych.
Gdy urodziłam najmłodsze dziecko, Paulinę, też wybrałam Hanię na Mamę chrzestną .
Sądząc po zakłopotanej minie, nie była tym uszczęśliwiona, ale zgodziła się od razu.
Kiedyś miałyśmy razem dyżur, i Hania mi się zwierzyła, że zapisała się na Rajd Świętokrzyski, lubiła takie łazęgi. Był początek maja, jeszcze zimno na dworze i nie miała ochoty tam się wybrać. Przekonywałam jak umiałam, i wreszcie dała się namówić.
Gdy wróciła, była rozpromieniona i zmieniona.
Od razu wyczułam, że coś tam się wydarzyło.
Okazało się, że na tym rajdzie, w kieleckim poznała chłopaka, Zygmunta, którego nigdy tutaj nie spotkała, mimo, że w Warszawie mieszkali niedaleko.
Wkrótce wzięli ślub, który odbył się wczesną jesienią w magicznej atmosferze podwarszawskich Lasek. Chyba była związana z siostrami, które prowadziły tam Ośrodek dla Dzieci Ociemniałych, być może jeszcze przez rodziców, bo po Powstaniu Warszawskim chroniły wielu uciekinierów z miasta.
Był i chyba jest tam jeszcze cudny maleńki, czarniawy, modrzewiowy kościółek.
O tej porze roku był cały spowity jasno błękitnym kwieciem klematisów.
Hania była ubrana w stylu ludowym, zapamiętałam ogromną, kolorową chustę w kwiaty na jej ramionach.
Byli piękną i bardzo zakochaną parą. Hania od tej pory nosiła nazwisko męża- Zawadzka. Potem czasami bywali u nas w domu ze swoją córką Kingą.
Gdy rodziłam czwarte dziecko, najstarsza- Justyna miała 10 lat i ropień piersi. Hania zajęła się nią jak córką, była przy niej w nocy, gdy była po zabiegu w Szpitalu Chirurgicznym, w tzw. Omedze, której już nie ma. Dzięki temu mogłam być spokojna o losy najstarszej.
Gdy z kolei w 5 roku życia, ciężko zachorowała Paulina, i leżała w CZD, też poprosiłam Hanię na pomoc. Zorganizowała konsultacje u dr Oziemskiej z Siennej, bo obraz choroby Pauliny był niejasny.
Tak, Hania zawsze była przy mnie w najtrudniejszych moich momentach, zawsze mogłam na nią liczyć.
Potem nasze kontakty się rozluźniły, miałyśmy swoje problemy rodzinne i niewiele czasu na spotkania.
Ale wiedziałam, że wystarczy mój telefon i będzie przy mnie Hania.
Po latach się dowiedziałam, gdy już dawno nie pracowałam na Siennej, że Hania długo chorowała i odeszła….jaki los jest niesprawiedliwy, że zabiera nam przedwcześnie tak wspaniałych ludzi….
